Moi rodzice nie są jakimiś bogatymi ludźmi, za to są dosyć oszczędni, dlatego nigdy nie byli w jakiejś kryzysowej sytuacji. Ojciec, kiedy był jeszcze młody, często wyjeżdżał na różnego rodzaju kontrakty za granicę: do Niemiec, Włoch czy Hiszpanii. Dzięki temu udało im się kupić przestronne, trzypokojowe mieszkanie tuż po remoncie. Następnie rodzice postanowili kupić mi kawalerkę.
Kiedy się ożeniłem, żona od razu wprowadziła się do mnie. Razem zrobiliśmy generalny remont w kawalerce i bardzo cieszyliśmy się z tego co mieliśmy, bo zdawaliśmy sobie sprawę, że ludzie w naszym wieku często nie mają swojego własnego lokum. Trochę jednak byłem zaskoczony tym, że teściowie nie interesują się zbytnio naszym życiem. W niczym nam nie pomagali, nie pytali, czy czegoś potrzebujemy. Z drugiej zaś strony uznałem, że w sumie i tak dosyć rzadko się widujemy, więc lepiej nie poruszać tego tematu, aby nie wywołać awantury. Pomyślałem, że to może i lepiej, i że będzie dobrze, jeśli w ogóle nie będą się do nas wtrącać.
Wszystko zmieniło się sześć lat temu, kiedy mój tata zmarł i mama została sama. Wtedy teściowie powiedzieli coś, co mnie dosyć zaniepokoiło. Stwierdzili, że skoro mama została sama, to powinna dać nam swoje mieszkanie, bo jest znacznie większe od tego naszego, a jej teraz nie są już potrzebne jakieś wygody, skoro i tak jest sama. Teściowie rozmawiali ze mną o tym i prosili, żebym namówił matkę na zamianę mieszkań. Ona była temu przeciwna, bo to jej mieszkanie, które zresztą wyremontowała. Powiedziała też, że przecież z ojcem kupili mi mieszkanie, mam gdzie żyć, więc nie jest mi nic winna.
– Kupiliśmy synowi kawalerkę, więc jeśli z żoną chcą większego mieszkania, to niech ją sprzedadzą, a Wy dołóżcie resztę pieniędzy i wtedy kupią sobie coś większego – powiedziła mama do moich teściów.
Niestety, teściowie oczywiście nie mieli pieniędzy, więc nie mogli nam pomóc. Z drugiej strony jestem wręcz pewien, że nawet gdyby mieli te pieniądze, to nic by nam nie dali, bo po prostu tacy już są. Chcieliby dobrze ustawić swoją córkę, ale kosztem kogoś innego. Ja oczywiście stanąłem w obronie mamy i powiedziałem, że nie zamierzam namawiać jej na żadną wymianę, bo to mieszkanie rodziców, więc ona ma prawo rozporządzać nim tak, jak tylko chce. Żona niestety broni swoich rodziców i nawet postawiła mi ultimatum, że albo zamienimy się mieszkaniami, albo rozwód.
Co teraz? Co mam zrobić? Jestem skołowany. Jestem po stronie mamy, ale kocham żonę i nie chcę rozwodu…

