Nie siła się liczy, ale dobra wiedza i zdobyte umiejętności

Natalia nie poszła w poniedziałek do pracy, zadzwoniła, że jest jest mocno przeziębiona, po czym wyszła z domu.  Dziewczyna nie pojawiła się również we wtorek. W środę zadzwonił jej mąż Wiktor i zapytał, czy Natalia była w biurze. Okazało się, że nie widział swojej żony od dwóch dni.

Nie odbiera telefonu, nie jest z przyjaciółmi, nie zgłosił zaginięcia jeszcze na policję, ale ma zamiar to zrobić. Szef Natalii Krzysztof, po rozmowie z Wiktorem, spojrzał zamyślony na swoją sekretarkę i powiedział:

– Wydaję mi się to wszystko dziwne. Nikt nie wie gdzie jest Natalia, codziennie dzwoni do mnie i przedłuża zwolnienie lekarskie, ale od męża nie odbiera telefonów. Mówi że to grypa, albo przeziębienie, ale jest na tyle zdrowa, że może się ukrywać przed wszystkimi? Co mamy robić? – zapytał Krzysztof.

– Musimy zadzwonić do Izy, kobiety się przyjaźnią, może ona coś wie – odpowiedziała sekretarka.

Krzysztof ponownie podniósł słuchawkę.

– Iza, jak długo Natalia z Wiktorem są małżeństwem? – zapytał.

– Są małżeństwem od kilku lat, ale to nie jest jej pierwszy mąż. Nie mają dzieci, z poprzedniego małżeństwa Natalia też nie ma potomstwa, mówiła, że brakło na to czasu.

Na miejscu szefa usiadła teraz kobieta po czterdziestce, ciocia Wanda, tak ją wszyscy nazywali, sprzątała całą firmę. Wszyscy pozostali koledzy, łącznie z Krzysztofem, zebrali się wokół stołu i pilnie przypominali sobie szczegóły z życia osobistego kierowniczki biura, Natalii.

Wtedy ciocia Wanda zadała nieoczekiwane pytanie:

– Przemoc w domu?

– Co masz na myśli? Czy to znaczy, że mąż ją bije i ma siniaki? –  Krzysztof był zdezorientowany.

– Nie zauważyłeś, jak się czasem tłumaczy? To wpadła na drzwi i rozbiła głowę, potem spadła z roweru i rozcięła sobie wargę – Wanda zaśmiała się sama do siebie.

Chyba nawet Iza zaczęła się czegoś domyślać. Ciocia Wanda powoli wstała z krzesła i mruknęła:

– Twoja Natalia wróci, jak siniaki zejdą z jej twarzy.

Kobieta rozejrzała się po przyciszonych kolegach.

– Jak ma na imię jej mąż? – Zapytała

– Wiktor, przychodził do nas kilka razy, wyglądał na normalnego człowieka – odpowiedział Krzysztof.

Wanda zamyślona wyjęła z kieszeni duży telefon najnowszego modelu firmy Apple.

– Zadzwonię do niej, musimy porozmawiać.

W jednym z niedrogich hoteli w mieście, telefon dudnił w trybie wibracyjnym. Natalia zerknęła krótko na ekran i była jednocześnie zadowolona i zaskoczona. Szczęśliwa, bo tym razem rozmówcą nie był jej mąż. Była zaskoczona, bo to była ciocia Wanda z pracy.

Kiedy kobieta przyszła do pracy pierwszego dnia, prawie zmusiła wszystkich pracowników do podania jej numeru telefonu. Powiedziała im, żeby w razie jakichkolwiek problemów dzwonili do niej. Śmiały się wtedy między sobą, prześcigając się w wymyślaniu problemów, które Wanda mogłaby rozwiązać swoim mopem.

Natalia odebrała telefon, ale nie zdążyła nic powiedzieć, bo odezwała się jej ulubiona współpracownica, mówiła stanowczo i asertywnie. Na początku dziewczyna tylko słuchała w milczeniu, potem zaczęła szlochać, a na końcu płakała już bez ukrywania się, nie było sensu zaprzeczać. Słuchawka przez chwilę milczała, a potem Wanda powiedziała coś, co natychmiast powstrzymało szloch Natalii.

– Nie, ciociu, nie mogę, nie… Ale on… Ale jak…

– Nic się nie przejmuj, pomogę Ci.

Połączenie zostało przerwane i dziewczyna znów została sama w swoim małym pokoju. Spojrzała z obawą na telefon, po czym zdecydowała się wybrać numer męża. Po pierwszym dzwonku w słuchawce rozległ się krzyk:

– Czyś Ty zwariowała?! Gdzie jesteś?! Chcesz mnie wykończyć?!

– Wiktor, jestem teraz w hotelu „Krokus” – wybełkotała Natalia.

– Gdzie? Aha, rozumiem. Zaraz tam będę, jesteś skończona! – Telefon zamilkł.

Natalia zaszlochała cicho i przygotowała się na najgorsze. Ciocia Wanda obiecała, że będzie tu pierwsza, ale dziewczyna bała się, że nie zdąży. Wiktor jechał tak szybko, że trzy razy omal nie spowodował wypadku. Oczywiście, winę za to ponosiła ona, ukochana żona. Nie ma jej, nie odbiera telefonu, więc denerwuje męża. Powinien coś zrobić, aby poszła do szpitala, żeby zapamiętała to do końca życia.

