Nie starczyło nam na zapłacenie raty w banku, a teściowa zamiast nam pomóc, dała swoją „złotą” radę

Nie starczyło nam na zapłacenie raty w banku, a teściowa zamiast nam pomóc, dała swoją "złotą" radę

Matka mojego męża od lat mieszka we Włoszech, dlatego postanowiliśmy poprosić ją o pomoc. Nigdy wcześniej tego nie robiliśmy, więc to naprawdę była ostateczność. Nie przesyłała nam żadnych pieniędzy, raz tylko wysłała jakąś drobną kwotę mojemu mężowi w ramach jego prezentu urodzinowego. Miałam nadzieję, że w tej sytuacji teściowa nam pomoże, ale bardzo się zawiodłam.

Kazała nam wysłać córkę do przedszkola, a mnie iść do pracy. Jasne, szkoda tylko, że córka nie ma jeszcze 3 lat, a ja ot tak też nie znajdę żadnej pracy. Ona jednak uważa, że wtedy skończą się wszystkie nasze problemy, więc nie zamierza nam pomagać inaczej, niż dając dobrą radę.

Przez to gadanie teściowej mój mąż uważa, że jednak jego mamusia ma rację i ciągle powtarza, żebym zrobiła tak, jak mi radzi. On pracuje jako sprzedawca w sklepie i ma dosyć elastyczny grafik, więc na spokojnie mógłby znaleźć sobie dodatkową pracę, ale oburza się, że nie zamierza harować jak wół, bo ja też mogę pracować. Mówi to tak, jakby zajmowanie się domem i opieka nad dzieckiem to nie była praca!

Żyjemy w mieszkaniu jego matki. Dobrze, że mieszka w innym kraju, bo na pewno nie zniosłabym życia z nią pod jednym dachem. Nie pomaga nam finansowo a jedyne co, to wysyła nam kilka euro na urodziny. To cała „pomoc” z jej strony…

Chociaż pozwoliła nam wprowadzić się do jej mieszkania i za to jesteśmy jej wdzięczni. Sami kupiliśmy samochód na kredyt, bo jednak jest nam bardzo potrzebny. W ostatnim miesiącu córka nam się rozchorowała i sporo pieniędzy poszło na leki i lekarzy. Przez to pod koniec miesiąca okazało się, że nie mamy z czego opłacić kolejnej raty kredytu. Mąż zadzwonił więc do swojej mamy, żeby nam pomogła w tym miesiącu i wysłała jakieś pieniądze.

Rodzice dowiedzieli się, że moja przyszła żona pochodzi z bogatej rodziny. Zaczęli dawać mi rady, jak szybko mogę się wzbogacić dzięki jej majątkowi

Teściowa powiedziała, że żadna szanująca się kobieta nie powinna siedzieć tak długo w domu pod pretekstem opieki nad dzieckiem. Oczywiście nie pomogła nam i musieliśmy szukać pieniędzy u dalszej rodziny.

Oczywiście teraz mąż ciągle chodzi i mówi, żebym znalazła sobie pracę, ale gdy pytam go, kto będzie gotował, sprzątał, i odbierał dziecko ze żłobka, to odpowiada mi, że pieniądze rozwiążą każdy z tym problemów, więc mam nie filozofować, tylko zarabiać. Poza tym w jakim on świecie żyje? Dzieci w przedszkolu często coś łapią, a kto wtedy zajmie się córką, skoro oboje będziemy pracowali?

Zrozumiałabym jeszcze narzekanie mojego męża, gdybym miał ciężką, fizyczną pracę, ale on tylko chodzi po sklepie, nie męczy się zbytnio, więc co to za wysiłek, przez który nie może podjąć kolejnej pracy?

A co Wy co o tym sądzicie? Powinnam pójść do pracy czy nie słuchać tych narzekań teściowej oraz męża i zostać przy dziecku, póki jeszcze mogę?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × pięć =

Nie starczyło nam na zapłacenie raty w banku, a teściowa zamiast nam pomóc, dała swoją „złotą” radę