Rozległ się dźwięk domofonu Do mieszkania, nawet się nie witając i odpychając syna z korytarza, wpadła teściowa.
No, kochana synowo, powiedz mi, jakie masz tajemnice przed mężem?
Mamo? Co się stało, mamo?
Kiedy Paweł wrócił do domu, w mieszkaniu panowała cisza. Jego żona, Mirosława, już rano uprzedziła, że dzisiaj się spóźni szefostwo w pracy zarządziło nagłą kontrolę.
Paweł zerknął do kuchni, otworzył lodówkę kolacji nie było. Westchnął, włączył czajnik, zrobił sobie kilka kanapek i usiadł przed telewizorem.
Przez chwilę bezmyślnie przeskakiwał kanały, aż zatrzymał się na sportowym. Ale nie było mu dane spokojnie zjeść i obejrzeć walkę bokserską.
Zabrzmiał dzwonek, a na progu pojawiła się matka Pawła, Antonina Grabowska. Weszła jak burza, bez słowa powitania, niemal zrzucając syna z drogi.
Pawle, słuchaj dobrze! Wszystko już wiem, powiedziała mi o tym Elżbieta.
Co się stało, mamo? zapytał Paweł.
Ano to, że twoja Mirosława ma jeszcze jedno mieszkanie. Wynajmuje je i wszystko, co zarobi, wydaje tylko na siebie!
Mamo, przestań, co ty słuchasz tej całej Elżbiety? Ona tę całą Warszawę obgadala, a ty siedzisz i łykasz wszystko.
Czasem Elżka rzeczywiście przesadzi, nie mówię, ale tym razem to na pewno prawda! Bo teraz dwupokojowe mieszkanie Mirek wynajmuje jakiejś kuzynce sąsiadki Elżbiety.
Ta dziewczyna niedawno wyszła za mąż, teraz z mężem wynajmują u Mirki, płacą za miesiąc dwa i pół tysiąca złotych, zachwyceni, bo tanio. A najlepsze to już kolejny najemca; Mirek wynajmuje ponad dwa lata!
No to piękna historia mruknął Paweł. A czemu nigdy nic mi nie powiedziała?
Sama zapytaj, jak wróci. Choć i tak wiadomo: twoja żona sobie zapas robi. Uzbiera pieniędzy i cię zostawi. Jeszcze cię zedrze do gołych kości! syknęła Antonina.
Mirosława wróciła po półtorej godzinie. W domu czekali już na nią mąż i teściowa. Antonina nie zamierzała wychodzić chciała zobaczyć, co synowa powie na zarzuty. Dla usprawiedliwienia siebie, ugotowała jeszcze kolację i nakarmiła syna.
Gdy Mirosława weszła do pokoju, dwie pary oczu patrzyły na nią podejrzliwie i przenikliwie.
Pierwsza odezwała się teściowa:
No, Mirosiu, powiedz mi wreszcie, jakie masz sekrety przed mężem?
Żadnych, chyba odpowiedziała cicho Mirosława.
Żadnych, mówisz? A mieszkanie na Grochowskiej, blok 43?
A co ma do rzeczy moje mieszkanie i sekrety? zdziwiła się synowa.
A to, że mieszkanie wynajmujesz, a pieniądze przed mężem chowasz! rzuciła Antonina Grabowska.
Naprawdę, Mirosławo odezwał się Paweł. Skąd masz to mieszkanie? I czemu nic mi o tym nie mówiłaś? I na co wydajesz te pieniądze?
To mieszkanie było Zofii Wysockiej siostry mojej mamy. Czyli właściwie ciocią była Skomplikowane te rodzinne powiązania.
Zosi nie ma od prawie trzech lat. Pawle, mówiłam ci wtedy. Sam powiedziałeś, że wreszcie nie będę już do staruszki biegać.
Gdy cię prosiłam, żebyś pomógł z pogrzebem, powiedziałeś, że w pracy urwanie głowy i nie masz czasu.
Czemu ci zostawiła mieszkanie? zapytała teściowa.
Bo poza mną nikt jej nie odwiedzał, proste Mirosława wzruszyła ramionami.
A czemu nie powiedziałaś Pawłowi, że masz spadek? nie dawała za wygraną Antonina.
A co Paweł ma do mojego spadku?
Jak to co?! oburzyła się teściowa. Przecież to twój mąż!
I co z tego?
