Szczerze nie miałam pojęcia, że mężczyzna może zostawić mnie z dzieckiem. Ale kiedy mój mąż poinformował mnie o tej decyzji, trzaskając drzwiami, przez kilka miesięcy nie mogłam dojść do siebie i odnaleźć się w nowej sytuacji. Nasza dziesięcioletnia córka Ola początkowo nie mogła zrozumieć, dlaczego tak się stało i obwiniała o wszystko mnie. Uważała, że spędzam za dużo czasu w pracy (jestem nauczycielem) i nie zwracam uwagi na moją rodzinę. To jeszcze bardziej utrudniło mi okres poradzenia sobie z problemem. Chciałem spędzać więcej czasu z córką, w efekcie czego moje dochody spadły, więc koleżanka poradziła mi, żebym złożyła wniosek o alimenty.
Mężczyzna, dowiadując się o tym, stracił nad sobą kontrolę. Pewnego dnia przyszedł do mnie i przyniósł kartkę, że nasza córka nie jest jego dzieckiem. Wiem, że mój mąż jest jedynym mężczyzną w moim życiu, więc pojechałam tam, gdzie ta błędna analiza została przeprowadzona.
Zaczęli mnie uspokajać i powiedzieli, że nie mogli podać błędnych wyników i doradzili, abym powtórzyła testy. Zrobiłam to i jak się okazało, córka nie była spokrewniona nawet ze mną. Byłam przerażona, mój ex i ja pojechaliśmy do innego ośrodka, gdzie wszystko się potwierdziło. Szczerze mówiąc, nie od razu zrozumieliśmy, co i dlaczego. Wróciliśmy do domu w milczeniu i długo nie mogliśmy się uspokoić. Oboje martwiliśmy się o jedno – gdzie jest nasza własna córka. Skąd wzięło się u nas cudze dziecko?
Po wielu próbach znaleźliśmy naszą córkę w odległej wiosce. Kobieta, która się nią opiekowała miała ośmioro innych dzieci i sama była jak dziecko. Od razu rozpoznaliśmy naszą córkę – kopię jej ojca.
– Nie wiesz jak to się stało? – mówiła mi ta kobieta. – Moja córka płakała i płakała, a Twoja była spokojna. W domu miałam jeszcze inne dzieci, więc potrzebowałam grzecznego dziecka.
I wtedy zrozumiałam, kiedy to się stało. Moja córka nie przyszła na świat naturalnie. Mój mąż był wtedy w podróży służbowej, a ja spałam jeszcze trzy dni po porodzie i nie mogłam wstać z łóżka, nie rozumiejąc, gdzie jestem.
Teraz mamy dwie córki: Olę i Martusię. Nie powiem, że wszystko jest proste i piękne, ale staramy się udowodnić Oli, że ją kochamy i że jest naszym dzieckiem. A Martę uczymy podstawowych zasad higieny i umiejętności odpowiedniej komunikacji.



