Nie tylko niania
Alicja siedziała przy stole w bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego, otoczona stertą podręczników i notatek. Jej palce szybko przekładały kolejne kartki, a wzrok z napięciem śledził linijki tekstu starała się przyswoić jak najwięcej informacji przed nadchodzącym kolokwium. Wykładowca był znany z surowości: kto oblał test, ten z automatu lądował na poprawce, a tego Alicja nie mogła sobie pozwolić już i tak cały semestr był bardzo wymagający.
W tamtej chwili podeszła do niej Zuzanna, jej koleżanka z roku. Usiadła na brzegu stołu, delikatnie nachylając się w stronę Alicji, i cicho zagadnęła:
Szukasz jakiejś pracy, prawda?
Alicja na moment oderwała się od notatek, skinęła głową bez słowa i znów zagłębiła się w lekturę. Czas gonił, a materiału do nauczenia było sporo.
Mhm wykrztusiła w końcu krótko, próbując nie wypaść z rytmu. Tylko z czasem kiepsko. Wiesz przecież, że mamy zajęcia codziennie do drugiej, a opuszczanie wykładów nie wchodzi w grę.
Zuzanna uśmiechnęła się ze zrozumieniem wiedziała, że dla Alicji nauka to priorytet. Przez chwilę siedziała cicho, po czym, z wyraźnym zapałem, dodała:
Mam dla ciebie idealną opcję. Znam jednego faceta, sąsiada. To tata samotnie wychowujący dzieci. Podobno żona mu zmarła, choć nie mam pewności Zuzia zmarszczyła nieco nos, jakby chciała odpędzić zbędne szczegóły. W każdym razie, wpadł po uszy w robotę i pilnie potrzebuje niani na popołudniowe godziny, od czwartej do ósmej.
Alicja w końcu podniosła wzrok na Zuzię. Ta dodała szybko, widząc jej zainteresowanie:
Dzieciaki lubisz, studiujesz pedagogikę, a praktyki z dzieciakami masz niemałe czterech młodszych braci!
Alicja zamyśliła się. Sama zawsze chętnie pomagała mamie przy braciach, nikt jej do tego nie zmuszał. Bywało ciężko, ale i satysfakcja była ogromna.
Ile dzieci mają? zapytała z autentycznym zainteresowaniem.
Bawiła się ołówkiem, wracając w myślach do słów koleżanki. Zostać nianią wydawało się kuszące i jednocześnie stresujące. Czy sobie poradzi? Praca z dzieckiem po przejściach nie należy do łatwych.
Bliźniaczki, sześciolatki odpowiedziała Zuzanna. Pan Bogumił ma jeszcze syna, ale on już duży, nie potrzebuje opieki przypomniała sobie sylwetkę zmęczonego nastolatka, który ledwo nadąża za ruchliwymi siostrami. Szymek ma trzynaście lat, trenuje piłkę i bez przerwy znika na zajęciach sportowych, więc ojcu nie pomaga.
Myślisz, że mnie przyjmie? dopytała ostrożnie Alicja, stukając paznokciem w stół. Nie mam jeszcze dyplomu, jestem dopiero na czwartym roku
Tak, pomagała w domu, miała praktyki w przedszkolu, kochała dzieci Ale swoje rodzeństwo to nie to samo, co cudze dzieci, za które odpowiadasz przed ojcem.
Zuzia odgoniła powietrze ręką:
Pewnie! Bogumił wczoraj pytał, czy kogoś nie znam. Mogę mu dać twój numer?
W jej głosie była taka pewność, że Alicja aż zamarła na moment. Spojrzała na zegarek do następnych zajęć zostało pół godziny. W tej chwili poczuła, że to właśnie ta szansa, której potrzebuje blisko uczelni, elastyczny grafik, zapewne sympatyczne dzieci.
Serca zabiło jej szybciej z mieszaniną ekscytacji i niepokoju. Wzięła głęboki oddech, wypuściła powietrze i już zdecydowanie powiedziała:
Daj mu mój numer!
***
Alicja bardzo się denerwowała. Dziś jej pierwszy prawdziwy dzień w pracy. Co innego własne rodzeństwo, a zupełnie co innego obca rodzina. Sprawdziła zawartość torby komórka, klucze, notatnik, przekąski dla dziewczynek wszystko było na miejscu.
