Mój zięć dziwnie się zachowywał, znalazłam na niego sposób.

Los obdarzył mnie silną i liczną rodziną. Mój mąż jest przystojny, moi trzej synowie to wspaniali mężczyźni, no i mam jeszcze najmłodszą pociechę, moją słodką córeczkę, która zawsze była oczkiem w głowie. Nasi synowie wyrośli na pracowitych ludzi, a córka nie wstydzi się, że pomaga rodzicom w ogrodzie i w domu. Byłam dumna z tego, że wszyscy w naszej rodzinie są pracowici i odpowiedzialni.

W sobotę przed moimi urodzinami moja córka zapowiedziała, że przyjadą wraz mężem i dwójką moich wspaniałych wnuków. Niezmiernie ucieszyła mnie wiadomość o odwiedzinach, jak zwykle z resztą. Moim głównym zadaniem było więc przygotowanie wszystkiego, co najsmaczniejsze, przed ich przyjazdem, aby nakarmić wnuki i zadowolić zięcia, oraz córkę.

Żeby zdążyć ze wszystkim, wstałam przed wschodem słońca, wykopałam ziemniaki w ogrodzie, zebrałam trochę zieleniny i pospieszyłam do środka. W ciągu kilku godzin miałam czas, aby zająć się kuchnią. Upiekłam pyszny chleb, upiekłam pasztet, dla dzieci usmażyłam naleśniki i postawiłam na stole różne potrawy. W domu unosił się niesamowity zapach, ponieważ przygotowywałam się na przybycie długo oczekiwanych gości.

Kiedy zobaczyłam, że samochód podjeżdża pod bramę, wybiegłam im naprzeciw. Jako pierwsze wyskoczyły wnuki i od razu rzuciły się w moje objęcia, żeby mnie uściskać. Potem przyszła moja córka z ogromnym tortem w rękach. Zięć wahał się i nie wysiadł z samochodu, więc zaprosiłam moich drogich gości do domu i zostałam na zewnątrz, aby spotkać się z zięciem. W końcu wysiadł z samochodu, powoli go zamknął, a kiedy podszedł do mnie, zobaczyłam na jego twarzy dziwny wyraz, którego nie potrafiłam wyjaśnić. Albo nie był zadowolony, albo źle się czuł.

Cała rodzina zajadała się wszystkim co postawiłam na stole, tylko zięć siedział nad talerzem z zupą i kręcił łyżką. Talerz z naleśnikami bardzo szybko się opróżniał i pękałam z dumy, że moje danie tak zasmakowało wnukom.

– Dziękuję, babciu, wszystko było pyszne – śpiewały wnuki jednym głosem i pobiegły bawić się na podwórko.

Zapytałam zięcia  dlaczego nie je, czy mu nie smakuje? Odpowiedział, że wszystko jest w porządku.

Mój zięć był dość wybredny kulinarnie, ale gdy odwiedzał mnie, zawsze zachwalał mój talent kulinarny, dlatego tym razem byłam zaskoczona i zaniepokojona jego zachowaniem. Nie wiedziałam czym  zasłużyłam sobie na taką postawę, a ponieważ nie uważałam się za winną, postanowiłam nie przejmować się dziwnym zachowaniem zięcia. Powiedziałam:

– Zbyszku, jeśli nie jesteś głodny, być może praca w polu doda Ci apetytu? Idź proszę wykopać ziemniaki, to dobrze Ci zrobi.

Zięć popatrzył na mnie z wyrzutem i bez słowa wyszedł do ogrodu. Od córki dowiedziałam się, że tego dnia posprzeczali się i nie miał ochoty nigdzie jechać. Jednak cóż ja byłam winna ich kłótni? Napracowałam się w kuchni i oczekuję szacunku.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwadzieścia − 1 =

Mój zięć dziwnie się zachowywał, znalazłam na niego sposób.