Moja dobroć, okazała się niedoceniona

Kilka miesięcy temu, odziedziczyłam mieszkanie po babci. Razem z moim chłopakiem, mieszkaliśmy w wynajmowanym mieszkaniu, ale teraz postanowiliśmy przenieść się do mojego. Oczywiście odświeżyliśmy mieszkanie, remontując je i wstawiając meble. Było całkiem miło i przytulnie.

Obok, mieszkała bliska przyjaciółka mojej zmarłej babci, Rozalia Siewniak, która miała około siedemdziesięciu lat. Ogólnie rzecz biorąc, staruszka wyglądała świeżo, prowadziła aktywne życie i sprawiała wrażenie towarzyskiej, przyjaznej i miłej kobiety.

Pewnego dnia, idąc do wejścia, natknęłam się na panią Rozalię. Przywitałyśmy się i postanowiłam zaprosić ją na herbatę. Starsza pani, bardzo ciepło wypowiadała się o mojej babci. Bardzo mi się podobało jej towarzystwo , bo tęskniłam za moją ukochaną babcią. Kobieta opowiedziała mi ciekawe i zabawne historie ze swojego życia, także te związane z moją rodziną. Słuchałam z uwagą.

Spotykałyśmy się coraz częściej. Częstym tematem rozmów było również gotowanie, ponieważ zarówno ja, jak i moja sąsiadka uwielbiałyśmy gotować. Zaproponowałam, aby pani Rozalia  wzięła mój numer telefonu i zadzwoniła do mnie, gdyby czegoś potrzebowała. Starsza pani poprosiła mnie, żebym poszła po lekarstwa, kupiła artykuły spożywcze lub pomogła w korzystaniu z Internetu, a ja z chęcią pomogłam.

Pewnego dnia, zadzwoniła i poprosiła mnie, żebym kupiła jej trochę artykułów spożywczych na kolację, podczas gdy ja robiłam risotto z owocami morza, za którym mój chłopak szalał. Pomyślałam, że poczęstuję sąsiadkę daniem, żeby nie musiała się męczyć z gotowaniem. Zaniosłam staruszce jedzenie i poszłam do domu. Rano dostaję telefon.

– Dzień dobry! Proszę mi powiedzieć, co to było za obrzydliwe coś, co mi pani wczoraj przyniosła? Czy próbujesz mnie otruć? W ryżu jest coś, czego nie rozumiem. Fuj!

Od razu poczułam się zraniona jej słowami, ponieważ byłam dla niej taka troskliwa i miła, starałam się i chciałam być lepsza. Poprostu życzliwa dla drugiego człowieka…

Tydzień później, pani Rozalia zadzwoniła do mnie ponownie i jak gdyby nic się nie stało, zaprosiła mnie na herbatę i poprosiła o zapłacenie za telewizję satelitarną. Powiedziałam jej, że od tej pory nie zamierzam jej pomagać. Oczywiście, poczuła się urażona i co z tego! Jeśli tego nie docenia, nie ma sensu się starać…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewiętnaście − 6 =

Moja dobroć, okazała się niedoceniona