Dziewięć lat temu rozwiodłem się z moją pierwszą żoną. Wtedy nasz syn miał cztery latka. Dla dobra naszej córki, utrzymuję dobre relacje z moją byłą żoną. Pięć lat temu poznałem w swoim życiu kobietę, w której zakochałem się do szaleństwa, dlatego nie czekałem i szybko się jej oświadczyłem. Była skromna, miła, a do tego słodka, dla mnie była jak anioł.
Kiedy tylko się poznaliśmy, powiedziałem jej o tym, że jestem rozwiedziony i z poprzedniego małżeństwa mam syna, ponieważ chciałem być uczciwy i nie chciałem przed nią niczego ukrywać. Ona jednak nie miała z tym problemu, a nawet świetnie się z nim dogadywała. Teraz razem z moją aktualną małżonką spodziewamy się dziecka. Eliza jest dokładnie w piątym miesiącu ciąży.
Tydzień temu moja była żona zadzwoniła do mnie i powiedziała, że otrzymała intratną propozycję pracy, której nie może odrzucić. Problem w tym, że będzie musiała przeprowadzić się do Berlina, a nasz syn kategorycznie odmówił przenoszenia się za granicę. Tutaj ma kolegów, zna i lubi swoją szkołę, dlatego nie chce przenosić się do innego, nieznanego mu całkiem miejsca. Ustaliliśmy więc, że nasz syn zamieszka z nami aż do czasu pójścia do liceum, podszkoli w międzyczasie język, a potem dołączy do swojej matki.
Gdy tylko powiedziałem o tym mojej obecnej żonie, zachowywała się tak, jak gdyby wstąpił w nią szatan! Wpadła w histerię i krzyczała, że nie zgadza się na to, by syn z nami zamieszkał! Dopiero wtedy zobaczyłem jej prawdziwe obliczem ale to nie było najgorsze. Najgorsze było to, że postawiła mi ultimatum i zagroziła, że jeśli przyprowadzę mojego syna do naszego domu, to ona odejdzie, a do tego nie zobaczę nigdy naszego dziecka. Próbowałem jej wyjaśnić, że przecież syn w niczym nam nie będzie przeszkadzał, jest już duży, do tego dobrze wychowany, więc nie będzie z nim żadnych problemów. Zresztą, dla niego to też mało komfortowa sytuacja. Elizy to jednak nie przekonało. Zmusza mnie do wyboru między nią, a synem. Mój syn oczywiście nie zostanie na ulicy, bo ewentualnie moi rodzice będą mogli się nim zająć, jednak mimo wszystko lepiej by było, gdyby był przy ojcu. Nie chcę też, żeby syn myślał, że go nie chcę.
Eliza powiedziała też, że jeśli się rozwiedziemy, to powie mojemu synowi, że to tylko i wyłącznie jego wina, a także powie mu, że bardzo go nienawidzi. Nie rozumiem, dlaczego tak nagle zmieniła o nim zdanie, przecież dobrze się dogadywali.
Zawsze wydawało mi się, że będę wiedział, jak postępować w każdej sytuacji i zawsze sobie poradzę, ale Eliza postawiła mnie przed naprawdę trudnym wyborem i naprawdę nie wiem, co mam robić. Nie wiem, do czego może się posunąć. Wydawało mi się, że ją znam, a teraz chyba nie wiem już nic.
Co byście mi doradzili? Co mam zrobić?



