Mamo, uśmiechnij się Arina nie lubiła, gdy do ich domu przychodziły sąsiadki i prosiły mamę, by zaś…

Mama, uśmiechnij się

Justynka nie przepada, gdy do ich domu przychodzą sąsiadki i proszą mamę, żeby coś zaśpiewała.

Haniu, zaśpiewaj, masz taki piękny głos, a jak fajnie tańczysz mama zaczyna śpiewać, sąsiadki jej wtórują, czasem nawet wszystkie razem tańczą na podwórku.

W tym czasie Justynka mieszka z rodzicami na wsi, w swoim domu, poza nią jest jeszcze młodszy brat, Staś. Mama jest pogodna i otwarta, gdy sąsiadki wychodzą, mówi:

Wpadnijcie następnym razem, fajnie było, miło spędziłyśmy czas tamte obiecują, że przyjdą.

Justynki zawsze wstydzi to, że mama śpiewa i tańczy, nawet sama nie wie dlaczego. Jest wtedy w piątej klasie i pewnego dnia przyznaje:

Mamo, nie śpiewaj i nie tańcz, proszę… Wstydzę się naprawdę nie rozumie nawet sama siebie, skąd te uczucia.

Nawet dziś, będąc dorosłą i mając własne dzieci, nie potrafi tego wyjaśnić. A Hanna odpowiedziała wtedy:

Justynko, nie wstydź się, gdy śpiewam, ciesz się. Przecież nie zawsze będę mogła śpiewać i tańczyć, teraz jestem jeszcze młoda

Justynka oczywiście wtedy nie zastanawiała się nad tym i nie rozumiała, że w życiu nie zawsze jest wesoło.

Kiedy córka była w szóstej klasie, a brat w drugiej, ojciec ich zostawił. Spakował rzeczy i wyszedł na zawsze. Justynka nie wiedziała, co dokładnie zaszło między rodzicami. Dopiero będąc nastolatką, zapytała:

Mamo, czemu tata od nas odszedł?

Dowiesz się, jak dorośniesz odpowiedziała mama.

Hanna jeszcze wtedy nie umiała powiedzieć córce, że przyłapała męża (Pawła) w ich domu z inną kobietą, Weroniką, która mieszkała niedaleko. Justynka i Staś byli wtedy w szkole, a ona wróciła z pracy wcześniej, bo zapomniała portmonetki z pieniędzmi.

Drzwi nie były zamknięte zdziwiła się, bo mąż powinien być w pracy, przecież to dopiero jedenasta rano. Weszła i zobaczyła drastyczną scenę w sypialni. Zaskoczyła ich, a Paweł i Weronika tylko się dziwili, jakby nic się nie stało

Wieczorem, gdy mąż wrócił do domu, wybuchła awantura, dzieci bawiły się wtedy na podwórku i nic nie słyszały.

Zbieraj rzeczy, spakowałam ci torbę, wynoś się. Nigdy ci nie wybaczę zdrady.

Paweł wiedział, że żona mu nie wybaczy, ale próbował jeszcze coś tłumaczyć.

Haniu, to był błąd… Może uda się zapomnieć? Mamy dzieci…

Powiedziałam wyjdź to były jej ostatnie słowa, wyszła wtedy na dwór.

Paweł zabrał rzeczy i wyszedł, a Hanna stała za rogiem domu, bo nie chciała już więcej patrzeć na męża. Zdrada bolała ją zbyt mocno.

Jakoś damy radę, przeżyję z dziećmi myśli i płacze. Nie wybaczę mu…

I nie wybaczyła. Została sama z dwójką dzieci. Wiedziała, że będzie ciężko, lecz jak bardzo przekonała się dopiero później. Musiała pracować na dwa etaty. W dzień sprzątała w szkole, a nocami pracowała w piekarni. Chronicznie niewyspana, uśmiech zniknął z jej twarzy.

Chociaż ojciec odszedł, Justynka i Staś widywali się z nim mieszkał tylko cztery domy dalej. U Weroniki był syn w wieku Stasia, chodzili nawet do jednej klasy. Hanna nie zabraniała dzieciom kontaktu z ojcem, mogli przychodzić do niego w odwiedziny. Grali razem u niego lub na podwórku, ale na obiad zawsze wracali do domu. Weronika ich nie karmiła i nie okazywała ciepła mogli co najwyżej się pobawić.

