Opiekunka dla żony
Jak to? Danucie wydawało się, że się przesłyszała. Mam się wyprowadzić? Dlaczego? Po co?
Proszę cię, daruj sobie te sceny skrzywił się on. Co tu niezrozumiałego? Nie masz już się kim opiekować. Gdzie pójdziesz, to mnie kompletnie nie interesuje.
Andrzeju, co ty mówisz? Przecież mieliśmy się pobrać
To sobie sama wymyśliłaś. Ja nic takiego nie obiecywałem.
W wieku trzydziestu dwóch lat Danuta postanowiła zupełnie odmienić swoje życie i wyjechać z rodzinnego miasteczka.
Co miała tu robić? Słuchać tylko ciągłych docinek matki?
Mama nie mogła się pogodzić z jej rozwodem. Wiecznie wypominała, jak mogła stracić męża.
A ten Wacek nawet na dobre słowo nie zasługiwał pijak i kobieciarz! Jak ona w ogóle dała się namówić osiem lat temu?
Danuta wcale nie była zmartwiona rozwodem właściwie poczuła ulgę i jakby oddychać jej się lżej zrobiło.
Tylko z matką przez to ciągle się kłóciły. I jeszcze pieniądze wiecznie ich brakowało.
Tak więc wyjedzie do Olsztyna i tam się urządzi!
Weźmy na przykład jej koleżankę z liceum, Beatę już od pięciu lat jest żoną wdowca.
No i co z tego, że starszy od niej o szesnaście lat i urodą nie grzeszy? Za to ma mieszkanie i pieniądze.
A Danuta, przecież nie jest od Beaty gorsza!
No, w końcu przejrzałaś na oczy! poparła ją Beata. Pakuj się szybko, na początek możesz się zatrzymać u nas, potem pomyślimy z pracą.
Twój Wojtek nie będzie miał nic przeciwko? dopytywała się Danuta.
Co ty! Robi wszystko, o co go poproszę. Damy radę!
Mimo to Danuta nie chciała zostawać u przyjaciółki na dłużej.
Parę tygodni przemęczyła się, dopóki nie zarobiła pierwszych pieniędzy, i wynajęła pokój.
Już po kilku tygodniach los się do niej uśmiechnął.
Dlaczego taka porządna kobieta zajmuje się handlem na targu? ze współczuciem spytał stały klient, pan Edward Sokołowski.
Stałych klientów Danuta już dawno rozpoznawała z imienia.
Zimno, głodno, nie za dobrze powiedział Edward ze współczuciem.
A co mam zrobić? wzruszyła ramionami Danuta. Jakoś muszę zarabiać.
Kokieteryjnie dorzuciła:
Chyba że ma pan dla mnie inną propozycję?
Edward Sokołowski zdecydowanie nie był jej ideałem. Starszy o ponad dwadzieścia lat, zaokrąglony, z zarysowaną łysiną i przenikliwym spojrzeniem.
Zawsze skrupulatnie wybierał warzywa, płacił co do grosza, ale ubrany był solidnie, przyjeżdżał dobrym samochodem na pewno nie biedak, ani alkoholik.
Miał jednak na dłoni obrączkę, więc o roli męża Danuta nawet nie myślała.
Widzę, że jesteś odpowiedzialna, poukładana i czysta przeszedł na ty pan Edward. Opiekowałaś się kiedyś chorym?
Było coś takiego. Sąsiadkę opiekowałam. Udar złapała, dzieci daleko, a nikt nie miał czasu się nią zająć, więc poprosili mnie.
Doskonale! ucieszył się Edward i zaraz przybrał poważną minę. Moja żona, Barbara, też leży. Udar.
Lekarze nie dają jej wielkich szans. Wziąłem ją do domu, ale nie mam kiedy się nią zająć. Pomożesz? Zapłacę jak należy.
Danuta długo się nie namyślała. Lepiej w ciepłym mieszkaniu, nawet jeśli trzeba zmieniać nocniki, niż marznąć dziesięć godzin na bazarze i znosić humory klientów!
Oprócz tego Edward zaproponował jej zamieszkanie u nich więc nie musiała płacić za lokum.
Mają trzy osobne pokoje! Możesz w piłkę grać! ekscytowała się Danuta podczas rozmowy z Beatą. Nie mają dzieci.
Matka Barbary też niezła elegantka, w wieku 68 lat wciąż się odmładza, niedawno wyszła za mąż i żyje swoim życiem. Na opiekę nie można liczyć.
To ona taka chora?
I to bardzo… Leży bez ruchu, tylko pomrukuje. Raczej nie wyzdrowieje.
Ciebie to chyba trochę cieszy? Beata spojrzała jej prosto w oczy.
Cieszy? Skąd! spuściła wzrok Danuta. Ale przecież jak Barbara umrze, Edward będzie wolny
Danuta, ty rozum straciłaś? Życzysz komuś śmierci przez jakąś kawalerkę?!
Ja nikomu nic złego nie życzę, ale swojej szansy nie przepuszczę! Tobie łatwo mówić masz wszystko!
Porządnie się wtedy pokłóciły, więc przez kolejne pół roku Danuta już nic Beacie nie opowiadała o romansie z Edwardem.
Nie mogli żyć bez siebie, choć wiadomo było, że Edward żony nie zostawi to nie taki człowiek! Dlatego pozostali kochankami z ukrycia.
To znaczy, że wy się tutaj zabawiacie, a w pokoju obok kona jego żona?! nie mogła zaakceptować tego Beata. Rozumiesz, że to podłe? Zaślepiły cię jego rzekome bogactwa?!
Nigdy od ciebie dobrego słowa nie usłyszę! obraziła się Danuta.
