Wróciłam późno z pracy. Mąż wstał z kanapy, a jego jedynym pytaniem było, co zjemy na dzisiejszą kolację. Wzięłam dodatkowy etat, więc późno robiłam zakupy, do domu wracałam około 22 wieczorem. Marek czekał na mnie w salonie, wyłożony na swojej wygodnej kanapie. Gdy mąż usłyszał, że weszłam do mieszkania, wyszedł z pokoju.
Nie zdążyłam jeszcze zdjąć płaszcza, kiedy już stał przy mnie. Nie zapytał, dlaczego tak późno przyszłam, jak mi minął dzień, tylko od razu przeszedł do rzeczy najważniejszej. Interesowało go tylko to, co kupiłam na kolację i natychmiast włożył ręce do torby.
Od trzech miesięcy jest bezrobotny, ja utrzymuję rodzinę całkowicie samodzielnie. Z zawodu jest budowlańcem i oczywiście nie ma żadnej pracy, gdy nadchodzi zima. Początkowo próbował znaleźć jakieś zajęcie w tym czasie, ale widząc, że sama potrafię wszystko ogarnąć, przestał się przejmować. Powiedział mi, że pracy zacznie się szukać na wiosnę, a zimę jakoś przeżyjemy. Nie pozostało mi nic innego, jak podporządkować się jego decyzji i poczekać, aż zrobi się cieplej.
Ponadto mieszkanie, w którym mieszkaliśmy, należało do męża. Jednak po kilku tygodniach takiego życia, Marek stał się zupełnie oderwany od rzeczywistości. Przestał mi pomagać w domu, tylko odpoczywał. Wracałam do domu z jednej pracy i zaraz szłam do innej. Wytrzymywałam z nadzieją, że wkrótce wszystko zmieni się na lepsze. W każdej rodzinie zdarzają się trudne chwile i trzeba nauczyć się sobie z nimi radzić. Tym razem jednak bardzo uderzyła mnie postawa mojego męża, zupełna obojętność do mnie.
Codziennie pracuję, aby utrzymać naszą rodzinę, wracam do domu wyczerpana, a on, zamiast powitać mnie kolacją po ciężkim dniu pracy, pyta, czym go nakarmię. Byłam bardzo zdenerwowana i smutna, więc poszłam do swojego pokoju, wzięłam torebkę, wsiadłam do samochodu i pojechałem do koleżanki, zabierając ze sobą zakupy. Zastanawiałam się, czy nie podjęłam decyzji w pośpiechu, ale potem zdałam sobie sprawę, że postąpiłam słusznie. Marek nie był nawet ciekawy, gdzie byłam w nocy. Po przemyśleniu wszystkiego, postanowiłem odejść od męża na dobre.
Jestem jeszcze młoda i godna szczęścia rodzinnego. Zaczęłam zwracać większą uwagę na siebie, na co nie mogłam sobie pozwolić mieszkając z mężem. Zmieniłam garderobę, zaczęłam chodzić na siłownię. Najważniejsze jest to, że zdałam sobie sprawę z tego, że jestem warta lepszego życia. Jestem samowystarczalną kobietą, a nie koniem roboczym, który musi ciągnąć za sobą także męża.
Marek pojawił się dopiero miesiąc później. Zadzwonił i błagał o powrót, narzekał, jak ciężko jest mu beze mnie. Zdawałam sobie sprawę, że to nie o mnie chodzi, tylko o moje pieniądze, które zarabiałam, gdy leżał na kanapie. Przekonywał mnie, że zaczął szukać pracy. Jednym słowem brał mnie na litość. Mówił, że źle go potraktowałam, ale jest gotów mi wybaczyć i przyjąć z powrotem.
Nie wyobrażam sobie wrócić do tego człowieka.