Wczorajsze spotkanie z Bogumiłem i dziećmi przebiegło zaskakująco gładko. Okazał się spokojnym, ciepłym człowiekiem. Wyjaśnił dokładnie, jak wygląda dzień. Dziewczynki Jagódka i Malwinka najpierw się wstydziły i chowały za ojca, ale po dziesięciu minutach już zagadywały Alicję, pokazując obrazki. Najwyraźniej je do siebie przekonała, a i sama nie mogła się nie uśmiechnąć na widok tych ich zabawnych zachowań.
Największe wrażenie zrobił na Alicji jednak sam Bogumił. Zuzanna nie wspomniała, jak on wygląda wysoki, z łagodnymi oczami i ciepłym uśmiechem, naturalny i bezpośredni. Alicja w duchu gniewała się na przyjaciółkę za takie niedopowiedzenie teraz musiała mocno się pilnować, żeby nie rumienić się, ilekroć patrzył jej w oczy.
Tylko żeby nie stracić głowy powtarzała sobie w myślach. Praca, tylko praca.
Przed nią przedszkole kolorowe, z placem zabaw i piaskownicą. Bogumił rano uprzedził wychowawczynie, że dziś dzieci odbiera niania i dał Alicji pisemną zgodę. Wzięła oddech, poprawiła włosy i ruszyła w stronę furtki.
Na placu zabaw była wrzawa dzieci biegały, sypały się piaskiem, śmiały się. Szybko dostrzegła Jagódkę i Malwinkę przy huśtawkach, rozmawiały o czymś z przejęciem. Gdy ją zobaczyły, najpierw zamarły, potem nieśmiało się uśmiechnęły.
Alicja podeszła powoli, przykucnęła, żeby być z nimi na wysokości oczu, i odezwała się łagodnie:
Chodźcie, dziewczynki, wracamy do domu. Może zrobię wam coś pysznego?
Jagódka zerknęła na siostrę, po chwili podeszła odważniej:
A co dobrego? zapytała podejrzliwie.
Hm może naleśniki z domową konfiturą? Albo ciasteczka z kawałkami czekolady?
Malwinka natychmiast się ożywiła:
Ciasteczka! Takie z czekoladą, proszę!
No to postanowione uśmiechnęła się Alicja, wyciągając do nich dłonie Idziemy?
Chwilę się namyślały, ale w końcu wsunęły swoje drobne rączki w jej dłonie. I wtedy Alicja poczuła, jak napięcie opuszcza jej ciało, a w środku robi się ciepło. Może rzeczywiście da radę?
Dziewczynki spojrzały na siebie, dosłownie na sekundę, ale w tym spojrzeniu była dojrzałość niepasująca do ich wieku. Potem niemal synchronicznie skinęły głowami i ruszyły razem.
Alicja podziwiała ich zgranie, przypomniawszy sobie słowa Szymka, starszego brata bliźniaczek, który wczoraj na osobności powiedział jej coś, czego Bogumił pewnie sam nie chciałby głośno wypowiadać.
Kiedyś były inne mówił cicho Szymek, miętosił rękaw bluzy. Zawsze otwarte, do każdego się tuliły. Po tym jak mamy zabrakło zaciął się, ale szybko wrócił do wątku. Nie rozumieją, co się stało. Myślą, że coś źle zrobiły.
Milczał, wpatrzony przed siebie. Potem mówił już twardo:
Pytały bez końca: Czy my naprawdę jesteśmy takie złe, że mama odeszła? Staraliśmy się z tatą tłumaczyć: nie przez nie. Że mama je bardzo kochała Ale one się zamknęły. Przestały się uśmiechać. Przestały wpuszczać innych do swojego świata. Wcześniej pomagała babcia, ale ona teraz poważnie choruje, więc tata musiał szukać niani.
Jego głos był pełen odpowiedzialności, jak na dorosłego. Szymek czuł, że musi być ostoją dla sióstr i ojca.
Alicja wtedy tylko skinęła głową, ze ściśniętym sercem. Teraz, patrząc na Jagódkę i Malwinkę, czuła jeszcze mocniej, że powierzono jej coś kruchego.
Ale mnie dziewczynki przyjęły bardzo serdecznie uśmiechnęła się do siebie. Pograłyśmy, rozbawiłam je sztuczką z chusteczką, śmiały się na głos.
