Moja przyjaciółka śmiertlenie się na mnie obraziła po tym, jak nie zgodziłam się na wprowadzkę jej syna do mojego domu

Moja przyjaciółka śmiertlenie się na mnie obraziła po tym, jak nie zgodziłem się na wprowadzkę jej syna do mojego domu

Z Angeliką przyjaźnimy się od czasów liceum. Kiedy skończyłyśmy szkołę, nasze drogi nieco się rozeszły, ale wciąż starałyśmy się utrzymywać ze sobą kontakt. Ja wyjechałam na studia do dużego miasta, a ona została w naszej rodzinnej miejscowości i dosyć szybko wzięła ślub. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie i poprosiła o to, abym została matką chrzestną dla jej synka. Oczywiście się zgodziłam, a nawet ucieszyłam, że pomyślała w tym temacie o mnie.

Minęło kilka lat. Po studiach znalazłam dobrą pracę, a nawet znalazłam świetnego faceta i wzięłam z nim ślub. Kiedy tylko odwiedzałam Angelikę, zawsze dawałam zarówno jej, jak i jej rodzinie drogie prezenty, a swojego chrześniaka zabierałam w ciekawe dla dzieci miejsca. Na przykład zabierałam go do wesołego miasteczka, na basen, do teatru lub zoo. Mój chrześniak ma na imię Grzesiek i obecnie ma 18 lat. Im był starszy, tym częściej Angelika sugeruje, że chłopak ma coraz większe potrzeby i przydałyby się dla niego pieniądze. Nie odmawiam i daję mu trochę pieniądzy, ale jest to coraz bardziej irytujące. Sami z mężem też chcielibyśmy mieć dziecko, ale póki co mamy za dużo wydatków – kredyt hipoteczny zżera większość naszych zarobków. Przez to wszystko popadłam w pracoholizm i praktycznie nie wychodzę z biura.

Gdy zobaczyłam, czym synowa karmi mojego syna, zrozumiałam, że muszę coś z tym zrobić!

Angelika ostatnio do mnie zadzwoniła i powiedziała, że Grzesiek wyprowadza się na studia do miasta, w którym mieszkam z mężem i powiedziała, że byłoby dobrze, gdyby mógł ze mną zamieszkać. Poza tym według niej powinnam zaangażować się w pomoc przy wyborze odpowiedniego dla chłopaka kierunku studiów. Nie mogłam uwierzyć, że można być aż tak bezczelnym. Powiedziałam jej, że nie mam w domu warunków do przyjmowania kolejnej osoby na stałe, a poza tym to zbyt duża odpowiedzialność, której absolutnie nie chcę na siebie brać. Powiedziałam też, że w jego przypadku na pewno nie będzie problemu z dostaniem miejsca w akademiku, sama tak kiedyś żyłam i nic mi się nie stało. Moja przyjaciółka nie potrafiła przyjąć odmowy i śmiertelnie się na mnie obraziłs. Nalegała jeszcze na koniec, żebym wynajęła Grześkowi jakieś mieszkanie. „Jesteś matką chrzestną, a z Tym związane są pewne zobowiązania!” Teraz to ja zaczęłam się złościć. Co za tupet! Nie pamiętam już, jak zakończyła się dokładnie ta rozmowa, ale prawdziwa afera wybuchła po tym, jak we wrześniu polecieliśmy z mężem na długo wyczekiwane wakacje na Wyspy Kanaryjskie. Od kilku lat oszczędzaliśmy na ten wyjazd i byłam taka szczęśliwa, kiedy w końcu nadszedł dzień wylotu! Kocham fotografię i sporo zdjęć opublikowałam w Internecie. Kiedy wróciliśmy do domu, Angelika zadzwoniła do mnie z wielkimi pretensjami. Była oburzona i krzyczał do słuchawki, że nie zabraliśmy Grześka ze sobą… Na koniec rozmowy rzuciła, że ​​nie spodziewała się tego po mnie. Grzecznie poprosiłam, żeby nigdy więcej już do mnie nie dzwoniła i o nic więcej mnie nie prosiła.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwanaście − 4 =

Moja przyjaciółka śmiertlenie się na mnie obraziła po tym, jak nie zgodziłam się na wprowadzkę jej syna do mojego domu