Przestały się znów kontaktować. Ale Danuta nie miała większych wyrzutów sumienia (no, może troszkę).
Wszyscy tacy święci! Najedzony głodnego nie pojmie jak to mawiają. Poradzi sobie bez przyjaciółki. I tyle.
Opiekowała się Barbarą całą sobą, z zaangażowaniem i sumiennością. Kiedy jej relacja z Edwardem się zacieśniła, przejęła też wszystkie domowe obowiązki.
Mężczyźnie trzeba dogadzać nie tylko w łóżku jeszcze dobrze nakarmić, wyprać i wyprasować koszule, umyć podłogę, żeby nie wdychał kurzu.
Wydawało się Danucie, że kochanek był zadowolony, i ona też czuła się spełniona.
Nawet nie zauważyła, że Edward przestał jej płacić za opiekę nad żoną. Ale czy to ważne, skoro są już niemal małżeństwem?
Edward dawał jej pieniądze na zakupy, a ona trzymała domowy budżet, nie zauważając, że ledwo się mieści w wyznaczonych kwotach.
A przecież kierownik hali zarabiał przyzwoicie. Trudno jak już się pobiorą, wszystko się ułoży.
Z czasem namiętność przycichła, Edward coraz rzadziej wracał prosto do domu, ale Danuta tłumaczyła to zmęczeniem i troską o żonę.
Dlaczego miał być taki zmęczony, skoro do żony podchodził może raz dziennie na minutę, nie wiedziała, ale współczuła mu.
Chociaż można było się tego spodziewać, Danuta i tak rozpłakała się, gdy Barbara zmarła.
Spędziła z nią półtora roku, oddając tej chorej kobiecie wszystko tego czasu nie da się odebrać. Organizacją pogrzebu również zająła się Danuta Edward nie był w stanie sprostać żałobie.
Na koszt pogrzebu dostała zaledwie tyle, ile trzeba, ale wszystko zorganizowała godnie. Nikt nie mógł jej niczego zarzucić.
Nawet sąsiadki, które boczyły się na jej romans z Edwardem to przecież żadne tajemnice! kiwały głowami z uznaniem. Teściowa Edwarda też była zadowolona.
Tym większy był szok Danuty, gdy usłyszała od Edwarda jego słowa:
Jak rozumiesz, twoje usługi nie są mi już dłużej potrzebne, więc masz tydzień na wyprowadzkę powiedział sucho dziesiątego dnia po pogrzebie.
Jak to? Mam się wyprowadzić? Ale dlaczego?
Oszczędź mi tych awantur skrzywił się kochanek. Nie masz już się kim opiekować. Co zrobisz, nie moja sprawa.
Przecież mieliśmy się pobrać…
To sobie sama wmówiłaś. Ja nigdy tego nie planowałem.
Następnego poranka, po nieprzespanej nocy, Danuta jeszcze raz próbowała rozmawiać z Edwardem, lecz on powtórzył jak automat te same słowa i tylko poprosił, by z przeprowadzką się pospieszyła.
Moja narzeczona chce przed ślubem zrobić tu remont wyjaśnił.
Narzeczona? Jaka?
To już nie twoja sprawa.
Naprawdę? W porządku, wyprowadzę się, ale najpierw rozlicz się ze mną za moją pracę. Tak, tak! Nawet na mnie nie patrz tak!
Obiecałeś czterdzieści tysięcy złotych miesięcznie. Dwa razy tę sumę dostałam. To razem jesteś mi winien sześćset czterdzieści tysięcy.
Ale z ciebie matematyczka! zakpił kochanek. Nie licz na to
Do tego za sprzątanie i gotowanie też powinieneś mi dopłacić! Dobra, nie będę się już o każdy grosz kłócić dasz mi milion, rozstaniemy się jak dwa statki na morzu!
A jak nie? Pójdziesz do sądu? Nie masz żadnej umowy.
Powiem o wszystkim teściowej odparła ciszej Danuta. Kupiła wam przecież to mieszkanie.
Wierz mi, jak opowiem, to jeszcze i pracę stracisz. Teściową znasz lepiej ode mnie.
Edward zbladł, ale szybko opanował emocje.
Kto ci uwierzy? Przestań mnie straszyć! Nie chcę cię widzieć wychodź teraz!
Masz trzy dni, kochany. Nie będzie miliona będzie awantura Danuta spakowała rzeczy i zaniosła się do hostelu. Trochę udało jej się odłożyć z pieniędzy.
Czwartego dnia, nie doczekawszy się odpowiedzi, poszła do mieszkania kochanka. Traf chciał, że była tam i teściowa, pani Tamara.
Po minie Edwarda zrozumiała, że nie zamierza jej nic płacić, więc opowiedziała pani Tamarze wszystko.
Plecie niedorzeczności! burknął wdowiec.
Coś niecoś słyszałam na pogrzebie, nie wierzyłam zmierzyła go wzrokiem teściowa. Teraz wszystko jasne. I dla ciebie, zięciu, też. Pamiętasz, na kogo jest zapisane to mieszkanie?
Edward zamarł.
Żeby cię tu za trzy dni nie było. Ani śladu.
Pani Tamara już wychodziła, ale zatrzymała się obok Danuty.
No a ty, Danuto, czego tu jeszcze stoisz? Guzik ci się należy, nie nagroda. Wynoś się!
Danuta wypadła z mieszkania jak poparzona. O żadnych pieniądzach nie było już mowy. Pozostało wrócić na rynek tam zawsze znajdzie się praca.
Czasem życie uczy nas, że nie wszystko złoto, co się świeci, i nie warto budować swoich planów kosztem innych. Szacunek do siebie i innych jest więcej wart niż pieniądze czy wygoda.