Szymek spojrzał na nią uważnie, jakby sprawdzał, czy naprawdę może zaufać. Potem powiedział poważnym tonem:
Tata wybrał ciebie, bo widział, że je sobie zjednałaś. Tylko nie zawiedź nas, dobrze?
W jego oczach była nadzieja i lęk. Alicja poczuła, jak ściska ją w gardle, ale stanowczo przytaknęła:
Nie zawiodę. Zrobię wszystko, żeby znów się uśmiechały.
Szymek wyglądał na spokojniejszego, uśmiechnął się lekko i już trochę bardziej jak dzieciak, dodał:
Ja też czasem się nimi zajmę, jak nie mam treningu. Umiałem zawsze opowiadać bajki na dobranoc.
Super poklepała go Alicja po ramieniu. Dziewczynki na pewno będą szczęśliwe.
***
Dwa miesiące później Alicja była już prawie domownikiem w rodzinie Nowaków. Jagódka i Malwinka nabrały do niej zaufania witały ją radośnie, na odchodne nie chciały wypuścić z domu. Alicja kończyła właśnie porządki po całym dniu zabawy, nucąc piosenkę, którą dziewczynki nauczyły się po południu. Bliźniaczki siedziały na kanapie i patrzyły na nią smutnymi oczkami.
Zostań dziś u nas! zawołała nagle Jagódka, rzucając się Alicji na szyję i przytulając ją do talii. Po co masz wracać do domu?
Alicja na chwilę zesztywniała ze zdziwienia, po czym się roześmiała, klękając przy niej. Starannie pogłaskała Jagódkę po włosach.
Muszę jeszcze przygotować się na zajęcia odpowiedziała łagodnie. Jutro mam wykłady, trzeba powtórzyć trochę teorii. Ale jutro przyjdę znów, nawet wcześniej! Nie zdążycie się za mną stęsknić!
Ale Malwinka już dołączyła do uścisku:
My już tęsknimy! Zostań, prosimy!
Alicja patrzyła na dwie rozczulające buzie, w ich oczach była szczera prośba. Przykucnęła tuż obok nich.
A gdzie miałabym spać? Nie mogę wam zabrać łóżka w pokoju!
Jagódka zmarszczyła brwi, a potem rozjaśniła się:
W pokoju taty! Tam jest duże łóżko, będzie ci wygodnie!
Tak! Tata czasem pracuje do późna, nawet nie zauważy! dodała Malwinka.
Alicja ledwo powstrzymała uśmiech, rozumiejąc, że dziewczynkom po prostu zależy na jej obecności. Pogłaskała je obie po policzku.
To bardzo miłe z waszej strony przyznała cicho. Ale naprawdę muszę dziś wracać. Za to jutro zrobimy dużo rzeczy upieczemy ciasteczka, pogadamy, poczytamy bajki!
Dziewczynki spoważniały, w końcu Jagódka westchnęła:
Ale naprawdę przyjdziesz?
Przysięgam, przecież kocham was najmocniej!
Uściskała obie, po czym delikatnie się odsunęła.
A teraz szybciutko sprzątamy zabawki i czas na mycie przed snem. Tata będzie zadowolony, jak zobaczy, że wszystko zrobione.
Dziewczynki chętnie zabrały się do sprzątania. Alicja patrzyła na nie z uśmiechem i czuła, że jej przywiązanie do tej dwójki coraz bardziej się pogłębia.
Gdy dziewczynki tak bardzo prosiły, by została na noc, Alicja poczuła się lekko zakłopotana. Wiedziała, że dzieci nie mają złych intencji to po prostu dziecięca szczerość. Ale jej wyobraźnia zaczęła szaleć: wieczorny, domowy spokój, światło lampki, rozmowa z Bogumiłem przy herbacie Chciałaby zostać, choćby po prostu po to, by posłuchać jego głosu. Szybko jednak się upomniała: To praca, nie jesteś gościem. Zwinęła rzeczy i niemal wybiegła z mieszkania, powtarzając w myślach obietnicę, że jutro wróci.
Na podwórku wciągnęła głęboko chłodne powietrze, starając się uspokoić. Była roztrzęsiona tu poprawiała włosy, tu nerwowo majstrowała przy torbie.
Stojący w korytarzu Szymek, oparty o ścianę, przyglądał się temu z rozbawieniem. Już dawno zauważył, że obecność Alicji całkiem zmieniła atmosferę w domu. Ojciec inaczej spoglądał na nianię, głos miał łagodniejszy, kiedy z nią rozmawiał. A sama Alicja niby profesjonalna, ale często rumieniła się pod jego spojrzeniem.
