Jestem wściekły! Nie spodziewałem się, że moja matka jest tak głupia i zrobi coś takiego. Owszem, od zawsze była wierząca i chodziła do kościoła, ale tylko na tym się kończyło. Nie dawała za wiele pieniędzy ani na kościół, ani na jakieś przykościelne organizacje, ale ostatnio się to zmieniło i to diametralnie.
Od razu zaznaczę, że nigdy nie byliśmy bogaci. Matka po śmierci ojca wychowywała mnie sama i tak naprawdę był czas, że ledwo wiązałyśmy koniec z końcem. Później, gdy mama awansowała na kierownika w supermarkecie i dostała podwyżkę, nasza sytuacja delikatnie się poprawiła. Mimo tego bardzo szybko zacząłem sobie dorabiać, bo już w wieku 16 lat. Nie dorobiliśmy się zbyt wielkiego majątku. Mieszkaliśmy w mieszkaniu po ojcu, mama miała ogródek działkowy, który przepisała na nią babcia, a poza tym miała jakieś niewielkie oszczędności – ot, to wszystko.
Nie wykształciłem się, tylko od razu po szkole poszedłem do pracy. Nie mieliśmy po prostu pieniędzy, przez co nie miałem możliwości wyjechać do innego miasta i zdobyć tam wykształcenie wyższe. Pracowałem fizycznie, na budowie, ale niestety, doszło do wypadku podczas którego uszkodziłem sobie kręgosłup. To oczywiste, że nie mogłem już wrócić do pracy, która mimo tego, że była ciężka, to była dobrze płatna. Zatrudniłem się jako stróż na innej budowie, ale niestety pensja jest tak niska, że nie byłbym w stanie się z niej utrzymać. Zatrudniłem się więc w jeszcze jednym miejscu pracy, tym razem jako woźny w szkole podstawowej. Dzięki temu jest w stanie jakoś przeżyć i nie klepać biedy.
Mieszkanie po ojcu to kawalerka, więc we dwoje z matką było nam tam ciężko mieszkać już w momencie, gdy byłem nastolatkiem. Dlatego tuż po 18 urodzinach zacząłem żyć na wynajmie. Wiedziałem jednak, że kiedyś mieszkanie po ojcu będzie moje, bo matka zresztą mi to często powtarzała. Mówiła, że zrobi wszystko, abym miał łatwiejsze życie niż ona. Teraz się okazuje, że zrobiła wszystko inaczej i tylko utrudniła mi życie.
W ostatnim czasie coraz intensywniej zaczęła chodzić do kościoła i ogólnie jej zainteresowanie religią było głębsze. Mimo wszystko myślałem, że to nic strasznego – ot, normalna sprawa, większość starszych kobiet zaczyna się tak z czasem zachowywać. Niestety, dwa dni temu matka mi powiedziała, że ksiądz z naszej parafii często wspierał ją dobrym słowem i zawsze znalazł dla niej czas, by ją wysłuchać, przez co uznała, że najlepszym podziękowaniem będzie przepisanie na kościół całego majątku. Już to zresztą zrobiła i po jej śmierci wszystko, czyli mieszkanie, ogródek działkowy i wszelkie oszczędności – trafią na konto naszej parafii!
Jestem zszokowany jej zachowaniem. Czy ona nie widzi, w jak ciężkim położeniu się znajduję i że nigdy nie będzie mnie stać na swoje mieszkanie? Owszem, pracuję, ale dostaję za to marne grosze, bo nie mogę pracować w swojej profesji przez uraz, jakiego doznałem. Namawiam matkę, żeby to jakoś odkręciła, ale ona tylko powtarza, że za późno i nic nie da się zrobić. Czy naprawdę mój los jest już przesądzony? Boję się, że pewnego dnia wyląduję po prostu na ulicy.
