Marysia dostała pracę w prestiżowej firmie. Jest bardzo towarzyska, przyjazna i inteligentna. Wiadomo było o niej tylko, że jest mężatką, a jej syn jest w drugiej klasie. Mężczyzna jest odnoszącym sukcesy biznesmenem. Mąż zawsze odprowadzał żonę do pracy, przywoził ją i zabierał swoim samochodem. Chodziła jak księżniczka — z szerokim uśmiechem. Odmawiała smakołyków. Zjadała tylko to, co przyniosła i piła herbatę z biszkoptami. Pewnego dnia, podszedł do niej wsółpracownik i powiedział, że szef ma urodziny i zbierają pieniądze. Marysia zapytała, po ile sie składają. Pracownik powiedział, że po 50zł i są zbierane w gotówce. Marysia uprzejmie odpowiedziała, że dała wynagrodzenie mężowi i zapyta go, czy może się dołożyć.
Pracownicy byli zaskoczeni. Czy ona oddaje całą pensję mężowi?
Marysia zadzwoniła do męża i poprosiła, aby przekazał jej 50zł w gotówce. Kobiety z działu, nie kryły ciekawości. Jako pierwsza zabrała głos najmłodsza z nich:
– Nie żyjemy w epoce kamienia łupanego. Mąż i żona są równi, sama musisz zarządzać swoimi pieniędzmi, a nie mąż.
Marysia chwilę milczała, a potem powiedziała:
– Powiem Ci, dlaczego jest to tak powszechne w naszej rodzinie. Kiedy się pobraliśmy, był odnoszącym sukcesy biznesmenem. Mieszkaliśmy w oddzielnym mieszkaniu. Potem studiowałam na Uniwersytecie, byłam kapryśna.
Mój mąż pracował, a ja wydawałam pieniądze na ubrania i drogie kosmetyki. Ale nastały ciężkie czasy, mężczyzna stracił pracę. W tym samym czasie zaszłam w ciążę. Nie mieliśmy pieniędzy, prawie głodowaliśmy. Pewnego dnia, weszłam do łazienki i zobaczyłam tam moje kosmetyki. Sprawdziłam, ile jest niepotrzebnych rzeczy, nawet nieużywanych. Zrozumiałam swój błąd. A mój mąż zawsze kupował tylko to, czego potrzebuje i nic więcej. Od tego dnia zdecydowałam, że tylko on powinien zarządzać budżetem rodzinnym. Teraz mamy się dobrze. Ma dobrze płatną pracę i nie muszę o nic prosić. A w domu nie ma niepotrzebnych rzeczy. To jest świetny mąż dziewczyny.



