Dzieci postanowiły spędzić sylwestra z przyjaciółmi, więc wyjechały na kilka dni. Mój współmałżonek powiedział, że musi pojechać na grób swoich rodziców, do swojego rodzinnego miasta. Uwierzyłam mu i wyjechał.
Minął tydzień i przez ten czas, nie wrócił do domu. Ósmego dnia pojawił się i powiedział, że chce rozwodu. Stwierdził, że w miejscu, do którego się udaje, jest osoba, która go wyleczy. Okazało się, że kobieta, którą kochał 40 lat temu, odnalazła go niedawno za pośrednictwem mediów społecznościowych. Mieszka w tym samym mieście, z którego pochodzi mój mąż i jego siostra. Postanowił więc ją odwiedzić, mówiąc mi, że chce odwiedzić swoją siostrę i grób rodziców.
Był z nią od kilku dni, prawdopodobnie narzekając na życie ze mną. Obiecała mu, że będzie dzielić z nim swoje trzypokojowe mieszkanie, da mu swój samochód i wyleczy go ze wszystkiego! W zamian chciała tylko papierka z informacją o naszym rozwodzie. Sam mi to wszystko opowiedział i godzinami opowiadał o chińskiej medycynie ludowej, która potrafi wyleczyć wszystkie choroby, a wszystkie jej tajniki, posiada jego była nowa miłość.
Oczywiście, nie chciałam tak łatwo dać mu rozwodu. Zwłaszcza, że on po prostu bezczelnie tego chciał, nie zastanawiając się nad moimi uczuciami. Okazało się jednak, że jest jeszcze bardziej paskudny – sam wniósł do sądu pozew o rozwód i podział majątku. Wkrótce zostałam wezwana na przesłuchanie.
Nie spodziewałam się, że okaże się takim draniem. Mój małżonek napisał w oświadczeniu, że od 15 lat nie jesteśmy w związku, a przez ostatnie 5 lat, prowadzimy nawet oddzielne gospodarstwo domowe. W odpowiedzi napisałam, że nie zgadzam się z tym wszystkim.
Moje serce bardzo mnie boli.
Oczywiście jest dla mnie zrozumiałe, że mój współmałżonek na starość pragnie przygód, ale kim jest ta 67-letnia „wróżka”, która postanowiła wykraść z rodziny męża, innej kobiecie? Może dosypała czegoś do herbaty mojego męża. Nie przeszkadza jej nawet to, że on codziennie wypija ćwiartkę wódki, bo musi pokazać, że jest po jego stronie. Cóż, to ja jestem ta zła, która go beszta, zabrania mu pić tak dużo przy jednej nerce.
Kilka razy prosiłam go, żeby się opamiętał, ale nic nie pomogło.
Co należy zrobić? Mieszkamy razem od 35 lat i jest on jakby nieodłączną częścią mnie.
Nie wiem, co robić, pozwolić mu odejść, czy wpłynąć na niego poprzez moje dzieci…



