Półtora roku temu wyszłam za mąż i do tej pory wydawało mi się, że jesteśmy razem szczęśliwi. Szczególnie od momentu gdy cztery miesiące temu na świat przyszedł Józef, nasz upragniony syn.
Pewnego dnia zepsuł mi się laptop, a na urlopie macierzyńskim pracowałam zdalnie i bez niego nie mogłam nic zrobić. Byłam uziemiona. Wiedziałam, że mój mąż nie zna się na komputerach, a pomoc w serwisie zajęłaby prawdopodobnie mnóstwo czasu i pieniędzy więc starałam się znaleźć inne rozwiązanie.
Wtedy przypomniałam sobie o moim przyjacielu z liceum – Jędrku, który dawniej studiował informatykę. Nie rozmawialiśmy od roku ale postanowiłam zadzwonić do niego i poprosić go o pomoc. Zaproponowałam także wspólny obiad by mógł poznać moją rodzinę, nie miał jeszcze ku temu okazji.
Jędrek zjawił się kolejnego dnia po pracy, przynosząc bukiet stokrotek, które od zawsze uwielbiam i świeże ciasto. Wcale się nie zmienił – był tym samym, beztroskim chłopakiem. W dodatku nadal singlem i reagował podobnie na pytania o związki.
– Czekam na tę jedyną! – śmiał się zbywając mnie
Na początek zaprosiłam wszystkich do stołu, ponieważ przygotowałam moje popisowe danie – pieczonego kurczaka. Wszyscy bardzo docenili ten przysmak i usłyszałam wiele pochwał. Chłopcy, dodatkowo, pili też wino, a ja zadowoliłam się sokiem, ponieważ nadal karmiłam piersią.
Około dziewiątej wieczorem Józef obudził się na wieczorne karmienie, a po jego zakończeniu postanowiłam przedstawić go Jędrkowi. Mój przyjaciel wziął go na ręce i zaczął żartować w swoim stylu:
– Słuchaj, on nie wygląda w ogóle jak Twój mąż ani jak Ty! Z naszej trójki najbardziej przypomina mnie! – śmiał się uśmiechając się do malucha – Niebieskie oczy i nawet kształt nosa! Wszystko pasuje!
Od razu poczułam jak atmosfera w pokoju się zmienia, a u mojego męża wyraźnie rośnie napięcie. Próbowałam jakoś uratować tę rozmowę ale nic nie pomagało więc poprosiłam Jędrka by zajrzał do laptopa. W końcu to był główny cel naszego spotkania. Uporał się z nim w ciągu godziny!
Byłam bardzo szczęśliwa, wiedziałam, że to oznaczało mój powrót do pracy! W ramach wdzięczności zapakowałam Jędrkowi porcję ciasta do domu i pożegnaliśmy się.
Po jego wyjściu mój mąż nie odzywał się do mnie aż do kolejnego wieczora. Wiedziałam, że jest wyraźnie obrażony, starałam się wyjaśnić mu zachowanie Jędrka. Mówiłam mu, że słynie on ze specyficznego poczucia humoru i bardzo często mówi co mu ślina na język przyniesie ale z pewnością nie miał nic złego na myśli. Poza tym to tylko żarty i przecież nie miały nic wspólnego z prawdą.
Kolejnego dnia padło pytanie:
– Czy Wy macie romans? Kiedy widzieliście się ostatnim razem? – usłyszałam z ust mojego męża
– Oczywiście, że nie! W szkole zarzucano nam romans ale nigdy nic nas nie łączyło, byliśmy tylko przyjaciółmi. Opowiadałam Ci o tym wiele razy. – odpowiedziałam zaskoczona, śmiejąc się nerwowo
To był pierwszy raz kiedy zobaczyłam objawy zazdrości u mojego męża. Jeszcze bardziej szokujące okazało się jednak kolejne zdanie, które zniszczyło moją wizję naszego szczęśliwego związku:
– Józef rzeczywiście wygląda bardziej jak jego syn. Czy nie zauważyłaś, że u mnie w rodzinie wszyscy mają ciemne włosy i oczy? Jak to się stało, że Józef jest niebieskookim blondynem? Po kim to ma?
Poczułam jakbym była sparaliżowana, bez sił opadłam na krzesło, a mój mąż kontynuował:
– Jeśli nie chcesz powiedzieć mi prawdy to zróbmy testy na ojcostwo. A ten Twój przyjaciel… Nie chcę już więcej widzieć go w naszym mieszkaniu!
Pamiętam, że po tej rozmowie płakałam przez wiele dni. Nie mogłam uwierzyć, że mój mąż mógł podejrzewać mnie o takie oszustwo. Wyznałam mu, że nie jestem gotowa na test. Wcale nie chodziło o to, że się bałam – byłam pewna, że ojcem jest mój mąż. Chodziło o to, że załamałam się tym, że mój ukochany we mnie zwątpił. Czułam się jakbyśmy byli obcymi sobie ludźmi.
Powiedziałam mojemu mężowi, że jeśli nie ufa w moją lojalność i nie wierzy mi to nasz związek nie ma żadnej przyszłości. Jestem zdania, że jeśli się kogoś kocha to nie powinno się wątpić w tę osobę, szczególnie jeśli nie dała ku temu żadnych powodów.



