Teraz wszystko będzie inaczej. Obiecuję…
Pracowniczy dzień dobiegał końca. Do zamknięcia sklepu pozostało dwadzieścia minut. O tej porze rzadko zaglądali klienci. To nie był spożywczak, gdzie w pięć minut można załatwić całe zakupy. Technikę trzeba wybierać z głową. Kosztuje niemałe pieniądze.
Katarzyna rozejrzała się po przestronnej sali sklepu z AGD. Pusto. Nawet konsultanci schowali się w zapleczu. Tylko przy wejściu siedział ochroniarz, wpatrzony w ekran laptopa. Coś podpowiadało jej, że gra w pasjansa albo przegląda wiadomości.
Katarzyna też zmierzała w stronę zaplecza, żeby zadzwonić do męża, poprosić, by obrał ziemniaki, by wieczorem nie tracić czasu na gotowanie. Podczas pracy nie wolno było korzystać z telefonu na sali — kierownictwo mogło w każdej chwili sprawdzić nagrania z kamer i ukarać.
Właśnie wtedy do sklepu wszedł mężczyzna i skierował się w stronę stoisk z tabletami. Konsultantów nadal nie było w pobliżu. Ochroniarz wyszedł ze swojej budki i stanął przy wejściu na salę, obserwując gościa. Nie miał prawa opuszczać posterunku. Katarzyna westchnęła i podeszła do mężczyzny.
— W czym mogę pomóc? — spytała uprzejmym tonem.
Mężczyzna szybko się odwrócił.
— Potrzebuję tableta. Takiego — wskazał palcem jeden z wystawionych modeli.
Katarzyna zapomniała, jak oddychać. Jakby zobaczyła ducha, choć w pewnym sensie tak właśnie było. To był on — jej utracona miłość. Nie mogła się mylić. Ale jak? Skąd?
Mężczyzna nie doczekał się odpowiedzi, odwrócił się całym ciałem i dopiero teraz przyjrzał się jej uważnie.
— Kasia? Katarzyna! To naprawdę ty? — ucieszył się na ten niespodziewany widok.
— Tak. A ty co tu robisz? Sklep zamykamy za… — spojrzała na zegarek, — piętnaście minut.
— Nie zdążę kupić? — rzucił okiem na opustoszały sklep. — Szkoda.
— Obsługujemy klientów do ostatniej chwili. Mogę zaproponować ten model. Cena niewiele wyższa, ale jakość lepsza — powiedziała Katarzyna, włączając tryb profesjonalnej sprzedawczyni.
— Dobrze. Zaufam twojemu doświadczeniu — zgodził się Piotr.
Katarzyna pochyliła się i wyjęła spod lady nowe, zapakowane pudełko z tabletem. — Chodź ze mną, zrobimy formalności.
Podeszła do stanowiska z komputerem i zaczęła wprowadzać transakcję. Palce jej drżały, trafiała w niewłaściwe klawisze, robiła błędy. Widząc, że on zauważa jej stan, wpadła w jeszcze większe zdenerwowanie.
— Idź do kasy, zawołam kasjerkę — powiedziała szybko i ruszyła w stronę zaplecza, uciekając przed jego wzrokiem.
Podeszła do grupy młodych ludzi, którzy stłoczyli się przy stole, omawiając coś żywo.
— Ktoś niech wróci na salę do kasy. Zamówienie wprowadzone — rzuciła.
Młodzi natychmiast się rozeszli, jeden z chłopaków pośpiesznie udał się na salę. Katarzyna spojrzała na zegarek i poszła do szatni. Czas minął, miała prawo wyjść.
Do męża nie zadzwoniła. Zupełnie o nim zapomniała. Wciąż trzęsła się ze zdenerwowania. Po co? Dlaczego musieli się znów spotkać? Liczyła, że już nigdy go nie zobaczy. Szybko przebrała się i wyszła tylnym wyjściem, którym zwykle przyjmowano towar.
Mokry asfalt lśnił w świetle latarni. Deszcz wciąż mżył, ale Katarzyna postanowiła iść pieszo. Tylko trzy przystanki, potrzebowała zebrać myśli, uspokoić się…
***
Zakochała się w Piotrze od pierwszego wejrzenia. Wiedziała, że jest na ostatnim roku, że nazywa się Piotr Kowalski, że wiele dziewczyn szalało za tym przystojniakiem. Ale nie mogła nic poradzić. Serce waliło jak oszalałe, gdy tylko mijała go na korytarzach uczelni.
Pewnego dnia w stołówce znalazła się tuż obok niego. Ze zdenerwowania nie mogła myśleć, nawet nie zauważyła, co wkłada na tacę.
— Masz gotówkę? Hej, słyszysz mnie?
— Co? — Katarzyna w końcu zrozumiała, że mówi do niej.
— Pytam, czy masz gotówkę. Terminal dziś nie działa. Zapłać za mnie, oddam.
Skinęła głową i pośpiesznie sięgnęła po portfel.
Gdy odchodziła od kasy, zawołał ją i wskazał miejsce przy swoim stoliku. Wolnych miejsc było mało, więc Katarzyna, z nogami jak z waty, podeszła, postawiła tacę i usiadła naprzeciw niego. Piotr zajadał się kotletem z ziemniakami. Ona odwróciła wzrok i wpatrzyła się w swój talerz, wiedząc, że nie przełknie ani kęsa.
— Dlaczego nie jesz? — zaśmiał się. — Pierwszy rok?
— Tak — odparła i podniosła na niego wzrok.
Była jak w transie, nie mogła uwierzyć, że siedzi z człowiekiem, który zawładnął jej myślami, i że w ogóle z nią rozmawia.
— Dziwna jesteś. Jak masz na imię?
— Katarzyna.
— Nietypowe. Katarzyna — powtórzył.
— Na cześć babci — wyjaśniła cicho.
Skończył jeść, wychylił duszkiem kompot, a ona nawet nie tknęła swojego obiadu.
— Nie martw się, oddam ci pieniądze — powiedział, patrząc na nią uważnie. — Przyjdź jutro o tej samej porze, zjemy razem. Smacznego — uśmiechnął się i odszedł.
Katarzyna wreszcie odetchnęła. To naprawdę się stało? Zaprosił ją na wspólny obiad?
Następnego dnia ledwo wytrzymała do końca wykładu, co chwilę zerkając na zegarek. W stołówce Piotra nie było. A czego się spodziewała? Że będzie na nią czekał? Była rozczarowana i już chciała wyjść, ale postanowiła coś zjeść. Wzięła sałatkę i kompot z bułką. Gdy stała przy kasie, nagle pojawił się Piotr i zapłacił za nią.
— Dzięki — mruknęła. Wziął jej tacę i zaniósł do stolika, sam siadając naprzeciw.
— A ty nie jesz? — ośmieliła się zapytać.
— Już po mnie. Wykładowca nas wcześniej wypuścił.
Patrzył na nią bez ogródek.
— Słuchaj, dziś spotykamy się u Jacka. Rodzice wyjechali, mieszkanie wolne. Idziesz ze mną? Posłuchamy muzyki, pobawKatarzyna uśmiechnęła się do męża, wtulając się w niego mocniej, i wreszcie zrozumiała, że prawdziwe szczęście od dawna było tuż obok.



