„Nie wygląda to dobrze, że twoje dzieci będą miały własne mieszkania, a mój syn zostanie z niczym. M…

Źle to wygląda, że twoje dzieci będą miały mieszkania, a mój syn zostanie z niczym. Zadbajmy, żeby miał własne mieszkanie, może na kredyt hipoteczny!

Ostatnio mój mąż Antoni powiedział bardzo poważnie, że moje dzieci mają już zapewnione mieszkania, a jego syn, Wiktor, nie ma nic. Jego zdaniem powinniśmy się postarać, by również jego dziecko coś miało. Muszę tu zaznaczyć, że moje dzieci są również dziećmi Antoniego a Wiktor to syn Antoniego z pierwszego małżeństwa.

Z jakiej racji to ja mam się martwić o przyszłość Wiktora? Przecież wiedziałam, że Antoni był wcześniej żonaty i miał dziecko, dlatego zresztą tak długo zwlekałam ze ślubem z nim.

Mieszkaliśmy razem przez trzy lata bez formalizowania związku. Patrzyłam wtedy, jaki ma kontakt z byłą żoną i synem. Dopiero rok po zawarciu związku urodził nam się pierwszy syn, Jakub. Dwa lata później pojawił się drugi, Szymon.

Antoni był świetnym mężem i troskliwym ojcem. Niezależnie od obowiązków służbowych, potrafił znaleźć czas dla mnie i chłopców. Oczywiście czasem dochodziło do nieporozumień jak wszędzie. Czułam się jednak z nim bezpieczna i szczęśliwa.

Zamieszkaliśmy w kawalerce po moim ojcu. Moja mama rozwiodła się z nim, gdy byłam malutka. Później wyszła za mąż ponownie, ale nie miała już więcej dzieci.

Antoni i jego była żona przez lata wynajmowali niewielkie mieszkanie na Pradze. Odkładali złotówki na wkład własny, lecz nigdy się im nie udało zebrać odpowiedniej sumy. Po rozwodzie ona wróciła do rodziców. On przez jakiś czas mieszkał kątem u kolegi, potem wynajmował pokój. Dopiero kiedy się pobraliśmy, zamieszkał u mnie. Nie zaprzątaliśmy sobie głowy tym, czyje nazwisko widnieje w księdze wieczystej. Po prostu żyliśmy razem, razem robiliśmy remonty, razem kupowaliśmy meble.

Półtora roku temu odeszły kolejno obie moje babcie: mama mojej mamy i mama mojego ojca. Każda z nich zostawiła mi w spadku swoje mieszkanie tak zapisały w testamencie.

Póki nasi synowie są mali, postanowiłam te mieszkania wynajmować. W przyszłości, kiedy dorosną, każde dostanie klucze do swojego mieszkania. Póki co pieniądze z wynajmu jednego mieszkania przekazuję mamie na dokładkę do skromnej emerytury z ZUS-u. Dochód z drugiego mieszkania odkładam na czarną godzinę. Bo przecież każda złotówka się liczy.

Antoni nigdy nie wtrącał się w sprawy tych mieszkań. Od początku powiedziałam mu, że moje mieszkania będą zawsze dla naszych synów. Zgodził się temat wydawał się zamknięty.

Aż pewnego wieczoru patrzy mi prosto w oczy i mówi:
Wiktor za dwa lata kończy liceum, będzie dorosły. Muszę myśleć o jego przyszłości.

Najpierw sądziłam, że chodzi mu o studia lub pracę, ale Antoni nagle wybuchł:
Twoje dzieci dostaną mieszkania, a mój syn? Nie będzie mu przykro? Kupmy mu mieszkanie na kredyt hipoteczny!

Byłam w szoku. Zaczęłam dopytywać, czemu nasze dzieci są nagle „moje”, a nie „nasze”. Antoni poprosił, żebym nie szukała dziury w całym.

Ale on nie ma na nic szans, nic nie odziedziczy! Chcę mu pomóc.

Rozumiem, tylko czemu o to nie zadba jego matka? Może ona powinna pomyśleć o synu?

Tłumaczył mi, że była żona ledwo wiąże koniec z końcem, pomaga jej ojciec emeryt. Antoni nie da rady sam spłacać kredytu. Ale gdybym się zgodziła z nim wziąć kredyt, dałoby się kupić coś niewielkiego, choćby na obrzeżach Warszawy. Raty podzielilibyśmy z pieniędzy z wynajmu mieszkań i naszych pensji.

Próbował mnie przekonać: „Robimy to razem. Mamy stabilne prace, wynajem mieszkań na pewno damy radę”.

Wyliczyłam w głowie: raty kredytu, alimenty dla Wiktora, potem jeszcze wsparcie na studia, wakacje? Odpadają. Wakacje dla mnie i moich dzieci zamieniamy na życie od pierwszego do pierwszego. Wszystko kosztem naszych synów, by Antoni nie czuł się gorszym ojcem i nie miał poczucia winy?

Gdyby to Antoni zabezpieczył mieszkania naszym dzieciom i teraz chciał zrobić to samo dla najstarszego nie miałabym żalu. Ale to ja odziedziczyłam te mieszkania, ja dbam o wynajem i pieniądze. Czemu mam się godzić na spłatę kredytu na mieszkanie dla kogoś zupełnie obcego?

Powiedziałam stanowczo:
Jeżeli tak ci zależy na synu, niech jego matka weźmie kredyt. Może spłacać raty z alimentów.

Antoni się obraził. Od tygodnia praktycznie nie zamienił ze mną słowa. Szkoda, że tak trudno mu mnie zrozumieć.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście − 9 =

„Nie wygląda to dobrze, że twoje dzieci będą miały własne mieszkania, a mój syn zostanie z niczym. M…