Muszę ci wszystko wyjaśnić, córko…

Muszę ci wszystko wyjaśnić, córeczko…

Smacznego! – powiedziała Katarzyna, siadając do stołu.

Każdy w rodzinie miał swoje ulubione miejsce. Mąż zawsze siadał twarzą do okna, dwunastoletnia Zosia naprzeciwko, a Katarzyna, jak przystało na panią domu, między nimi, plecami do kuchenki i zlewu.

Uwielbiała te wieczorne posiedzenia, gdy cała rodzina zbierała się przy stole. Rano wszyscy pędzą do pracy i szkoły, nie ma czasu na rozmowy. Katarzyna z mężem jedli obiad w pracy, a Zosia w domu albo u koleżanki, której babcia piekła pierogi i gotowała rosół z ziemniakami. W efekcie jedyną okazją, by spokojnie porozmawiać, był wspólny wieczorny posiłek.

Katarzyna zawsze marzyła o bliskiej rodzinie. Miała wprawdzie mamę, ojczyma i siostrę, ale czuła się trochę na uboczu. Tak już bywa.

Ojca pamiętała słabo. Nie krzyczał, nie beształ ją, ale patrzył na nią zimno i obojętnie. Dlatego też się go trochę bała. Mama też nie była rozmowna – zawsze miała zaciśnięte usta i rzadko się uśmiechała.

Gdy Katarzyna wyszła za mąż i założyła własną rodzinę, wprowadziła zasadę: wspólne obiady w weekendy i kolacje w tygodniu. Nie chodziło tylko o jedzenie przy jednym stole, ale o dzielenie się tym, co u kogo słychać, rozmawianie, planowanie.

Gdy już zaspokoili pierwszy głód, Katarzyna zapytała:

– Gdzie pojedziemy na wakacje? Trzeba już decydować, rezerwować bilety i hotel, bo wyjdzie jak po maśle.

– Może spędzimy urlop u rodziców na działce? Tata prosił o pomoc przy płocie i dachu – zaproponował Marek.

– Eee… Ja chcę nad morze! – jęknęła niezadowolona dwunastoletnia Zosia.

– Żeby jechać nad morze, potrzeba pieniędzy, a my jeszcze spłacamy kredyt. Samochód też potrzebuje nowych opon. Na działce zaoszczędzimy sporo. Możemy za to gdzieś wyjechać, np. do Zakopanego. Latem tam super.

Zosia i tata jednocześnie spojrzeli na Katarzynę, czekając na jej propozycję.

– Zgadzam się z tatą. Chociaż nad morze też by się chciało.

– No właśnie! – ucieszyła się Zosia.

W tej chwili zadzwonił telefon.

– Twój – powiedział Marek, wkładając do ust ostatni kęs kotleta.

Katarzyna odłożyła widelec i poszła do pokoju. Dzwoniła mama.

– Mamo, co się stało?

– Nie przeszkadzam? Kasia, musimy porozmawiać. Przyjedź – krótko powiedziała mama.

– Teraz? Źle się czujesz? – zaniepokoiła się Katarzyna.

– Wszystko w porządku. Przyjedź. – Mama się rozłączyła.

– Co się dzieje? – zapytał mąż, gdy Katarzyna wróciła do kuchni.

– Mama dzwoniła, prosiła, żebym przyjechała. Chce pogadać. Czuję, że to znowu przez Ewę.

– No to jedź. Odwiozę cię.

– Nie, sama. Jeśli coś, to po mnie przyjedziesz?

– Jasne.

Katarzyna szybko się spakowała i wyszła. Mieszkali niedaleko od mamy, kilka przystanków autobusem. Przez całą drogę zastanawiała się, o co chodzi. Nigdy nie radziła się jej w ważnych sprawach, a teraz nagle pilna rozmowa. Przeczucie podpowiadało, że nie wróży to nic dobrego.

Mama otworzyła drzwi, i Katarzyna od razu zauważyła, że jest wyraźnie zdenerwowana.

– Chodź do kuchni. Herbaty się napijesz? – zapytała mama.

– Właśnie wstałam od stołu – machnęła ręką Katarzyna.

Kuchnia u mamy była ciasna. Stół stał przybite do lodówki, więc nie dało się usiąść na przeciwko. Siedziały więc bokiem. Gdy mama zbierała myśli, Katarzyna przyglądała się jej zmęczonej twarzy z drobnymi zmarszczkami. Czy było ich więcej od ostatniego razu? Mama nerwowo kręciła w palcach jakąś tasiemkę. Katarzyna położyła dłoń na jej rękach.

– Mamo, uspokój się. O co chodziło? – spytała łagodnie.

– Ewa zadzwoniła… – zaczęła ostrożnie mama.

– Aha, wiedziałam – nie wytrzymała Katarzyna.

Mama spojrzała na nią z wyrzutem.

– Co się stało? Mów szybko – popędziła ją Katarzyna.

– Pieniędzy chce.

– Naprawdę? Ile?

– Sto tysięcy złotów”W końcu Katarzyna zrozumiała, że choć życie nie zawsze układa się tak, jakbyśmy chcieli, to najważniejsze jest mieć przy sobie ludzi, którzy naprawdę nas kochają.”

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

19 − dwa =

Muszę ci wszystko wyjaśnić, córko…