Chyba mój tata ma szansę pomyślał Szymek z satysfakcją. Od dawna marzył, by w domu znów pojawiła się ktoś bliski nie tylko niania, lecz ktoś, kto uszczęśliwi tatę. Alicja pasowała tu idealnie: ciepła, cierpliwa, zawsze uśmiechnięta i naprawdę kochająca dzieciaki.
Tylko czemu żadne z nich nie zrobi pierwszego kroku? Dorośli są tacy dziwni
Wieczorem, kiedy Bogumił wrócił z pracy, Szymek zdecydował się działać. Poczekał, aż tata się ogarnie i usiadł naprzeciwko:
Tato, dlaczego tak zwlekasz? zapytał bardzo poważnie, krzyżując ramiona na piersi.
Bogumił oderwał się od papierów i spojrzał zdziwiony:
Co masz na myśli?
Przecież wiesz! Szymek aż podskoczył z niecierpliwości. Podoba ci się Alicja, to widać. I jej się podobasz. Idź wreszcie z nią na randkę!
Bogumił spoważniał, potem lekko się zarumienił i przetarł czoło:
Szymek, ona jest nianią. Świetnie dogaduje się z dziewczynkami, to najważniejsze
Eee, daj spokój! Wszyscy widzimy, jak się na siebie patrzycie. Idź z nią do restauracji, pogadaj, bez presji.
Bogumił zamyślił się na chwilę:
To nie takie proste. Nie chcę zaburzyć spokoju w domu. Dziewczynki bardzo się do niej przywiązały, jakby przez moje zamiary straciłbym dobrą nianię sam nie wiem, co by było.
Szymek był jednak zdecydowany:
Alicja wpatrzona w ciebie! Chyba tylko nie robi pierwszego kroku, bo u nas pracuje. Nie zwlekaj, tato! Spróbuj chociaż.
Bogumił uśmiechnął się półgębkiem Szymek mówił to tak autentycznie, jakby miał za sobą sto miłosnych historii.
Tak ci się wydaje, co? A jeśli się pomylę? Wystraszę ją, odejdzie, dzieci znowu stracą zaufanie…
Nie wszystko naraz Szymek nie odpuszczał. Zacznij od czegoś małego: pójdźmy całą gromadą do parku albo do knajpki, nie będzie głupiej atmosfery. Zobaczysz, będzie lepiej.
Bogumił przemyślał temat. To całkiem rozsądne najpierw na luzie, potem zobaczyć, co dalej.
Myślisz, że zadziała?
Pewnie, że tak! Od czegoś trzeba zacząć. Najwyżej się okaże, że to nie to. Ale spróbuj.
Bogumił powoli kiwnął głową; już w myślach układał różne scenariusze park, restauracja, lody Głęboko odetchnął i się uśmiechnął.
No dobra. Spróbujemy.
Ojciec i syn spojrzeli na siebie, po czym roześmiali się. Z sąsiedniego pokoju dobiegał śmiech dziewczynek bawiących się z Alicją w chowanego. Bogumił znów poczuł cieplejszy spokój w sercu. Może rzeczywiście nadszedł ten dobry moment?
***
Przez kolejne tygodnie Bogumił wracał myślami do rozmowy z synem. Rzeczywiście ilekroć rozmawiał z Alicją, dostrzegał, że dziewczyna się spesza, delikatnie odwraca wzrok, a jej uśmiech jest coraz cieplejszy, zwłaszcza po jego słowach pochwały.
Czy ja byłem naprawdę aż taki ślepy? pytał sam siebie, otwierając drzwi do mieszkania.
Z salonu dobiegał radosny śmiech dziewcząt.
Alicja, powiedz, czy nasz tata jest najlepszy? słyszał zmotywowaną Jagódkę.
Najlepszy na świecie! odpowiedziała Alicja, zaplatając piękny warkocz Jagódce.
A czy przystojny? poparła siostrę Malwinka.
Bardzo przystojny potwierdziła bezwiednie Alicja, dopiero potem rumieniąc się po same uszy.
Starała się ukryć zawstydzenie:
Wasz tata to najlepszy ojciec, a i wy jesteście jego radością.
A ty? Ty go lubisz? zapytała nagle Malwinka.
