List do Świętego Mikołaja, czyli jak przypadkiem znalezione dziecięce marzenie odmieniło święta pewn…

List

Dawid wraca teraz z pracy, pod butami miło skrzypi śnieg, a w pamięci ożywają wspomnienia dzieciństwa. Zjeżdżanie z górki na teczce, bitwy na śnieżki, lizanie sopli to były złote czasy…

Nagle słyszy dziecięcy płacz. Rozgląda się i dostrzega na ławce chłopca w brązowym płaszczu i szarej czapce. Dzieciak płacze głośno, rozmazując łzy na policzkach.

Dawid podchodzi do niego.
Chłopcze, zgubiłeś się? Czemu płaczesz?
Zgubiłem list… Miałem go w kieszeni, patrzę nie ma, i znów zaczyna szlochać.
Nie płacz, pomogę Ci znaleźć. Co to za list? Mama kazała zanieść na pocztę?
Sam napisałem. Do Świętego Mikołaja… Mama nie wie…
Oj, bieda… Ale wiesz co, możesz napisać jeszcze raz…
Ale on już nie zdąży dojść…
Słuchaj, biegnij prosto do domu, bo już ciemno, a ja poszukam Twojego listu. Umowa stoi?
Dobrze… Ale naprawdę, jeśli go Pan znajdzie, wyśle Pan na pewno?
Obiecuję! Wiem, że Święty Mikołaj wie o wszystkim, co piszą dzieci. Nawet jeśli nie znajdę, i tak na pewno o Tobie pamięta…
Chłopiec otarł twarz rękawem i pobiegł.

Dawid uśmiecha się, wspominając czasy, gdy znajdował pod choinką prezenty. Myślał, że to Święty Mikołaj przeczytał jego list i przyniósł prezent. Jak dawno to było…

Niedługo jego synek też będzie pisać listy, ale póki co ma dopiero cztery lata i jeszcze nie umie…

Dawid rusza dalej, rozglądając się dokładnie pod nogi, ale nie widzi niczego. Szkoda chłopca, musiał tam o coś bardzo prosić, coś mieć nadzieję…

Wtem zauważa róg koperty wystający z zasp śniegu. Wyciąga ją ostrożnie. To ten list!

Papier już lekko wilgotny. Dawid chowa delikatnie list do torby, żeby nie uszkodzić.

W domu żona Wioletta gotuje kolację, a synek Maksym bawi się samochodzikami. Dawid kocha swoją rodzinę i zawsze wraca do ciepłego mieszkania z radością.

Wiolettko, wyobraź sobie, idę sobie, a na ławce siedzi chłopiec, osiem lat może, ryczy rzewnie. List do Świętego Mikołaja zgubił. A ja znalazłem! Chodź, zobaczymy, co tam…
Dawid wyciąga z torby kopertę. Dziecięcym pismem napisane: Do Świętego Mikołaja, od Olka Nowickiego.

Otworzymy? Zobaczymy, co napisał?
No chodź, przecież i tak ten list by nigdzie nie doszedł…
Dawid ostrożnie rozrywa kopertę i wyjmuje złożony w kratkę zeszytowy papier. Zaczyna głośno czytać:

„Drogi Święty Mikołaju! Pisze do Ciebie Olek Nowicki, mieszkam na ulicy Kościuszki 97. Mam dziewięć lat, chodzę do trzeciej klasy. Uwielbiam grać w piłkę nożną i biegać z kolegami.

Mieszkam z mamą Elżbietą i babcią Jadwigą. Niedawno przeprowadziliśmy się do małego, starego domku, który dobrzy ludzie pozwolili nam zamieszkać.

Wcześniej mieszkaliśmy z tatą w innym mieście. Tata pił wódkę i bił mamę. Często i mnie się dostało. Mama z babcią Jadwigą to mama taty ciągle płakały, a ja razem z nimi. Źle nam było z tatą. Uciekłyśmy i zabrałyśmy babcię ze sobą.