Specjalnie głupią udajesz? Antonina zżymała się. Pieniądze z najmu mieszkania powinnaś przeznaczać na rodzinę, a ty wydajesz je na siebie!
I dobrze, mam prawo! Spadek to moje osobiste dobro! Wszystko, co dostanę dzięki niemu czy to sprzedaż, czy najem to moje. I nie mam obowiązku się z nikim rozliczać, powiedziała Mirosława spokojnie.
Słuchaj, Mirosiu, zeszłej zimy naprawiałem auto. Wydałem fortunę, dwie premie poszły. A ty, jak się okazuje, miałaś kasę?! Nie spodziewałem się tego zganił ją mąż.
Pawle, to twoje auto. To ty jeździsz. Jak proszę, żebyś mnie zawiózł, zawsze znajdziesz wymówkę albo odsyłasz do taksówki.
W zeszłym roku podwiozłeś mnie trzy razy: na targ przed świętami, z pracy, gdy klucze zapomniałeś i nie chciałeś marznąć pod drzwiami, oraz do przychodni, gdy skręciłam nogę.
Po co mam finansować naprawy auta, z którego nie korzystam?
I ile ty już tego uzbierałaś? Milion masz? nie dawała za wygraną teściowa.
Trochę jest, ale na pewno nie milion. Pawle, pamiętasz, że masz dwie córki studentki? Kiedy ostatnio dałeś im pieniądze? zapytała Mirosława.
Pracują przecież, odpowiedział Paweł.
Studiują i dorabiają! Ale jak będą musiały wszystko same utrzymać, to przestaną się uczyć.
Ale czemu nie powiedziałaś mi o spadku od razu? zapytał mąż.
Bo nie chciałam, żebyście urządzali mi ten cyrk dwa i pół roku temu. Był jeszcze jeden powód: miałam twój domowy przykład. Pamiętasz, jak twoja mama przepisała na siebie działkę kupioną za pieniądze żony twojego brata?
Co insynuujesz? oburzyła się Antonina.
Prawda sama się broni! Przez rok z Oksaną męczyłyście po co jej ta kawalerka? Sprzedały ją, kupiłyście działkę rekreacyjną. Na kogo ją zarejestrowano? Na ciebie, Antonino! A Oksana nie ma prawa wejść tam bez twojego pozwolenia! Za to może plewić twoje grządki. Dziękuję, wolę nie!
Bezczelna jesteś, Mirosławo! krzyknęła teściowa. Myślisz tylko o sobie.
Mam od kogo się uczyć, Antonino, wycedziła synowa.
Pawle, słyszysz? Twoja żona mnie obraża!
A moim zdaniem po prostu mówi prawdę! Ledwo dowiedziałaś się o moim spadku, od razu tu przyszłaś. Po co? zapytała Mirosława.
Jak to po co? Powiedzieć Pawłowi!
No to powiedziałaś. I co dalej?
Żądać, żebyś całą kasę przekazywała rodzinie!
Przecież przekazuję, ale na te wydatki, które uważam za ważne. Nie na auto Pawła i nie na naprawę twojej działki!
Moglibyśmy wspólnie decydować, na co to wydać, wtrąciła się teściowa.
Myślisz, że w wieku czterdziestu sześciu lat nie umiem sama zadbać o swoje pieniądze?
Powinnaś brać pod uwagę dobro wszystkich! wybuchła Antonina.
Czyje? Twoje? Dlatego nikomu nie mówiłam o tym spadku, żeby nikt nie czuł się uprawniony do moich pieniędzy. Będę je wydawać na siebie i swoje dzieci!
Tak będzie i dalej. Najlepiej, Antonino, niech pani po prostu zapomni, że coś takiego jak mój spadek w ogóle istnieje! zakończyła Mirosława.
Czyli sama wszystko wydasz?
Sama.
Mężowi nic nie dasz? dopytywała teściowa.
Dam, jeśli uznam za stosowne. Mówiłam już na rodzinę pójdzie.
A ja nie jestem rodziną?
Antonino, rodzina to ja, mój mąż i nasze dzieci. Reszta to krewni odparła spokojnie Mirosława.
Teściowa niczego nie wskórała, choć próbowała potem jeszcze wiele razy, z różnych powodów, jak sama mawiała, walczyć o swoją sprawiedliwą część.
Ale Mirosława była nieugięta. Trafiła kosa na kamień. Jak to się mówi po polsku siada tam, gdzie stanie.



