„Naprawdę jestem bardzo głodny” – powiedziała szeptem chłopczyk, a mnie pękło prawie serce.

Zanim przejdę do głównego tematu, na wstępie powiem, że moją wielką wadą jest to, że nie potrafię być obojętny. Wiele lat temu przeprowadziłem się ze wsi do dużego miasta i nadal nie rozumiem, dlaczego normą jest tutaj przechodzenie obok osoby potrzebującej pomocy lub wyrzucanie kobiety z dzieckiem na ulicę, ponieważ nie może zapłacić za ostatni miesiąc z powodu problemów finansowych. Oczywiście są wyjątki, ale nie zdarzają się one zbyt często.

Był rok 2006. Pewnego dnia, po całym dniu pracy, wpadłem w drodze powrotnej do galerii handlowej, żeby pozałatwiać kilka spraw. Kiedy już z niej wychodziłem, moją uwagę przykuła młoda mama z synkiem. Mama najwyraźniej nie była w sosie, ponieważ krzyknęła na syna:
– Czego Ty chcesz ?!
– Chcę jeść – odpowiedział cicho chłopiec. Kilka kroków dalej innym dzieciom rodzice kupowali różne smakołyki. Sądząc po tym, jak skromnie ubrany był ten chłopiec i jak smutno mówił, musiał być naprawdę głodny i jego zachowanie wynikało tylko z tego, a nie z bycia rozpieszczonym. Mama chłopca jeszcze bardziej się wściekła i popchnęła dziecko. Krzyczała na chłopca, że zniszczył jej życia, a potem gdzieś ot tak odeszła. Byłem niesamowicie zaskoczony, ale jednocześnie też zszokowany. Chłopiec wstał z zimnej posadzki galerii, a kiedy zdał sobie sprawę, że nie wie, dokąd poszła jego matka, usiadł na ławce i się rozpłakał. To nie był głośny płacz jakiegoś spanikowanego dzieciaka, ale bardzo cichy płacz dziecka, które zostało źle i niesprawiedliwie potraktowane.

Zrobiło mi się bardzo żal tego chłopca, ale długo się wahałem i nie wiedziałem, czy powinienem się wtrącać. Pomyślałem, że przecież jego mama na pewno wróci i wszystko będzie dobrze. Minęło 20 minut, a do chłopca nikt nie podchodził, no i co najważniejsze – jego matki też nigdzie nie było. Nie mogłem już dłużej czekać i postanowiłem, że podejdę do niego i spróbuję go jakoś uspokoić. Dodam tylko, że zaczynanie ni stąd, ni zowąd rozmowy z obcym dzieckiem jest bardzo krępujące. Bałem się nawet, że ktoś pomyśli, iż zaczepiam chłopca w niecnych celach, ale kompletnie nikt nie zainteresował się tym, że z nim rozmawiam. Chłopiec okazał się być nieśmiały i początkowo bał się ze mną rozmawiać, ale kiedy zawołałem ochroniarza, aby pomógł mi odnaleźć jego mamę, zaczął mi trochę bardziej ufać. Udało nam się dowiedzieć, że ma na imię Darek i ma 6 lat. Przypomniałem sobie, że słyszałem, iż jest bardzo głodny, więc kupiłem mu jedzenie i czekaliśmy na jego mamę. Na początku nie chciał niczego ode mnie brać, ale jednak głód go pokonał.

Jak się później okazało, nie jadł nic od rana, a był już wieczór. Mama zniknęła nie wiadomo gdzie, więc musiano wezwać policję. Nie miałem innego wyjścia, jak przekazać dziecko funkcjonariuszom policji, aby odnaleźli jego matkę i ewentualnie go jej oddali, albo zapewnili odpowiednią opiekę w odpowiedniej do tego instytucji państwowej. Na szczęście miałem znajomego w policji i mogłam śledzić dalsze losy chłopczyka. Jak się okazało, mąż dawno temu porzucił jego mamę, a ona sama musiała wychowywać dziecko. Zarabiała niewiele, ponieważ ta ciąża przerwała jej karierę i zmusiła do zmianów wszystkich jej planów życiowych. Zresztą regularnie przypominała o tym synowi. W końcu postanowiła pozbyć się dziecka i po prostu je porzuciła. „A co? I tak trafiłby do domu dziecka”. Darek płakał i błagał mamę o to, żeby go nie porzucała obiecując jednocześnie, że będzie już zawsze grzeczny, ale matka nie chciała już tego słuchać i porzuciła go na zawsze. Chłopiec bardzo ciężko to zniósł.

Był rok 2008. W końcu udało nam się adoptować Darka. Ma 8 lat i już idzie do 2 klasy. Wcześniej było dużo papierkowej roboty, przez co musiał mieszkać w domu dziecka, ale z narzeczoną, a teraz już żoną regularnie go odwiedzaliśmy i przynosiliśmy prezenty dla niego, jak i dla jego kolegów. Niektórzy z moich znajomych źle myśleli o naszym czynie: „i co, tak swoje dziecko będziecie wychowywać? Po co jest Ci potrzebne?”.

Nawet nie zauważyłem, jak Darek skończył 16 lat. Jak ten czas leci! Często pytają mnie, czy żałuję, że go zaadoptowałem. Nigdy w życiu! I nigdy nie będę żałował.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

15 − 2 =

„Naprawdę jestem bardzo głodny” – powiedziała szeptem chłopczyk, a mnie pękło prawie serce.