Ostatnio postanowiłam zrobić większe porządki w domu. Jednak to, co znalazłam poupychane w różnych zakamarkach w domu zszokowało mnie i muszę o tym napisać.
Kiedy zaczęliśmy mieszkać razem, myślałam, że będziemy się dogadywać i tworzyć razem wspaniałą, rodzinną atmoferę. Córka wraz ze swoim mężem obiecali, że zamieszkają w moim domu tylko na chwilę, aby zaoszczędzić na własne mieszkanie. Nie była to jednak prawda, bo lata mijały, a oni wciąż ze mną mieszkali. Mieszkamy teraz razem w małym mieszkaniu w bloku i naprawdę jest to bardzo niekomfortowe.
Tolerowałam zięcia, wcale nie był taki najgorszy. To on zajmował się dzieckiem po jego narodzinach, bo córka więcej zarabiała, więc to ona wróciła do pracy. Podzieliliśmy się więc kuchnią – raz gotował on, potem ja i tak w kółko. Nawet się cieszyłam, że z nami zamieszkali, ponieważ przejęli część obowiązków, dzięki czemu było mi trochę lżej, a oni w tej sposób próbowali się odwdzięczyć za to, że u mnie zamieszkali.
Pomagam synowi i jego żonie finansowo, a oni zatrudniają gosposię do sprzątania i gotowania.
Pewnego dnia jednak zięć powiedział, że on już nic nie będzie gotował. Powiedział, że musi przejść na jakąś dietę, bo ma problemy z żołądkiem i będzie przyrządzał posiłki tylko dla siebie. Trochę się zdenerowałam, bo mieliśmy jasną umowę, ale co mogłam zrobić.
Od tego czasu musiałam stać znowu codziennie przy garach. Tak, mogłam ugotować jeden posiłek na trzy dni, bo sama nie jem dużo. Problem w tym, że przyrządzane przeze mnie jedzenie jadła także córka. W sumie nie żałowałam jej, a skoro jej mąż nie zamierzał dla niej robić obiadów, to jej na to po prostu pozwoliłam. W końcu pracuje ciężko całymi dniami i co, ma głodować? Musiałam więc odłożyć dumę na bok i przygotować także obiad dla córki.
Ostatnio postanowiłam zrobić takie większe porządki, poodkurzać, pozamiatać. I wiecie, co znalazłam? Papierki po batonikach, paczki po chipsach, cukierki w poupychane w każdym możliwym zakamarku. Chyba myślał, że to samo magicznie zniknie, jak zamknie szafki, ale niestety – nie zniknęło.
Ja dobrze wiem, że to nie jest sprawka córki, bo ona nie je takich rzeczy. Zresztą, to nie moja sprawa, ale wydaje mi się, że zięć chciał po prostu mieć wymówkę na to, by by nie gotować.