Nawigator bez problemu wskazał mu hotel „Krokus”. Dwadzieścia minut po telefonie, wbiegał już po schodach na trzecie piętro. Recepcjonista powiedział mu, gdzie może znaleźć swoją żonę. Mężczyzna trzy razy trzasnął pięścią w drzwi, a raz nawet kopnął w nie, żeby Natalia się ruszyła i szybciej je otworzyła.

Był wysoki i nawet przystojny. Dziewczyny wciąż patrzyły na niego na ulicy, ale on się nie oglądał. A dlaczego? Bo jest dobrym mężem, a ona jest złą żoną, która wychodzi z domu i znika na całe dnie, dochodzi więc do kłótni. Czy to powód, by się złościć?

Drzwi zatrzasnęły się, a Wiktor mocno je szarpnął, mając nadzieję, że Natalia wciąż trzyma się klamki, żeby dać jej małą nauczkę za jej zachowanie. Dziewczyna jednak nie trzymała się uchwytu, w drzwiach jej nie było. Stała przed nim kobieta w stroju służbowym. Wyglądała na około czterdzieści lat, krótko ostrzyżone ciemne włosy, niemiłe spojrzenie.

– Chyba pomyliłem pokoje – ponownie spojrzał na numer drzwi.

– Nie pomyliłeś, to numer 305, wejdź – kobieta odwróciła się i stanowczo weszła do środka. Zastanowił się przez chwilę i poszedł za nią.

– Gdzie jest moja żona?

– Natalia odeszła, ale musimy porozmawiać – Wanda zbliżyła się do niego.

– Nie ma o czym mówić, gdzie ona się podziała?

Wiktor był prawie dwa razy wyższy od kobiety. Wziął się w garść, a nawet rozłożył nieco ramiona, aby wyglądać na jeszcze większego i bardziej groźnego.

– Gdzie ona poszła, pytam się Ciebie?

Napastnik zaczął nadeptywać na Wandę i w tym momencie nagle stracił przytomność.

– Jeśli kochasz swoje przyjaciółki, musisz użyć lewy sierpowy – powiedziała do siebie zadowolona kobieta.

Wiktor jeszcze nie do końca oprzytomniał, ale te dziwne słowa sprawiły, że otworzył oczy. Z jakiegoś powodu leżał na podłodze bezradny. Próbował się podnieść, ale nogi w ogóle nie były mu posłuszne.

– Nasz instruktor lubił takie powiedzenie. No wstawaj!

Stała przed nim dziwna postać w garniturze, a teraz z dołu wydawała się po prostu ogromna.

– Natalia wyjechała, ale teraz Ty jesteś naszym dłużnikiem. Mężczyzna chciał odpowiedzieć, ale mógł tylko wydać z siebie jęczący dźwięk.

– Nie martw się, nie jesteś bardzo pogruchotany, szczęka jest tylko trochę zwichnięta. Możesz to naprawić bez problemu.

Ciocia Wanda nadal unosiła się nad Wiktorem i mówiła:

– Natalia była nieobecna w pracy przez trzy dni. Jest ona wysoko wykwalifikowanym specjalistą. Za jeden dzień pracy przynosi firmie zysk w wysokości ok pięciu tysięcy złotych, więc już jesteś nam winien piętnaście. Do tego dochodzi cierpienie moralne i etyczne cenionego pracownika. Nie wiadomo, kiedy się opamięta i będzie mogła znowu normalnie pracować. Dajmy jej kilka tygodni na dojście do siebie, dobrze? Będzie Cię to mój drogi dużo kosztowało, zależy ile Twoja żona będzie potrzebowała czasu, aby wrócić do firmy.

On coś znowu mamrotał, uświadamiając sobie, że właśnie został „wrzucony na licznik”.

– Z tego, co wiem, pracowaliście nad wspólnym budżetem. Oznacza to, że ona zarabiała, a Ty wydawałeś. Teraz będzie to osobny budżet. Nie bierz pieniędzy od Natalii, żeby spłacić swój dług, bo i tak się dowiem i powtórzymy tą rozmowę w odpowiedni sposób.

Kobieta podeszła do drzwi i wzięła torebkę, po czym odwróciła się:

– A tak w ogóle, to mam na imię ciocia Wanda. Mam 42 lata, ale już jestem na wcześniejszej emeryturze, w policji tak przechodzimy na emeryturę, w firmie tylko sobie dorabiam. Mam więc dużo wolnego czasu i będę Cię uważnie obserwować.

Zadowolona otworzyła drzwi, ale nagle przypomniała sobie o czymś i odwróciła się do Wiktora, który siedział na podłodze jak wielka bezkształtna bryła.

– Jeśli zarejestrujesz samochód na swoją żonę i dobrowolnie się od niej uwolnisz, uznam to za spłatę. Życzę dużo zdrówka.

Wanda podeszła do samochodu i przypomniała sobie słowa niezapomnianej sierżant Dagmary. „Jeśli trafisz dokładnie w to miejsce na brodzie, gdzie łączą się nerwy, które biegną prosto z mózgu, wystarczy niewiele wysiłku i położysz każdego napastnika. Jednak najważniejsze jest to, że on nie spodziewa się, że zostanie trafiony”.

Dumna obrończyni wsiadła do małego, żółtego Audi TT i włączyła zapłon. Ta drobna kobieta ważyła 50 kilogramów, ale wiedziała że nie liczy się siła tylko umiejętność i dobra wiedza. Wyjechała na drogę i przypomniała sobie inne ulubione powiedzenie swojej instruktorki. „Dobrze jest udawać słabą, wpuszczą Cię bez problemu, bo nie wiedzą co ich czeka”.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × cztery =

Nie siła się liczy, ale dobra wiedza i zdobyte umiejętności