Nowonarodzone bliźnięta, zostały znalezione przy studni

Mam bardzo liczną rodzinę, co w naszej wiosce nikogo nie dziwi. Tutaj każdy ma dużo rodzeństwa, kuzynów, ciotek i wujków.

Moja babcia też nie była jedynaczką w swoim rodzinnym domu. Przeniosła się do naszej wsi, gdy wyszła za mąż. Jej teściowa miała dwie połączone działki, które później odziedziczyła babcia Nina.

Miała z mężem dwóch synów i córkę, która później wyjechała do miasta i tam wyszła za mąż. Natomiast chłopcy, w tym mój ojciec, zostali na miejscu i pracowali w tartaku, dobrze przy tym zarabiając. Nasza rodzina kupiła więc jeszcze dwa domy w naszej wsi i w sąsiedniej. A potem jeszcze jeden od sąsiadów, którzy wyjechali za granicę.

Czasami moi znajomi ze studiów żartują, że wykupimy całą wieś i uczynimy moją babcię jej sołtysową.

Oprócz mnie, jest jeszcze moja młodsza siostra Paulina, starsza siostra Luiza i najstarszy brat Paweł. Dziewczęta z naszej wioski, wyjeżdżają do miast na studia, tam wychodzą za mąż, podczas gdy chłopcy, zawsze zostają z matką, znajdują pracę w pobliżu i mają w życiu dużo obowiązków, zajmując się swoimi gospodarstwami.

Tak też było w przypadku mojego brata Pawła. Gdy skończył szkołę, dostał pracę, a potem przyprowadził do domu dziewczynę z sąsiedniej wsi, już z brzuszkiem. Nasze zwyczaje są takie, że jeśli ma się dziecko w drodze, trzeba się ożenić i tak też się stało. Wesele świętowała cała wioska.

W tym czasie studiowałam, więc rzadko bywałam w domu. Więcej o tym, co się w nim działo, dowiadywałam się od mamy i babci. Kiedy przyjechałam na ferie zimowe, zobaczyłam moją bratanicę, która miała na imię Wiktoria.

Rodzina mojego brata nie była zbyt zamożna. Moja bratowa postanowiła pójść do pracy, a dzieckiem zajmowali się dziadkowie. Rok później dowiedzieliśmy się, że mój brat z żoną spodziewają się bliźniąt. Mama bardzo się cieszyła, że będzie miała więcej wnuków.

Nie wiedzieliśmy jednak, że między nimi nie układa się dobrze. Okazało się, że od dłuższego czasu kłócili się z bratem. Kiedyś przyszedł i powiedział nam o jej groźbie, że zabije jego nienarodzone dzieci, a potem odejdzie i zostawi mu Wiktorię.

Pewnego razu, po jednej z takich kłótni, Paweł wyszedł z domu i trzasnął drzwiami, a ona dostała bóli porodowych i nie było przy niej nikogo, kto by ją zabrał do szpitala, który był oddalony o pięćdziesiąt kilometrów.

Kiedy przyszedł do nas i powiedział o strasznej awanturze, od razu pobiegłyśmy z mamą do ich domu.

Z bałaganu, który znalazłyśmy na miejscu, domyśliłyśmy się, że jego żona urodziła. Cała pościel była zniszczona, nie było też jej i noworodków. Mama i tata szukali ich po całej wiosce.

Dwoje maleńkich dzieci, zawiniętych w podarte prześcieradło, znalazła nasza sąsiadka z gospodarstwa. Żona Pawła porzuciła bliźniaki w pobliżu publicznej studni, w drodze nad rzekę. Dobrze, że było lato, a nie zimno. Zostały jednak pogryzione przez komary i mrówki. Biedne maluchy, cierpiały od pierwszego dnia życia z powodu własnej matki.

Nigdy nie odnaleźliśmy mojej bratowej. Potem Paweł usłyszał, że widziano ją w innej wsi, że wyszła za mąż i znowu urodziła syna. Ja nadal nie mogę zapomnieć, co zrobiła dzieciom Pawła. Trudno uwierzyć, że ktoś mógł nosić w sobie dwie, żywe istoty przez dziewięć miesięcy, cierpieć przy porodzie, a potem po prostu je zostawić, jak torbę z urwanymi uchwytami. Przerażające jest to, że tacy ludzie istnieją i w każdej chwili mogą zrobić to samo, porzucając nie tylko swoich bliskich, ale także własne dzieci.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × dwa =

Nowonarodzone bliźnięta, zostały znalezione przy studni