— Chociaż komuś się przydałaś.
— Mój syn cię nie potrzebuje, złamie ci życie.
— To nieprawda, Zofio Tadeuszowno! Dlaczego tak mówisz o Krzysiu? To przecież twoje jedyne dziecko!
— Właśnie dlatego cię ostrzegam. Znam go zbyt dobrze, by wątpić w swoje słowa.
Zofia Tadeuszowna powoli wyszła z kuchni, a Ola została siedząc przy stole w swojej nowej wieczorowej sukience. Założyła ją specjalnie, przyszła do sąsiadki, by pochwalić się zakupem, w którym chciała oczarować Krzyśka.
Od lat kochała się w synu swojej sąsiadki. Uczucie zrodziło się w niej, gdy była jeszcze małą, naiwną dziewczynką, ale – jak się okazało – zdolną do głębokiego przywiązkania.
Krzyś był od Oli o siedem lat starszy. On miał siedemnaście, a ona dziesięć, gdy się pierwszy raz spotkali. Ola z rodzicami przeprowadziła się do Mrokowa z sąsiedniej wsi, gdzie ojciec stracił pracę, a Zofia Tadeuszowna od lat mieszkała tam sama, wychowując syna.
— Bardzo porządna rodzina — powiedziała wieczorem matka Oli, wracając od Zofii.
Choć sąsiadka była starsza od matki Oli o piętnaście lat, między kobietami zawiązała się przyjaźń, a Ola i Krzyś zaczęli się częściej widywać.
Rok później Krzyś wyjechał na studia do Krakowa, a Ola została z rodzicami, nie zapominając o nim i regularnie odwiedzając Zofię Tadeuszownę.
Tuż po studiach Krzyś się ożenił, co było ciosem dla zakochanej w nim Oli. Do końca nie chciała uwierzyć, że Krzyś znalazł prawdziwą miłość. Była przekonana, że małżeństwo to coś na zawsze. Jej rodzice byli razem niemal dwadzieścia lat, dziadkowie też żyli razem do śmierci, nawet Zofia Tadeuszowna opowiadała, że z ojcem Krzyśka była w związku aż do jego zaginięcia bez wieści w strefie konfliktu.
— Nawet mnie nie przedstawił swojej żonie — poskarżyła się Zofia Tadeuszowna, odwiedzając rodziców Oli. — Jakaś miejska dziewczyna, zadufana w sobie.
— To jedź sama do nich do miasta — poradziła matka Oli. — Poznaj synową, zobacz, jak syn żyje.
Zofia Tadeuszowna tylko machnęła ręką:
— Po co? Jeśli Krzysiek nie zaprosił mnie na ślub, to znaczy, że tak trzeba. Nie muszę znać jego żony. Nie pojadę.
Oli żal było Zofię Tadeuszownę, ale najbardziej bolało ją, że Krzyś nigdy nie wróci do Mrokowa. Ale minął nieco ponad rok od jego ślubu, i Krzyś wrócił do wsi ze skromnym dobytkiem.
— Syn Zofii wrócił — powiedziała Oli matka, wracając z pracy.
Dziewczyna zerwała się z miejsca, wybiegła, omal nie przeOla wybiegła na podwórko i zobaczyła Krzyśka, który właśnie zapalał papierosa, a gdy ją ujrzał, uśmiechnął się lekko i powiedział: „No, Oluś, jak leci?”



