Ja i mój mąż Marcin, pracujemy zawodowo. Ja jestem księgową, a on elektrykiem, jednak tylko na mnie spadają obowiązki domowe. Oboje pracujemy po osiem godzin, przychodzimy do domu około godziny siedemnastej. Mój mąż kładzie się na kanapie i włącza telewizor, bo ja twierdzi musi odpocząć po męczącym dniu, a ja ide do kuchni i gotuję obiad, a w między czasie sprzątam dom. Na początku naszego związku nie przedzkadzał mi ten podział ról, jednak kiedy awansowałam i w pracy dostałam więcej obowiązków, zaczęłam się denerwować na męża.
Mój mąż mimo swoich 39 lat na karku, jest raczej nieporadny życiowo. Jego matka od najmłodszych lat wyręczała go we wszystkich obowiązkach domowych. Gdy się poznaliśmy jego mama przebierała mu pościel gdy miał 22 lata, gotowała mu obiady, robiła śniadanie do pracy, oraz prasowała koszule. Mój mąż będąc dorosłym mężczyzną, nie miał zupełnie żadnych obowiązków domowych. Kiedy się pobraliśmy, nie przeszkadzało mi, że to ja zajmuję się domem, a mój mąż zajmuje się zarabianiem pieniędzy, jednak kiedy ja dostałam pracę jako księgowa i nie było mnie w domu prawie cały dzień, zaczęłam zauważać wady tego podziału. Kiedy mój mąż po pracy przychodził do domu i się relaksował, ja dopiero zaczynałam drugą dniówkę w domu. Nierzadko kładę się do łóżka po północy gdy pozmywałam po kolacji i posprzątałam cały dom.
Kiedy zwróciłam się do mojego męża z problemem który męczył mnie od dłuższego czasu, oznajmił że on nauczony jest że to kobieta zajmuje się domem a mężczyźni pracują i zarabiają pieniądze. Rozumiałam jego podejście ponieważ kiedyś kobiety zajmowały się tylko gospodarstwem domowym, jednak w dzisiejszych czasach kiedy kobiety również pracują zawodowo myślę że oczywistą sprawą jest aby mężczyźni pomagali im w obowiązkach domowych. Nawet w soboty i niedziele, kiedy oboje mamy wolne i moglibyśmy wspólnie zająć się posprzątaniem domu, a potem razem spędzić czas, na przykład idąc na spacer, mój mąż wymyśla różne wymówki, aby tego nie robić. Jednego razu twierdzi, że musi zreperować samochód, a innym, że obiecał koledze, że pomoże mu w naprawie dachu. Kończy się na tym, że za każdym razem zostaje sama ze sprzątaniem i gotowaniem w naszym wspólnym mieszkaniu.
Ostatnio przyjechała do nas teściowa, więc postanowiłam skorzystać z okazji i trochę poskarżyć się na męża, oraz jego lenistwo. Teściowa wysłuchała mnie i ostro powiedziała, że mężczyzna ma swoje prawa, a kobieta powinna zadbać o jego komfort. Byłam w totalnym szoku kiedy usłyszałam te słowa. W XXI wieku takie słowa padające z ust kobiety? Poczułam się jakbym żyła w świedniowieczu, kiedy kobiety nie miały żadnych praw!
Sytuacja robi się coraz gorsza, a ja jestem coraz bardziej zmęczona, tym bardziej, że niedawno dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Nie chcę prać zwolnienia z pracy, ale bardzo liczyłam, że w tej sytuacji Marcin się opamięta. Ku mojemu rozczarowaniu, mąż stwierdził, że ciąża to nie choroba. Jego matka była w ciąży z bliźniakami i codziennie musiała oporządzać całe gospodarstwo. Szczerze mówiąc zaczyna brakować mi argumentów.
Po licznych rozmowach, Marcin nie poczuwa się do obowiązku, aby mi pomagać, widzi jak bardzo jestem zmęczona na co dzień, jednak twierdzi że to rola kobiety. Doradźcie drodzy czytelnicy co ja mogę zrobić w tej sytuacji, jak wytłumaczyć mojego mojemu mężowi, że on również powinien dbać o nasz wspólny dom?