Święty Mikołaju, chciałbym Cię prosić, żebyś pomógł mamie znaleźć nową pracę. Sprząta szkołę, ale nie powinna się schylać, bo bardzo ją boli kręgosłup. I jeszcze podaruj, proszę, mamie nową sukienkę, bo jej stara już się popruła. Mama jest wysoka, szczupła i bardzo ładna!

Dla babci przynieś, proszę, lekarstwa na stawy, bardzo bolą ją kolana i ciężko jej chodzić, choć nie jest jeszcze stara. Babcia marzy o ciepłym szlafroku, bo ciągle jej zimno. Jest niska i drobna.

A ja marzę o pięknej choince z lampkami i kolorowymi ozdobami. Dawniej mama stawiała choinkę i zawsze był świąteczny nastrój. Dopóki tata nie wypił i nie przewrócił choinki…

Czekam na Ciebie, drogi Święty Mikołaju.
Olek Nowicki.”

Dawid kończy czytać i spogląda na żonę. W oczach Wioletty pojawiają się łzy.
Boże, jakie to wzruszające… Biedny chłopiec… Uciekli od pijaka, a teraz na nic pieniędzy nie mają… Takich jasnych i dobrych próśb teraz już się nie spotyka, dzieci rzadko proszą o coś dla innych. A on dla siebie tylko choinkę…

Widać tatuś dał im się we znaki… Żona nawet teściową zabrała, nie zostawiła. Muszą być naprawdę dobrzy ludzie. Wiolu, a może spełnimy marzenie Olka? Co myślisz?

To byłoby piękne, Dawid. Przecież wiesz, w jakiej ja rodzinie dorastałam, ojciec pijany nas straszył, ileśmy przeszły… Szkoda, że moja mama nie miała tyle odwagi, by odejść. Dopiero jak ojciec zmarł, odetchnęłyśmy…

Wiesz, u mnie w firmie szukają recepcjonistki, mogę zaproponować to miejsce tej Elżbiecie. Pensja dobra, nie trzeba sprzątać przypomina sobie Dawid.
Poprosimy u znajomych Kowalskich kostiumy Mikołaja i Śnieżynki i odwiedzimy Olka u niego w domu! Niech dziecko uwierzy w cuda… Zróbmy im święta!

Kupię babci tabletki na stawy, takie jak zalecił lekarz mojej mamie, pewnie będą podobne. I jeszcze ciepły szlafrok dla babci, dla mamy sukienkę jest mniej więcej mojej postury, więc łatwo będzie wybrać coś ładnego, a teraz są wyprzedaże przed Bożym Narodzeniem.

Na prezenty nas stać. Dawid, warto zrobić coś dobrego, prawda?
Jasne! Jesteś niesamowicie dobra, Wiolu…

Dawid przytula żonę. Jaka to radość, kiedy dzielą ze sobą jedne myśli i w rodzinie panuje zrozumienie.

Nazajutrz Wioletta kupuje prostą, ale śliczną ciemnozieloną sukienkę, różowy, puszysty szlafrok, leki dla babci, cukierki, mandarynki, ozdoby na choinkę. Dawid decyduje się jeszcze na niedrogi smartfon dla Olka, bo pewnie żadnego nie ma.

Pożyczają od przyjaciół stroje Świętego Mikołaja i Śnieżynki. Dawid kupuje żywą, pachnącą, niewielką choinkę. Synka Maksa zostawiają u babci.

Pod starą, lekko przekrzywioną furtką widzą zapalone światło. Są w domu…
Dawid niesie choinkę, Wioletta wielki worek z paczkami. Po cichu podchodzą do drzwi i pukają.

Kto tam? drzwi otwiera wysoka, jasnowłosa kobieta, około trzydziestu pięciu lat, pewnie Elżbieta, mama Olka.
Zaskoczona patrzy na Mikołaja.
My nie zamawialiśmy żadnego Świętego Mikołaja… Może się państwo pomylili…

Czy tu mieszka Olek Nowicki?
Tak, to mój syn…
Mamo, kto tam? z pokoju wybiega chłopiec w dresach i swetrze.

