Jesteśmy małżeństwem od pięciu lat, a pobraliśmy się zaledwie po pięciu miesiącach naszego związku. Teraz to rzadkość, ale my byliśmy już po trzydziestce i wiedzieliśmy, co to znaczy odpowiedzialność.
Nie będę jednak kłamał, moja żona i ja, mamy bardzo skomplikowane osobowości i aktywny styl życia, każde z nas ma bliskich przyjaciół, hobby i zainteresowania. Z tego powodu sprawy osobiste i rodzinne, często nakładają się na siebie, powodując konflikty domowe. Można to nazwać dobrym sprawdzianem dla związku, kiedy małżonkowie zaczynają się lepiej rozumieć i czuć nawzajem, znajdują kompromisy i dźwignie.
Może w pewnym momencie straciłem czujność, kiedy za każdym razem po kolejnej kłótni, żona pakowała swoje rzeczy i wychodziła, a ja ją doganiałem i przyprowadzałem do domu. Mimo że rok składa się z 365 dni, to jednak ta ilość wyjazdów wpływa na dni, w których żyjemy w pokoju i harmonii.
Kiedy po raz ostatni spakowała się, wsiadła do samochodu i pojechała do swojej matki, a było to w lutym, siedziałem w kuchni i ogarnęło mnie wzruszenie. Zwykle nie mogłem znaleźć sobie miejsca w takim przypadku, a rano już kupowałem kwiaty i jechałem za nią w rejon. Tym razem, jednak moja cierpliwość się skończyła i zdałem sobie sprawę, że nie chcę nigdzie iść.
Minęło kilka dni, a ona nie pisała, ani nie dzwoniła. W domu czułem się zupełnie samotny i zagubiony, dlatego postanowiłem spakować się i pojechać do rodziców, którzy również mieszkają w tym regionie, ale w innym kierunku. Po kilku dniach, żona wróciła do domu, ale oczywiście mnie tam nie było.
Potem zaczęła pisać i dzwonić:
– Czy Twoim zdaniem to normalne? Gdzie jesteś? Dlaczego nie ma Cię w domu?.
Po prostu jej powiedziałam:
– Poszedłem do domu moich rodziców.
Od tamtej pory, nie napisałem już ani słowa. Czekała kilka dni, a trzeciego przyjechała do domu moich rodziców na wieś. Myślę, że ja też czułem się bardzo niezręcznie, bo kiedy szedłem do niej, najpierw wychodziła jej matka z taką miną, jakbym przyszedł prosić o butelkę, a ja zawsze się rumieniłem, jąkałem i pytałem: „Czy mogę prosić Kasię?”.
Rozmawialiśmy wtedy, a ona nawet jako pierwsza wyciągała do mnie rękę. Teraz czerwiec dobiega końca i wszystko się zmieniło. Oczywiście nadal się kłócimy, ale moja żona znacznie lepiej panuje nad sytuacją, ponieważ zrozumiała, że jej zdania nie da się obronić, idąc do domu matki.



