Nie będzie wesela

– Kasiu, w końcu wychodzisz za mąż – uśmiechnęła się Halina Kazimierzówna do córki. – Cieszę się, że Jacek cię poprosił! Wiesz, jacy teraz faceci są niepoważni? Tylko imprezy ich interesują, a o ślubie nawet nie myślą. Ale Jacek jest inny, więc trzymaj się go mocno.

– Mamo, przecież też jestem dobrą partią – zażartowała Kasia. – I ładna, i mądra, zasługuję na księcia.

– Oho, od razu księcia! – roześmiała się Halina. – Nie zapominaj, że masz już 35 lat, to twój… no wiesz, ostatni dzwonek.

Kasia nie znosiła tego określenia, ale nie sprzeciwiała się. Wiedziała, jak matka martwiła się o jej przyszłość. Czas mijał, a kolejka adoratorów jakoś się nie ustawiała. Halina bała się, że córka zostanie sama i nie da jej wnuków.

Ślub miał się odbyć za dwa tygodnie. Wszystko było już przygotowane: rezerwacja w najlepszej restauracji w Poznaniu, zaproszenia rozesłane, suknia wybrana. Choć Kasia wciąż wahała się między dwiema kreacjami i miała niedługo iść na przymiarkę.

W tym czasie rozległ się dzwonek do drzwi.

– Jacek przyszedł! – Halina pośpieszyła wpuścić gościa.

– Dzień dobry, pani Halino! Witaj, Kasiu! – Jacek wręczył kwiaty i czekoladki. – Jak zawsze z małym upominkiem.

– Oj, nie trzeba było – rozpływała się Halina. – Wciąż nie moge uwierzyć, że moja córka poznała takiego porządnego faceta! Uważam, że nie masz żadnych wad! Idź do pokoju, Kasia na ciebie czeka.

Kasia i Jacek znali się zaledwie pół roku. Dziwiła się czasem, dlaczego ją wybrał – on pracował w urzędzie miasta, ona była zwykłą nauczycielką muzyki. Od początku dał jasno do zrozumienia, że szuka odpowiedniej żony.

Był stateczny, solidny i, jak mówiła Halina, w sam raz na męża. Tylko pięć lat starszy, ale czasem Kasia miała ochotę nazywać go „panem Jackiem”.

– Kasia, masz tulipany – powiedział z nutą wyższości. – Sprawdzałaś, czy wszystko gotowe na ślub?

– Dzięki. Wszystko pod kontrolą, tylko suknię muszę dopiąć i buty kupić.

– Pamiętaj, w dzień ślubu musisz wyglądać idealnie i zrobić wrażenie na mojej rodzinie – mówił twardo. – Nie żałuj pieniędzy, kup, co trzeba.

Wyciągnął portfel i położył na komodzie banknoty.

– Masz na wydatki. Aha, w przyszłym tygodniu wpadnij do mojej mamy. Da ci przepisy na moje ulubione dania. Nie chcę, żeby nasze małżeństwo zaczęło się od kłótni, więc naucz się gotować.

– Jacek, wiesz, że mam 35 lat? – uśmiechnęła się Kasia. – Zwykle kobiety w moim wieku umieją już prowadzić dom. Poza teraz jest taki romantyczny czas, nie psujmy nastroju.

– Nie, Kasiu, koniecznie idź do mamy. U niej dom lśni czystością, a gotuje wyśmienicie. Będzie niezręcznie, jak przyjdzie w odwiedziny i zacznie cię poprawiać.

Kasia obiecała, że zajrzy, a Jacek, zasłaniając się pracą, wyszedł. Zrobiło jej się smutno. Brakowało jej luzu, czułości. Ale Jacek zawsze był poważny, oschły i mało okazywał uczuć.

Następnego dnia poszła na przymiarkę. Wybrała pierwszą lepszą suknię – nie była w nastroju do decyzji.

„Wszystko w porządku” – myślała. „Wychodzę za dobrego, ustabilizowanego faceta. Wiele dziewczyn by mi zazdrościło. Mama jest szczęśliwa. Czego ja jeszcze chcę?”

Zmęczona szła na przystanek, choć dzień wcześniej planowała zakupy. Nagle usłyszała znajomy głos:

– Kasia, to ty? Ale niespodzianka! Pamiętasz mnie?

Oczywiście pamiętała. To był Tomek, jej pierwsza miłość. Kiedyś zostawił ją dla innej, a teraz stał przed nią, jakby nic się nie stało.

– Cześć, Tomku – powiedziała, starając się zachować spokój. – Nie spodziewałam się cię tu spotkać. Co u ciebie?

– Spoko, mam biuro niedaleko. W pracy git, ale po rozwodzie samotnie. A ty? Wyszłaś za mąż?

– Nie. Ale jest ktoś… choć nie wiem, czy to się uda – skłamała o ślubie, rumieniąc się.

– No cóż – zamyślił się Tomek. – Może wpadniesz na kawę?

Kasia przytaknęła. W głowie kłębiły się wspomnienia – długie rozmawy, śmiech, ta swoboda, jaką czuła przy nim.

Nie mogła oderwać wzroku od Tomka – wysoki, z zielonymi oczami, tak różny od korpulentnego, sztywnego Jacka.

Godzinę spędzili w kawiarni. Na pożegnanie Tomek powiedział:

– Zadzwonię. Nie myśl nic złego, po prostu miło cię było spotkać. Podaj mi numer, żebyśmy się nie zgubili.

Kasia była pewna, że to znak. Nie bez powodu spotkała go w dniu przymiarki.

W domu czekała Halina.

– No jak, wybrałaś suknię? Buty masz? Pokaż!

– Mamo, ślubu nie będzie – odpowiedziała lodowatym tonem i poszła do siebie.

Halina zaniemówiła.

– Kasia, co się stało? Suknia nie ta? Jacek coś zrobił? Mów wreszcie!

– Nie chcę ślubu, ani sukni, ani Jacka – odparła. – Myślisz, że on mnie kocha? Szuka wygodnej kobiety, trochę lepszej od sprzątaczki.

– Co ty opowiadasz? To chyba nerwy przed ślubem! To szczęście, że taki człowiek cię bierze. Będziesz miała spokojne życie, czego chcesz więcej?

Kasia usiadła i powiedziała cicho:

– Spotkałam Tomka.

– Tego, który cię rzucił?! To przez niego rezygnujesz?!

Kasia już podjęła decyzję. Nic nie zmusi jej do małżeństwa z Jackiem.

Halina zadzwoniła do niego, licząc, że namówi Kasię. Ale Jacek wpadł w furię:

– Gratuluję wychowania córki! Mama miała rację, żeby się z wami nie wiązać. Nie będę się przed nią płaszczyć! Koniec tematu!

Halina była załamana. Kasia czuła ulgę – uniknęła błędu. Czekała tylko na telefon od Tomka.

Minął tydzień, a Tomek się nie odzywał. W końcu Kasia zadzwoniła. Odebrał po godzinie.

– Kasia, ty? Zapracowałem się, zupełnie zapomniałem. ChciaKasia odłożyła telefon, uśmiechnęła się przez łzy i pomyślała, że może właśnie teraz, gdy niczego nie oczekuje, los w końcu ją zaskoczy.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć + 7 =

Nie będzie wesela