Od roku jestem szczęśliwą mężatką. Razem z Michałem oszczędzaliśmy na własne mieszkanie, a tymczasem tłoczyliśmy się w małym, wynajmowanym lokum. Wszystko było dobrze, dopóki nie przyjechała w odwiedziny jego babcia Jadwiga. Staruszka była chora, a nikt z jej krewnych nie mógł jej pomóc. Teściowa była za granicą, a brat mieszkał w innym województwie. Dlatego cała odpowiedzialność ciążyła na nas. Mówiono, że w stolicy są lepsze leki i specjaliści. Ci, co nie znali babci mówili, że to taka słodka i przyjazna staruszka, która jest prawie jak anioł. W rzeczywistości jest hersztem w spódnicy.
Na początku pobytu babci Michała u nas, wszystko było w porządku. Kiedy ja i mój mąż pracowaliśmy, babcia gotowała nam obiad, żebyśmy zjedli ciepły posiłek po powrocie z pracy i czasem trochę sprzątała mieszkanie. To był jej sposób podziękowania za to, że tak dobrze się nią opiekujemy. W końcu leki i badania nie są tanie, a babcia ma malutką rentę, więc postanowiliśmy nie obciążać jej kosztami.
Po jakimś czasie, nastawienie Jadwigi zaczęło się zmieniać. Zaczęła narzekać, że jej pokój jest za mały i zbyt duszny, talerze i szklanki w kuchni są za wysoko i nie ma zmywarki. Kiedy zamówiłam na obiad pizzę, pod nosem mówiła, że to niegodne dla gospodyni. Dodatkowo codziennie po południu włączała w telewizji swoje telenowele, bez których podobno nie mogła się obyć. W końcu zaczęła wymyślać, że lekarz zlecił jej specjalną dietę.
– Kochani, tak powiedział lekarz. Codziennie muszę zjeść rybę, najlepiej łososia, bo ma dużo witamin. Oczywiście także owoce, najbardziej lubię ananasy i mango – zakomunikowała.
Rozumiałam, że babcia musi mieć zbilansowaną dietę, ale jej wymysły drogo nas kosztowały. Kiedy powiedziałam, że nas niestety nie stać na takie rarytasy, to fuknęła na mnie i powiedziała, że tyle dla nas robi, a my żałujemy jej jedzenia. Atmosfera stawała się coraz gorsza. Zaciskaliśmy zęby z Michałem, ale pewna sytuacja wyprowadziła nas z równowagi. Pewnego dnia, kiedy podjechaliśmy pod nasz blok po pracy, zobaczyliśmy, że pod klatką stoją nasze meble. W pierwszej chwili byłam w szoku, ale kiedy weszłam do mieszkania, wszystko stało się jasne.
– Moi drodzy, postanowiłam oddać Wasze meble biednym. Co z tego, że są nowoczesne, jeśli beznadziejnie wykonane, rok, dwa, a i tak wylądowałyby na śmietniku, bo połamałyby się półki. Zamówiłam firmę transportową, która przywiezie meble z mojego mieszkania. One są porządnie wykonane! Lite drewno, a nie taka marna sklejka!
– Babciu jak mogłaś zrobić coś takiego bez naszej wiedzy?! To nasze mieszkanie i my będziemy decydować, jakie chcemy mieć meble. Myślę, że już pora, abyś wróciła do siebie – zdenerwował się Michał.
– Po tym wszystkim, co dla Was zrobiłam, wyrzucasz mnie? Niewdzięcznicy! – krzyczała babcia.
Babcia bez słowa spakowała się i wychodząc z mieszkania, trzasnęła drzwiami, a nas zostawiła z pustym salonem bez mebli.
Od tamtej pory minęło pięć miesięcy, kilka razy dzwoniliśmy do babci Jadwigi, ale kiedy słyszy nasz głos w słuchawce, od razu ją odkłada. Czy źle postąpiliśmy, tak ostro reagując na poczynania babci? Może powinniśmy znosić jej zachowanie, zważając na jej wiek i przyzwyczajenia?



