Od dziecka chciałam pomagać ludziom i kiedy nadszedł czas wyboru uczelni, nie było wątpliwości – medycyna. Uwielbiałam studiować, zwłaszcza że był to ciekawy zawód, więc ukończyłam studia z wyróżnieniem. Dwa lata stażu i już jestem pełnoprawnym anestezjologiem.
Poznałam mojego przyszłego męża na przyjęciu u przyjaciół i tam zaczęła się nasza komunikacja, która zakończyła się małżeństwem. Mikołaj i jego rodzina nie mają nic wspólnego z medycyną, mój mąż jest oficerem patrolowym policji. Mieszkamy we własnym mieszkaniu, które nasi rodzice wspólnie podarowali nam na ślub.
Rodziców Mikołaja widziałam dwa razy przed ślubem: raz przed restauracją, gdzie mielismy mieć wesele i raz w domu pana młodego. W dniu uroczystości z emocji nic nie pamiętałam, nawet nie wiem czy coś zjadłam… Tydzień po ślubie pojechaliśmy z mężem odwiedzić jego rodziców i tym razem poznałam ich tradycje rodzinne.
Moja teściowa ugotowała trochę rosołu, wlała go do dużej, pięknej miski na zupę i postawiła na środku stołu. Były też różne sałatki, kanapki, ryby, ale zauważyłam, że nie było indywidualnych talerzy, na stole stały łyżki w zależności od liczby siedzących osób, a przy każdej łyżce był kawałek chleba. Teściowa wezwała wszystkich do stołu, a ja postanowiłam umyć ręce przed jedzeniem.
Kiedy wróciłam i zobaczyłam, co się dzieje, byłam po prostu zszokowana. Wszyscy członkowie rodziny jedli ogórki z jednej miski, a pod łyżkę wkładali kawałek chleba, kiedy podnosili płyn do ust, żeby nie kapał na stół. Powiedziałam, że nie jestem bardzo głodna i zjadłam tylko rybę i kanapkę, bo wszyscy jedli też sałatki ze wspólnych misek.
Oczywiście rozmawiałam z mężem o tym, co się dzieje, ale nie mógł w żaden sposób zmienić tej sytuacji, ponieważ ten zwyczaj jest zakorzeniony w ich rodzinie od lat, a oni są nawet dumni ze swojej rodzinnej tradycji. Zawsze tak jedzą, nawet kiedy przyjeżdżamy w odwiedziny i kiedy biorę swój własny talerz, nikt mnie nie rozumie, zaczynają się ze mną droczyć i wyśmiewać. Próbowałam porozmawiać z teściową na ten temat i wyjaśnić jej moje stanowisko z medycznego punktu widzenia, że zasady ogólnie przyjęte w naszym społeczeństwie nie mają tu znaczenia, ale to tylko pogorszyło sprawę i teraz nasze stosunki są bardzo napięte.
Jak można nie rozumieć podstawowych zasad higieny osobistej? Co powinnam zrobić z tą rodziną? Przestać ich odwiedzać i tylko ich zapraszać?