Nie będę mogła zostać dla ciebie mamą i nie będę potrafiła cię pokochać, ale będę się tobą opiekować i nie powinieneś się gniewać. Przecież u nas i tak będzie ci lepiej niż w domu dziecka.
Dzisiejszy dzień był niezwykle trudny. Jan pochował swoją siostrę. Nie była może wzorem do naśladowania, ale pozostawała jego najbliższą rodziną. Przez pięć lat się nie widzieli, a teraz los przyniósł taką tragedię.
Zofia starała się wspierać męża jak tylko mogła, próbując wziąć na siebie większość trosk.
Po pogrzebie czekała ich jeszcze jedna, równie ważna sprawa. Po Irminie, siostrze Jana, został mały syn. I wszyscy krewni, którzy tego dnia przyszli pożegnać Irminę, niemal od razu przerzucili odpowiedzialność za chłopca na Jana, najmłodszego brata zmarłej.
Bo kto, jak nie rodzony wujek, powinien zająć się dzieckiem? To nawet nie było przedmiotem rozmów jakby to była jedyna, oczywista decyzja.
Zofia wszystko rozumiała, właściwie nie miała nic przeciwko, ale była jedno ale. Nigdy nie chciała mieć dzieci. Ani własnych, ani cudzych.
Taką decyzję podjęła już wiele lat temu. Była w tym szczera z Janem jeszcze przed ślubem, a on wtedy podszedł do tego lekko. Zresztą kto myśli o dzieciach mając dwadzieścia parę lat? Nie i już, będziemy żyć dla siebie tak postanowili dekadę temu.
A teraz musiała przyjąć do domu obce dziecko. Nie było wyjścia. Jan nigdy nie pozwoliłby oddać bratanka do domu dziecka, a Zofia nie zdobyłaby się na taką propozycję.
Wiedziała, że nigdy nie pokocha tego chłopca i tym bardziej nie stanie się dla niego matką. Chłopiec był zbyt dorosły, jak na swój wiek, i bystry Zofia postanowiła powiedzieć mu prosto w oczy, jak jest.
Władku, gdzie bardziej chciałbyś mieszkać u nas czy w domu dziecka?
Chciałbym mieszkać w domu, sam.
Ale przecież nikt nie pozwoli ci mieszkać samemu. Masz tylko siedem lat. Musisz wybrać.
W takim razie u wujka Jana.
Dobrze, pojedziesz z nami, ale muszę ci coś powiedzieć. Nie będę twoją mamą i nie będę potrafiła cię pokochać, ale będę się tobą zajmować. I nie powinieneś się gniewać. Przecież u nas będzie ci lepiej niż w domu dziecka.
Formalności częściowo załatwiono i wrócili w końcu do domu.
Zofia sądziła, że po tej rozmowie nie musi już udawać przed chłopcem troskliwej cioci, może być sobą. Nakarmić, wyprać, pomóc w zadaniu domowym nie sprawiało jej to trudności, ale oddawać mu swe uczucia już nie zamierzała.
A mały Władek nie zapominał ani na moment, że nie jest kochany. I żeby nie trafić do domu dziecka, musi być grzeczny.
Władkowi przydzielono najmniejszy pokój. Trzeba go było najpierw całkiem przearanżować.
Zofia uwielbiała wybierać tapety, meble, dekoracje z entuzjazmem zabrała się za urządzanie dziecięcego pokoju. Tapety wybrał Władek, a resztą zajęła się ona. Nie żałowała pieniędzy była szczodra, tylko po prostu nie lubiła dzieci. Pokój wyszedł śliczny.
Władek był zachwycony! Szkoda tylko, że mama nigdy nie zobaczy jego nowego pokoju. Ach, gdyby Zofia mogła go pokochać Jest dobra, miła, tylko nie lubi dzieci.
Często o tym myślał przed snem.
Władek cieszył się wszystkim drobnym rzeczom. Cyrk, zoo, park rozrywki chłopiec tak szczerze okazywał radość, że Zofia sama zaczęła czerpać z tych wspólnych wyjść satysfakcję. Podobało jej się najpierw go zaskakiwać, potem obserwować jego reakcje.
W sierpniu mieli z mężem lecieć nad Bałtyk, a przez dziesięć dni Władka miała wziąć pod opiekę ich bliska kuzynka.
W ostatniej chwili Zofia zmieniła zdanie. Bardzo chciała, żeby Władek zobaczył morze. Jan, choć był zaskoczony tą zmianą, w głębi serca się cieszył. Przecież bardzo przywiązał się do chłopca.
A Władek prawie był szczęśliwy! Gdyby tylko jeszcze go kochano No trudno, zobaczy za to Bałtyk!
Wyjazd był udany. Morze ciepłe, owoce świeże, nastrój świetny. Ale wszystko, co dobre, kiedyś się kończy, więc i wakacje minęły.
Zaczęły się zwykłe dni. Praca, dom, szkoła. Ale coś się zmieniło. Pojawiło się nowe uczucie jakby radość i oczekiwanie na cud.
I cud się zdarzył. Zofia wróciła znad morza z nowym życiem pod sercem. Jak to możliwe tyle lat unikali takich niespodzianek?
Nie wiedziała, co robić. Powiedzieć mężowi czy rozwiązać wszystko sama? Po tym, jak pojawił się Władek, nie była już pewna, czy Jan rzeczywiście nie chce dzieci. Uwielbiał spędzać z chłopcem czas, z pasją razem grali w piłkę.
Dokonała już jednego poświęcenia, na kolejne nie była gotowa. Zofia podjęła trudną decyzję sama.
Kiedy siedziała w klinice, zadzwoniono ze szkoły: Władka zabrano karetką z podejrzeniem zapalenia wyrostka. Wszystko musiało poczekać.
Wpadła do szpitala. Władek leżał na łóżku blady, roztrzęsiony. Gdy zobaczył Zofię, rozpłakał się.
Zosiu, proszę, nie wychodź. Boję się. Zostań dziś moją mamą. Proszę, tylko ten jeden raz. Potem już nigdy, nigdy nie będę o to prosić.
Chłopiec kurczowo ściskał jej dłoń, łzy płynęły mu po policzkach. Zosia nigdy wcześniej nie widziała, żeby płakał tylko w dniu pogrzebu siostry.
A teraz jakby pękł.
Zofia przytuliła jego rękę do swojego policzka.
Kochanie, wytrzymaj jeszcze trochę. Zaraz przyjdzie lekarz i wszystko będzie dobrze. Jestem tutaj i nigdzie nie idę.
Boże, jak bardzo go wtedy pokochała! Ten chłopiec z błyszczącymi oczami stał się dla niej najważniejszy na świecie.
Chyba całe to „childfree” to głupstwo. Wieczorem powie Janowi o nowym dziecku. Decyzja przyszła właśnie wtedy, gdy Władek ze strachu jeszcze mocniej ścisnął jej rękę.
Minęło dziesięć lat.
Dziś Zofia świętuje okrągłe 45 urodziny. Będą goście, życzenia. A na razie, przy kawie, wspomnienia wracają.
Jak ten czas szybko minął. Młodość przeleciała została kochaną żoną i mamą dwójki wspaniałych dzieci. Władek ma już prawie osiemnaście lat, a Zosia dziesięć. I nie żałuje niczego.
No, może jednej rzeczy żałuje bardzo tamtych słów o braku miłości. Jakże by chciała, żeby Władek ich nie pamiętał, zapomniał o nich na zawsze.
Od tamtego dnia w szpitalu starała się często powtarzać mu, że go kocha, ale czy pamięta te pierwsze wyznania nigdy nie miała odwagi go o to zapytać.