Ojej… Święty Mikołaj!
Witaj, Olku! Dostałem Twój list i przyszliśmy tu z moją pomocnicą Śnieżynką! Przyjmiesz gości?
Mamusiu! Mikołaj dostał mój list! Ten pan znalazł go i wysłał, tak jak obiecał! Ale super! cieszy się chłopiec.

Elżbieta uśmiecha się i wpuszcza ich do domu. Z pokoju wyłania się babcia drobna, niska kobieta. Na widok choinki oczy Olka błyszczą z radości.

To dla nas ta choinka? Jaka piękna, pachnie świętami…
Tak, Olku, każdy dzieciak powinien mieć piękną choinkę. Ozdoby i lampki też tu są, udekorujcie potem razem. Mam dla Was jeszcze prezenty. Ale musisz coś powiedzieć, albo zaśpiewać. Taka tradycja u świętych mikołajów…

Dawid mówi niskim głosem, jak wedle niego powinien Mikołaj.

Olek denerwuje się i nie może sobie nic przypomnieć. Patrzy z zachwytem na Mikołaja długi czerwony strój, biała broda, czapka z futrem.

Olek, wiem, że jesteś dzielnym chłopcem, ptaszki ćwierkają, że bardzo kochasz mamę i babcię, pomagasz im, dobrze się uczysz.
Mam tu dla was prezenty, o które prosiłeś. Wyciągaj z worka…

Olek, niepewnie oto patrząc na mamę, której wzrok mówi tak, powoli zanurza rękę w worku. Wyciąga szlafrok dla babci, zapakowany z kokardką. Rozwija ostrożnie prezent.

Babciu, to dla Ciebie! Pisałem w liście!
Dla mnie? Ależ jak to… babcia zakłada szlafrok i wiąże. W sam raz!

Dziękuję, Święty Mikołaju i śliczna Śnieżynko! Jeszcze czegoś takiego nie miałam… kobieta wzruszona ociera łzę.
Dalej Olek wręcza mamie sukienkę, babci tabletki. Wzruszone kobiety patrzą na paczki z niedowierzaniem…

Na koniec Olek wyciąga wielką torbę pełną cukierków i mandarynek. Na wierzchu pudełko z nowym telefonem.
To dla mnie? Telefon? Mój własny? Super… Święty Mikołaju, dziękuję Ci bardzo! Wierzyłem, że istniejesz… I nie zawiodłeś! z łzami szczęścia krzyczy chłopiec.

Dużo zdrowia i szczęścia Waszej rodzinie! A my musimy już wracać…
Dawid i Wioletta zbierają pusty worek i szykują się do wyjścia. Olek ogląda telefon z przejęciem.

W korytarzu pojawia się mama z babcią.

Powiedzcie, kim jesteście? Skąd znacie Olka?
Znalazłem jego list i razem z żoną postanowiliśmy sprawić mu radość. Prosto z serca. Macie wspaniałego syna.
Oto list Olka i moja wizytówka, proszę zadzwonić, mamy w firmie wolny etat recepcjonistki, bardzo pani pasuje. Może Panią to zainteresuje.

Dziękuję serdecznie… To było tak niespodziewane… Olek szczęśliwy jak nigdy, naprawdę czekał na cud, a wy go spełniliście…
Dawid i Wioletta wracają do domu w milczeniu, pełni szczęścia, że mogli podarować prawdziwe święta temu chłopcu i jego bliskim.

Często dawanie prezentów sprawia więcej radości niż ich otrzymywanie zwłaszcza gdy widzi się w oczach dziecka tę szczerą, nieudawaną radość.

Nie żałują pieniędzy wydanych na paczki. Pieniądze można jeszcze zarobić, ale takich emocji nie kupi się za żadne złotówki…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden + 7 =

List do Świętego Mikołaja, czyli jak przypadkiem znalezione dziecięce marzenie odmieniło święta pewn…