Czasem syn Weroniki przychodził z Justynką i Stasiem do ich domu, wtedy sąsiedzi patrzyli zaskoczeni. Hanna zawsze karmiła wszystkich, nawet pasierba męża. Justynka nigdy później już nie widziała uśmiechu mamy. Była dobra, troskliwa, ale zamknęła się w sobie.

Justynka wracała nieraz ze szkoły, bardzo chciała z mamą porozmawiać, dlatego opowiadała o szkole, co się działo na lekcjach.

Mamo, wyobraź sobie, Jarek przyniósł dziś kota do klasy, a ten cały czas miauczał. Nasza wychowawczyni nie mogła dojść, skąd ten hałas, nawet nakrzyczała na Jarka, myśląc, że to on. W końcu powiedzieliśmy jej, że w torbie ma kota wtedy wyrzuciła Jarka z lekcji i kazała przyprowadzić mamę.

Tak Rozumiem tylko tyle mówiła mama.

Justynka widziała, że nic nie cieszy mamę. A w nocy słyszała, jak długo płacze, stojąc przy oknie i patrząc w jeden punkt. Dopiero jako dorosła zrozumiała:

Mama była zwyczajnie zmęczona, przecież nie spała, pracowała na dwóch etatach i pewnie miała braki witamin. Zawsze się starała dla mnie i Stasia. Byliśmy zawsze porządnie ubrani, nasze rzeczy były czyste i odprasowane często do tego wracam pamięcią wspomina córka.

Wtedy prosiła:

Mamo, uśmiechnij się, tak dawno już nie widziałam twojego uśmiechu…

Hanna kochała swoje dzieci, chociaż nie lubiła ich przesadnie przytulać. Czasem je chwaliła, że dobrze się uczą i że nie sprawiają problemów. Zawsze gotowała dla nich pyszne domowe obiady, a w domu panował porządek.

Justynka czuła miłość mamy, gdy ta jej zaplatała warkocze. Mama gładziła ją wtedy po głowie, smutna, z opuszczonymi ramionami. Hani wcześnie zaczęły wypadać zęby, które musiała usuwać, ale nie zakładała nowych.

Po skończeniu szkoły Justynka nie myślała o studiach, nie chciała zostawiać mamy samej, wiedziała, że nauka kosztuje sporo złotych. Zatrudniła się w sklepie spożywczym niedaleko domu. Chciała pomóc mamie Staś szybko rósł i stale potrzebował nowych ubrań i butów.

Pewnego dnia do sklepu przyszedł Michał nie był stąd, pochodził z sąsiedniej wsi.

Jak masz na imię, piękna? zagadnął uśmiechając się. Nowa tutaj jesteś? Nie widziałem cię wcześniej, a czasem przejeżdżam przez waszą wieś.

Justyna. I ja pana nie kojarzę.

Jestem z wioski, osiem kilometrów stąd. Michał jestem.

Tak się poznali. Michał zaczął często przyjeżdżać po Justynę samochodem, odbierał ją po pracy, spacerowali lub rozmawiali w aucie. Zabrał ją raz do siebie na wieś mieszkał z mamą, która była bardzo chora. Żona odeszła, wyjechała do miasta z córką, bo nie chciała zajmować się teściową.

U Michała gospodarstwo duże, dom zadbany. Na stole zawsze śmietana, mięso, cukierki. Spodobało się Justynie u niego. Mama Michała leżała w swoim pokoju.

Justyna, a może pobierzemy się? zapytał pewnego dnia Michał. Bardzo mi się podobasz, ale od razu mówię trzeba się opiekować moją mamą, lecz ja też pomogę.

Justyna się ucieszyła, ale nie dała po sobie poznać. Opieka nad chorą nie była dla niej problemem. Michał czekał z napięciem.

Może to i dobry pomysł, przynajmniej będę zawsze mieć śmietanę i mięso pomyślała, a na głos odpowiedziała: Dobrze, zgadzam się Michał od razu ucieszony.

Justynko, kocham cię, jestem bardzo szczęśliwy Myślałem, że taka młoda dziewczyna nie będzie chciała być ze mną, starszym i po przejściach. Obiecuję, że nigdy cię nie skrzywdzę, będziemy szczęśliwi.

