Moja rodzina zawsze była bardzo zżyta. Moi rodzice pracowali pięć dni w tygodniu, a weekendy zawsze były przeznaczone na czas spędzony z rodziną. Czasami wyjeżdżaliśmy nad rzekę lub jezioro, żeby pogrilować na łonie natury. Czasami wyruszaliśmy na biwak, lub po prostu do kina żeby wspólnie pooglądać nowości filmowe. Nawet gdy ja i moja siostra podrosłyśmy i miałyśmy już swoje sprawy i przyjaciół, przynajmniej jeden weekend był zarezerwowany dla rodziców, na taki „rodzinny czas”.
W zimną jesienną pogodę lubiliśmy zostawać razem w domu, owijać się kocami, zaopatrywać się w ciasteczka z kawałkami czekolady, kubki kakao i gry planszowe. Takie dni i wieczory zawsze dawały mi poczucie, że moi rodzice i ja jesteśmy sobie bardzo bliscy jak przyjaciele i że wszystkie cotygodniowe spory zawsze same się rozwiążą.
Jednak nie zawsze tak było. Kiedy ja i moja siostra byłyśmy już dorosłe i poszłyśmy na studia, weekendy z rodzicami odeszły w zapomnienie. Miałyśmy swoje sprawy do załatwienia, naukę i pracę, nie było czasu na spotkania z rodziną.
Kilka tygodni temu wydarzył się incydent, który położył kres wszelkim ciepłym relacjom w naszej rodzinie. Moi rodzice mają jeszcze jedno małe mieszkanie w mieście i domek letniskowy na odludziu. W każdym razie mieszkanie przepisali na mnie, a domek na moją siostrę. Siostra dowiedziała się, według niej o niesprawiedliwym podziale spadku i zrobiła skandal.
Ona jest starsza, ma chłopaka i perspektywy na przyszłość, potrzebuje mieszkania bardziej niż ja. Nie wnikałam w ten konflikt, bo nie było mnie przy kłótni rodziców z siostrą, ale na koniec córka powiedziała, że skoro tak, to nie chce od nich niczego! Rodzice próbowali się z nią skontaktować, ale zablokowała ich numery, a także mój. Odnosi się wrażenie, że nasza rodzina rozpadła się i ciężko będzie ją z powrotem poskładać w całość.