Alicja przygryzła wargi, zaniemówiła.
Yyy która godzina! krzyknęła nagle i pobiegła do kuchni. Trzeba szykować kolację!
Dziewczynki od razu ruszyły za nią do kuchni.
Bogumił tymczasem wszedł do salonu, a Alicja natychmiast się ożywiła na jego widok.
Może dzisiaj zjemy wszyscy w restauracji? Przyda się nam trochę odmiany rzucił z uśmiechem.
Pokój zaraz rozbrzmiał entuzjazmem:
Do restauracji! Lody! Karuzela!
Alicja patrzyła na nich z szerokim uśmiechem. Bogumił na uboczu, cicho zapytał:
Zgodzi się pani? Wszystkim dobrze zrobi taki wieczór.
Oczywiście powiedziała cicho, lekko zaróżowiona. Świetny pomysł.
Może to jest właśnie ta szansa, o którą chodziło Szymkowi?
***
Upłynęło kilka miesięcy. W domu Nowaków zapanowała codzienna radość wyjścia do parku, kina, kawiarni stały się normą. Wieczorami Bogumił i Alicja coraz częściej zostawali na chwilę sami, popijali herbatę, rozmawiali o drobnostkach.
Niby wciąż była nianią, ale wszyscy czuli, że to już coś więcej.
Szymek śledził rozwój wydarzeń z satysfakcją. Plan wypalił ojciec częściej się śmiał, Alicja nie rumieniła się już tak łatwo, raczej odpowiadała uśmiechem pełnym spokoju.
Pewnego wieczoru, gdy dziewczynki już spały, Bogumił i Alicja siedzieli razem na kanapie. Przed nimi dwie filiżanki herbaty, półmrok, tylko światełka girlandy migały miękko na oknie.
Wiesz odezwał się Bogumił, patrząc w świetliki lampek od dawna chciałem ci coś powiedzieć…
Alicja zamarła, serce waliło jej jak młot. Spojrzała w oczy mężczyzny, z nadzieją i niepewnością.
Nie wyobrażam już sobie życia bez ciebie powiedział cicho Bogumił, biorąc ją za rękę. Bez twojego uśmiechu, cierpliwości, tych chwil razem. Kocham cię. Chcę, żebyś była nie tylko nianią moich dzieci tylko moją żoną.
Alicja zamknęła na moment oczy, opanowała emocje i wyszeptała:
Ja ciebie też kocham. Chcę z tobą być na zawsze.
***
Przygotowania do ślubu nie trwały długo oboje nie marzyli o wielkiej imprezie. Liczyło się tylko, że odtąd będą razem, bez lęku i niepewności.
Ślub był skromny, w klimatycznej podwarszawskiej restauracji, z rodziną i garstką przyjaciół. Najważniejsze były dzieci: Jagódka, Malwinka i Szymek.
Dziewczynki w jasnoróżowych sukienkach wyglądały jak wróżki, sypały płatki róż. Szymek dumnie towarzyszył ojcu.
Tata, ale jesteś dzisiaj przystojny! szepnęła Jagódka.
A Alicja jak prawdziwa wróżka! dodała Malwinka, zachwycona prostą, białą suknią niani.
Gdy urzędniczka USC ogłosiła ich mężem i żoną, Szymek szepnął do ojca:
Mówiłem, że się uda.
Bogumił uśmiechnął się, uścisnął syna, po czym spojrzał z czułością na Alicję.
Jesteśmy już jedną rodziną powiedziała cicho Alicja, splatając ręce z mężem.
Obiad po ślubie był radosny, pełen toastsów i żartów, dzieci przynosiły młodej parze tort, oblegały ich uściskami.
Wieczorem, gdy ostatni goście wyszli, Bogumił i Alicja wyszli na taras. Nad nimi migotały gwiazdy, w powietrzu czuć było zapach kwiatów.
To najpiękniejszy dzień mojego życia przytuliła się do męża Alicja.
Mój też odpowiedział Bogumił, obejmując ją. Ale najważniejsze, że przed nami jeszcze wiele takich dni.
Alicja uśmiechała się, patrząc w jego oczy, wiedząc, że wszystko, co złe lęki, niepewności, poczucie samotności zostało za nimi. Byli rodziną. Teraz wspólnie zaczynali coś pięknego coś całkowicie nowego, tylko ich własnego.