Po ślubie Justyna przeprowadziła się do Michała na wieś. Szczerze mówiąc, już jej nie zależało na życiu w domu rodzinnym. Staś urósł, uczy się w technikum samochodowym w powiatowym mieście, na weekendy wraca do domu.

Czas płynął. Justyna naprawdę jest szczęśliwa z mężem. Mają już dwóch synów, urodzili się jeden po drugim. Nie pracuje, bo dom pełen obowiązków: dzieci, gospodarstwo, a teściowa zmarła dwa lata po ślubie. Michał większość prac gospodarczych bierze na siebie.

Kochanie, nie noś tyle ciężkich wiader, ja sam przyniosę. Twoje zadanie to wydoić krowę, nakarmić kury i kaczki, świnkami ja się zajmę.

Justyna wie, że mąż ją kocha i bardzo troszczy się o nią i dzieci. Choć w jej domu nie było dużego gospodarstwa, ze wszystkim daje sobie radę. Michał to dobry i hojny mąż.

Justyna, zawieźmy mamie trochę mięsa, śmietany, mleka. Ona musi wszystko kupować, a u nas wszystko domowe.

Hanna przyjmuje wszystko z wdzięcznością, ale uśmiechu na jej twarzy nadal nie widać. Nawet z wnukami jest poważna i zamyślona. Jeżdżą do niej często, Justyna bardzo jej żałuje i nie wie, co zrobić, by mama znów poczuła radość.

Justynko, może pójdź do księdza na parafię, może coś doradzi zasugerował Michał, a Justyna bardzo się tej myśli uchwyciła.

Ksiądz obiecał modlić się za Hannę i powiedział:

Proś Boga, żeby twoja mama spotkała na swojej drodze dobrego człowieka Justyna modli się i prosi o to Boga.

Pewnego razu Hanna poprosiła córkę:

Córciu, pożyczysz mi trochę pieniędzy? Chcę wstawić sobie zęby, ale brakuje mi części kwoty.

Mamusiu, ja ci to wszystko chętnie zapłacę Justyna była zadowolona, ale wiedziała, że mama nie przyjmie wszystkiego za darmo.

Dorowała jej potrzebną kwotę, ale Hanna od razu obiecała oddać dług. Minęło trochę czasu, Justyna nie odwiedzała mamy, ale często dzwoniły do siebie. Michał miał własne sprawy, pomagał wujkowi Janowi, który zdecydował się przeprowadzić z miasta na wieś. Nie ułożyło mu się z żoną, dzieci wyrosły, a żona go wyrzuciła. Michał pomagał wujkowi załatwić formalności, kupiono dobry dom niedaleko ich wsi.

Michał czasem wpadał do wujka, Justyna kilka razy była z nim. Aż pewnego dnia Michał wrócił i mówi:

Wiesz co? Chyba wujek Jan zamierza się ożenić. Ostatnio podsłuchałem rozmowę przez telefon…

I bardzo dobrze poparła Justyna. Młody facet z niego, nie będzie przecież sam siedział, a dom porządny, gospodyni potrzebna.

Wkrótce przyszedł sam Jan.

Chciałbym was zaprosić do siebie. Spotkałem swoją pierwszą miłość, razem chodziliśmy do szkoły. Jutro ją przeprowadzam do siebie, za dwa dni wpadajcie.

Dwa dni później Michał z Justyną z prezentami udali się w gości do Jana. Kiedy Justyna weszła do domu, aż oniemiała z zaskoczenia. Przed nią stała jej mama Hanna, zawstydzona, ale z szerokim uśmiechem. Piękniała, wyraźnie się zmieniła.

Mamo! Ależ się cieszę… czemu nam nic nie mówiłaś?

Nie chciałam zapeszać, bałam się, że nic z tego nie wyjdzie, po co was martwić.

Wujku Janie, a pan czemu milczał?

Bałem się, że Hanna się rozmyśli… A teraz jesteśmy naprawdę szczęśliwi.

Michał i Justyna bardzo cieszą się, że Hanna i Jan się odnaleźli. Mama teraz promienieje i ciągle się uśmiecha.

Dziękuję za przeczytanie, za subskrypcję i wsparcie. Wszystkiego dobrego!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × jeden =

Mamo, uśmiechnij się Arina nie lubiła, gdy do ich domu przychodziły sąsiadki i prosiły mamę, by zaś…