Narzeczony mojej córki przyprowadził do nas swoich rodziców, a ja ledwo to przeżyłam!

Narzeczony mojej córki przyprowadził do nas swoich rodziców, a ja ledwo to przeżyłam!

Jakieś siedem miesięcy temu nasza córka powiedziała nam, że poznała cudownego faceta i traktują siebie poważnie, dlatego w zasadzie wszystko zmierza do ślubu. Wybranek naszej Donaty miał na imię Kamil i jeszcze studiował, a mieszkał w pokoju w akademiku. Chłopak pochodził z gór i jest jakieś 2 lata młodszy od naszej córki.

Zaczęliśmy widywać Kamila bardzo często, bo był u nas praktycznie w każdy weekend. Polubiliśmy bardzo tego chłopaka – był inteligentny, przystojny, dobrze wychowany, a do tego odnosił się do każdego z szacunkiem. Mimo tych wszystkich plusów coś w relacji między nim a moją córką było niepokojące, chociaż na początku nie wiedziałam jeszcze co. Mam jednak dobrą intuicję i wiedziałam, że coś jest na rzeczy.

Z mężem nie jesteśmy bogaci, ale Kamil i jego rodzina mają gorszą sytuację, niż my. Kamil nie może liczyć na pomoc rodziców i w zasadzie utrzymuje się tylko ze stypendium, które dostaje. Dla niego nasza córka jest zapewne dobrą kandydatką na żonę mimo, że sama jeszcze niczego nie posiada.

Kilka dni temu miało miejsce kolejne ważne wydarzenie dla tej dwójki – Kamil uznał, że to dobry czas, aby Donata poznała jego rodziców, a my jej przyszłych teściów. Akurat przyjechali do stolicy, aby odwiedzić syna, więc chłopak zapytał, czy nie chcielibyśmy się z nimi spotkać. Zgodziliśmy się, a ja postanowiłam przygotować nawet mały poczęstunek, aby odpowiednio ugościć rodziców chłopaka mojej córki. Plan był taki: rano poszłam na zakupy, potem chciałam zrobić swoje popisowe dania, a później posprzątać cały dom.

Teściowie syna zaprosili nas do siebie. Gdy spojrzałam na zastawiony przez nich stół, byłam po prostu zaskoczona

Kiedy wróciłam z zakupów do domu okazało się, że goście są już na miejscu. Rodzice Kamila przyjechali do nas kilka godzin wcześniej, niż się umawialiśmy. Podczas gdy ja byłam poza domem, a Donata z Kamilem byli gdzieś na mieście, mąż zabawiał gości, z czego wcale nie był zadowolony.  Ogólnie nie bardzo podobało mi się to, że przyjechali wcześniej, bo nie po to umawialiśmy się na konkretną godzinę, żeby być zaskoczeni. No ale cóż, skoro już przyjechali, to nie przecież nie mogliśmy ich wyrzucić z domu.

Ojciec Kamila niby zażartował sobie, że chyba niepotrzebnie przyjechali, skoro stół wciąż nie jest nakryty. Nic na to nie odpowiedziałam i natychmiast zmieniłam temat, bo nie sądziłam, że można być tak bezczelnym. Potem w końcu usiedliśmy do stołu i rozmawialiśmy głównie na tematy związane z naszymi dziećmi, zastanawiając się nad tym, jak moglibyśmy pomóc im w zbudowaniu ich wspólnej przyszłości. Razem z mężem staraliśmy się podejść do tematu delikatnie, ale rodzice Kamila byli całkiem szczerzy, aż za bardzo.

Okazało się, że chłopakowi nie podoba się mieszkanie w akademiku, a niestety jego rodziców nie stać nawet na to, by Kamil wynajął sobie chociażby pokój na stancji. Jego rodzice stwierdzili więc, że najlepiej będzie kiedy zamieszka z nami. Argumentowali to tym, że młodzi lepiej się poznają, a Kamil nie będzie mieszkał w słabych warunkach z jakimiś obcymi ludźmi. W dodatku twierdzili, że Kamil jest bardzo pomocny i wszystko potrafi naprawić w domu, więc to z pewnością nam się opłaci.

Z rozmowy wynikało, że głową rodziny jest ojciec, a matka milczy i ze wszystkim się z nim zgadza. W czasie picia kawy i wysłuchiwania tego wszystkiego po prostu mocno się wkurzyłam i uznałam, że nie pozwolę na to, by obcy facet ustawiał nam życie. Spotkanie skończyło się ostatecznie kłótnią. Nie podobała mi się po prostu ich nachalność, bezczelność i chęć rozwiązywania problemów dziecka naszymi rękami. Nie mam nic do Kamila, ale z jego rodzicami nie chcę mieć nic wspólnego.

 

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście + 3 =

Narzeczony mojej córki przyprowadził do nas swoich rodziców, a ja ledwo to przeżyłam!