Mój mąż pochodzi z wielodzietnej rodziny, w której jest sześcioro synów i jedna córka. Ojciec mojego męża bardzo chciał córkę, dlatego starali się o kolejne dzieci, dopóki ich marzenie się nie spełniło. Dla mnie to bardzo dziwne podejście do życia, bo najpierw trzeba mieć warunki, by posiadać tyle dzieci. No, ale co ja tam wiem.
Kiedy brałam ślub z Andrzejem, to uważałam się za szczęściarę, bo mój mąż wydawał być się po prostu ideałem. Zaradny, spokojny i do tego gospodarny. Od dziecka nauczony był ciężkiej pracy i odpowiedzialności za resztę członków rodziny. Jedyne co mnie lekko martwiło to jego przywiązanie do matki i siostry. Teściowa była zapatrzona w córkę jak w obrazek i jej dobro zawsze było dla nich najważniejsze.
W momencie, gdy się poznaliśmy z Andrzejem, jego siostra Iga miała jedenaście lat. Na początku lubiłam tę dziewczynę, ale im była starsza, tym gorzej się zachowywała. Kiedy miała szesnaście lat, zaczęła się zadawać z podejrzanym towarzystwem i już w ogóle przestała się uczyć. Teściowa potrafiła zadzwonić do nas o drugiej w nocy i prosić Andrzeja o pomoc, gdy na przykład Iga wracała do domu pijana i zaczynała się awanturować. Mąż był na każde skinienie matki i siostry.
Jak stracić wszystkie oszczędności i przyjaciela za jednym zamachem
Żyłam nadzieją, że kiedy Iga dorośnie i znajdzie sobie jakiegoś faceta, to ustatkuje się i porzuci dotychczasowe życie. Kiedy w końcu rzeczywiście znalazła sobie narzeczonego, okazało się, że według zasady, którą wymyślili teściowie, wszyscy bracia mieli złożyć się na organizację ślubu Igi. Oczywiście po ślubie młoda para zamieszkała z teściową, bo nie mieli pieniędzy ani by cokolwiek kupić, ani nawet wynająć.
Po jakimś czasie teściowa doszła do wniosku, że nie może się dogadać ze swoim zięciem i wpadła na „genialny” pomysł. Postanowiła wprowadzić się do nas, a swoje mieszkanie zostawić córce i jego zięciowi. Nasze mieszkanie należy tylko do mnie, bo kupiłam je na długo przed ślubem za pieniądze, które długo oszczędzałam. Mąż nie włożył ani grosza w to mieszkanie, więc miałam nadzieję, że jednak nie przystanie na pomysł swojej matki. Ku mojemu zdziwieniu on zareagował na tę myśl bardzo entuzjastycznie. Uważa, że gdy teściowa się do nas wprowadzi, to pomoże nam w codziennych obowiązkach domowych.
Moja “cudowna” teściowa uważa, że Andrzej jako najstarszy syn jest zobowiązany do tego, by przyjąć ją do siebie. Nasze mieszkanie składa się z trzech pokoi i chociaż jest w nim miejsce, to nie mam ochoty na każdym kroku natykać się na matkę męża.
Jak wytłumaczyć mężowi, że mieszkanie z jego matką pod jednym dachem będzie dla mnie bardzo niekomfortowe? Kocham męża i nie mam zamiaru się z nim rozstawać, jednak nie chcę się zgodzić na ten pomysł, a on nie jest w stanie zrozumieć dlaczego.



