Ojciec Eli był bardzo surowy. Nawet mama bała się odezwać, by nie powiedzieć czegoś nie tak. Ale z obcymi dziećmi zachowywał się inaczej – uśmiechał się, mówił łagodnie. Tylko na nie z mamą krzyczał. Ela długo nie rozumiała, dlaczego tata jej nie kocha. Zagadkę odkryła dopiero w liceum.
W szkole starała się uczyć najlepiej, żeby tata nie miał powodu do narzekań, żeby go zadowolić. Od szóstej klasy miała marzenie – zdać maturę na wysokie wyniki i dostać się na studia w Krakowie.
Kiedy przychodzili goście, zawsze chwalili piękną i mądrą córkę, pytali, kim chce zostać, gdzie planuje studiować.
Ela spoglądała niepewnie na ojca i odpowiadała, że jeszcze nie zdecydowała. O swoim marzeniu wolała milczeć.
— Jedenastu lat szkoły wystarczy. Nie zamierzam jej utrzymywać do emerytury. Wyrosła zdrowa, niech idzie pracować. Wszyscy chcą być naukowcami, kierownikami, a kto będzie pracował? — mówił za nią ojciec.
— Co ty mówisz, Leszku! Nie słuchajcie go. Ela jest zdolna, ma same piątki. Z takimi ocenami ma stać za ladą i sprzedawać kiełbasę? Teraz, żeby coś osiągnąć, potrzebny jest dyplom, wykształcenie. Na dobrej pracy można znaleźć bogatego męża — mama mówiła pokornie.
Ale ojciec nie chciał słuchać.
— Nie pleć głupie — prychnął, rzucając żonie mordercze spojrzenie. — Po co dziewczynie studia? Żeby gotować barszcz i machać szmatą, nie trzeba dyplomu. Rodzić też potrafi bez studiów. Wiedza to same kłopoty. Tobie na przykład, co dało wykształcenie?
Mama kurczyła się pod jego wzrokiem, a ojciec nie przestawał. Goście czuli się niezręcznie podczas rodzinnych awantur, milczeli, choć nie zgadzali się z głową rodziny.
Dlatego Ela trzymała język za zębami, nie zdradzała nikomu swoich marzeń. Ale gdy zdała maturę z wysokimi wynikami, postanowiła oznajmić, że wyjeżdża do Krakowa. Jest już dorosła, sama może decydować. Nic jej tu nie trzyma, nie będzie siedzieć na karku ojca i jeść jego chleb za darmo. Jeszcze mu pokaże, na co ją stać. Wcale się go nie boi. Tak myślała, idąc zdecydowanie do domu, przyciskając do piersi świadectwo z paskiem.
Na widok ponurej twarzy ojca jej pewność zniknęła. Ale i tak powiedziała, że chce jechać na studia do Krakowa.
— Nigdzie nie pojedziesz, jasne? Karmiłem cię, ubierałem, teraz ty masz nam pomagać, być wsparciem na starość. Nic tam po tobie. Coś ty sobie wymyśliła? Znam te wasze studia. — Ojciec znacząco spojrzał na żonę. Ta spuściła wzrok.
— Nigdzie nie pojedziesz! — Ojciec uderzył pięścią w stół, aż talerze podskoczyły, a zupa się wylała.
— A ty się za nią nie wstawiaj. Sama nie jesteś święta. — Znów spojrzał na matkę. — Pamiętasz, czym skończyła się twoja nauka? Masz mi być wdzięczna do grobowej deski, że się z tobą ożeniłem, uratowałem twoją reputację, wychowałem tę niewdzięcznicę.
— Leszku, nie przy córce — błagała mama.
— A to czemu? Niech wie prawdę, już dorosła. Może wyciągnie lekcję, nie powtórzy twoich błędów. Chociaż… — Machnął ręką. — Niedaleko pada jabłko od jabłoni.
— Mamo… — Ela spojrzała na matkę przez łzy.
— Idzie do pracy, koniec tematu. — Ojciec wziął łyżkę i głośno zaciągnął się zupą.
Ela odwróciła się i wybiegła z kuchni. Gdy ojciec wyszedł, mama przyszła do jej pokoju.
— Mamo, dlaczego on tak mnie traktuje? — zapytała przez łzy.
Wtedy mama wszystko wyjaśniła.
— Teraz wiem, dlaczego mnie nie kocha, nie chce puścić na studia. A wiesz co? Cieszę się, że nie jest moim prawdziwym ojcem — powiedziała Ela, ocierając łzy.
— Spróbuję z nim jeszcze porozmawiać. Masz. — Mama podała Eli zwinięte w rulon banknoty. — Nie jest tego dużo, ale na początek starczy. Schowaj dobrze, żeby nie znalazł. Oszczędzałam po cichu. Nie obiecuję, że będę ci dalej pomagać. Ojciec sprawdza każdy grosz.
— Dziękuję, mamo. Coś wymyślę. Ale on cię zabije. — Ela z niepokojem patrzyła na matkę.
— Nie zabije, tylko pokrzyczy, może nawet raz czy dwa uderzy. Ma do tego prawo. A ty jedź do swojego Krakowa, ucz się i nie zawiedź mnie.
Ela przytuliła mamę i trzy dni później, gdy ojciec był w pracy, wyjechała z domu.
Dostała się na studia, zakwaterowano ją w akademiku. Ale pieniądze mamy szybko się skończyły, więc Ela zatrudniła się jako sprzątaczka w pobliskim biurze. Pracowała wieczorami, gdy już nikogo nie było.
W akademiku mieszkała z Martą, piękną, zadbaną dziewczyną. Ta nie siedziała nad książkami jak Ela, tylko imprezowała. Miała starszego o piętnaście lat mężczyznę, Jacka. Poznała go w klubie.
— Po co ci taki stary? Pewnie żonaty? — spytała kiedyś Ela.
— Mało się znasz. Tak, żonaty, starszy, ale ma pieniądze. A co weźmiesz od biednego studenta? Myślisz, że sama kupiłabym te sukienki, drogie kosmetyki? Rodzice nie przysyłają, bo ich nie stać. Brat jest jeszcze w podstawówce. Jacek wynajął mi mieszkanie, jutro się wyprowadzam. Pomóżesz?
— Jasne — odparła bez wahania Ela.
Mieszkanie było duże, dobrze urządzone. Ela często tam przychodziła, nawet nocowała, gdy Jacek był zajęty i nie odwiedzał Marty.
Ela tęskniła za mamą, często dzwoniła w ciągu dnia, gdy ojca nie było. Od razu powiedziała, że na wakacje nie wrócicI tak minęło kolejne dziesięć lat, a Ela w końcu zrozumiała, że jedyną osobą, której naprawdę musiała udowodnić swoją wartość, była ona sama.

