Przypominam to sobie i znowu trzęsą mi się ramiona ze śmiechu, aż boli mnie brzuch. Nie mogę powstrzymać się od wzruszenia ramionami na widok naszego psiaka Maxa. Z racji wieku jest tylko szczeniakiem, bo ma cztery miesiące, ale ogólnie jest dość duży jak na swoją rasę.
Mamy z nim wiele różnych upadków i zabawnych historii. Wystarczy spojrzeć na nasz przedwczorajszy powrót ze spaceru. Gdzieś na ulicy podniósł duży patyk i nie widziałam, żeby po ciemku niósł go do domu. Nie musimy otwierać drzwi do końca, więc otwieram lekko drzwi wejściowe, aby pies mógł się prześlizgnąć.
Z przyzwyczajenia wpuszczam Maxa pierwszego, ale on wiercił się nie mógł wejść. Ten mały głuptasek, trzymał kij poziomo w zębach, końcami opierał się o drzwi i futrynę i nie mógł wejść do mieszkania. Tupał łapami i piszczał, zastanawiając się, jaka siła z innego świata go powstrzymuje.
Zawołałam całą rodzinę, aby zobaczyli tego walczącego z drzwiami siłacza.
Z trudem udało nam się odebrać mu kij, puścił go pod warunkiem, że dostał przy wejściu smakołyki. Potem mój syn biegał z nim po wszystkich pokojach, mierząc szerokość otworów drzwiowych i tak przez wieczór odbywało się cyrkowe przedstawienie.



