Kolorowe Skarpetki Szczęścia

Skarpetki

Mój słodziaku! Ty mój kochany! Boże, dlaczego te małe dzieci są takie urocze, no dlaczego? Maryla poklepywała wnuka, z dumą prezentując się przed kamerą.

Pół roku małego Jasia świętowaliśmy hucznie. Animatorzy, baloniki, wielki, piękny tort. Babcia z dziadkiem naprawdę się postarali. Aneta nie była wielką fanką tego pomysłu. Oczywiście, było jej miło, że rodzice chcą sprawić przyjemność jej i dziecku, ale jak za dawnych lat, hałas szybko ją zmęczył. Jaś chyba ma to po mnie już po pół godzinie rozryczał się na dobre i wzięłam go do domu. Zamknęłam szczelnie okna, usiadłam z nim w fotelu i po chwili już spał.

Zmęczyłeś się, kochanie. Za wcześnie na takie imprezy.

Mama weszła do dziecięcego pokoju, niosąc z przedpokoju swój prezent.

Śpi?

Udało się go uśpić. Mamo, mówiłam Ci, że on jest za mały na takie zabawy.

Nic mu nie będzie, niech się przyzwyczaja. Córuś, możemy sobie pozwolić na to, by wyprawić takie urodziny ukochanemu wnusiowi! Tyle czasu na niego czekaliśmy! Zobacz, co mu kupiłam! Cuda!

Szeleszczący papier przebudził Jasia i zaczął się kręcić.

Mamo, później Wstałam i zaczęłam krążyć po pokoju, bujając synka.

No proszę! Tyle myślałam, wybierałam prezent, a Ciebie to nie obchodzi! Mama z urazą odstawiła pudełko.

To nie tak, bardzo mnie obchodzi! Jestem pewna, że jest śliczny. Próbowałam się uśmiechnąć. Przynieś mi, proszę, coś do picia, bardzo chce mi się pić, a tu nie mam…

Odłóż dziecko i zejdź na dół.

Obudzi się.

I co z tego? Chodźcie na imprezę!

Mamo, jeśli się obudzi, będzie płakał i krzyczał godzinami. Nie widzisz?

Anetko, dziecko trzeba wychowywać od najmłodszych lat. Co to znaczy będzie krzyczeć? Wychowane dzieci nie krzyczą!

Drgnęłam tylko, ale taneczny krok w rytmie usypiania synka był we mnie głęboko zakorzeniony. Grzeczne dzieci nie robią tego, co się nie podoba dorosłym. A dobrze wychowane dziewczynki muszą być doskonałe. Plecy prosto, broda w górę, pierwsza pozycja! Bez żadnych sprzeciwów!

Idę do gości. Ty połóż dziecko i schodź. To niegrzeczne goście bez gospodyni.

Zastąp mnie, mamo, proszę.

Mama wyszła. Usiadłam z powrotem w fotelu, tuląc do siebie Jasia. Ile musiałam przejść, by pojawił się na świecie…

Wychowałam się w bardzo porządnej rodzinie. Dziadek profesor, babcia ordynator w znanym szpitalu. Tata z powołania został lekarzem. Nigdy nie rozumiałam, jak tak inteligentny, pewny siebie człowiek stał się plasteliną w rękach mojej mamy. Mama nie miała nic wspólnego z nauką. Ledwie skończyła studia, dyplom schowała głęboko na półce i zajęła się szukaniem… męża. Albo raczej babcia szukała męża dla córki, bo Maryla umiała sobie radzić. Rodzice poznali się na jubileuszu, a potem już szybki ślub, prezent od rodziców w postaci mieszkania Dwa lata później pojawiłam się ja, a babcia przejęła władzę. Wybierała mi nianię, kursy, przekonana, co dobre dla dziewczynki: dwa języki, szkoła baletowa, prywatny nauczyciel muzyki.

W dziecku wszystko musi być piękne!

Każdy weekend muzea, teatry, zawsze pod okiem surowej babci. Rodzice byli nieobecni: tata dużo pracował, mama wpadała tylko dać całusa i leciała na kolejne spotkania.

Starania babci zadziałały: dostałam się najpierw do szkoły baletowej, potem do znanego teatru. Kariera się rozwijała, aż poznałam przyszłego męża. Mateusz nikomu nie przypadł do gustu, poza moim tatą.

Boże, mezalians! Babcia leżała na kanapie z palcami przy skroniach. Dziewczynko, zastanów się! Co będziesz robić z tym prostakiem? On nawet nie umie się wysłowić!

Babciu, przy Tobie mało kto umie coś powiedzieć. Siedziałam skulona w fotelu, co w innych okolicznościach groziłoby srogą reprymendą, ale babcia miała co innego na głowie.

Co sugerujesz?! Babcia podniosła się i spojrzała na mnie z niedowierzaniem.

Że mało kto dorównuje Ci poziomem intelektualnym.

Babcia wpatrzona we mnie z nieufnością.

A poza tym, Mateusz to nie tylko sympatia. Ja go kocham, babciu. A przecież to właśnie miłość jest siłą napędzającą sztukę, nie?

A niech sobie ta sztuka będzie! Jak Ty z nim będziesz żyć?

Długo. I, o ile się da, szczęśliwie.

Wtedy obroniłam swoją przyszłość. Z wybojami, lawiną gróźb, ale patrząc Mateuszowi w oczy, powiedziałam tak i zamknęłam usta wszystkim. Dla Mateusza byłam jak objawienie delikatna, miękka, wrażliwa, a jednocześnie z żelaznym rdzeniem. Chciał mnie chronić.

Niewiele mogę ci dać na razie. Ale zrobię wszystko, byś była szczęśliwa. Kocham cię, oto co mogę.

To wystarczyło. Poczułam pierwszy raz, że ktoś mnie kocha taką, jaka jestem. Bez wymagań. Koniec spełniania standardów.

Nie było łatwo. Mateusz nie miał układów, ani bogatej rodziny. Ojca nie było, wychowywała go mama, pani Wanda. Całe życie była nauczycielką w podstawówce, potem wicedyrektorką. Dzieci ją uwielbiały, syn podziwiał. Znalazła mu dobre słowa, wspierała. Dzięki niej dostał się na świetne studia i ukończył je z wyróżnieniem. Sprzedała większe mieszkanie, a resztę przekazała synowi na start firmy. Mateusz był pracowity i w kilka lat rozkręcił interes, w ciągu dekady miał już jedną z większych firm w branży. Nawet nieustępliwa babcia zaczęła go chwalić, szczególnie po narodzinach prawnuka.

Dziecka pragnęłam całym sercem. Wielcy nie powinni rodzić, mówią, ale ja nie marzyłam o wielkości, tylko zwykłym kobiecym szczęściu. Najwyraźniej nie taka była dla mnie rola. Lata badań, dwie operacje i nic. Nocami płakałam, kryjąc łzy przed mężem, nie chciałam go obciążać. Wiedziałam, że ma prawo być ojcem i zaproponowałam mu rozstanie. Rozśmieszyłam go.

Przepraszam, Anetko! Ale czy myślisz, że moja miłość i życie z Tobą to wyłącznie kwestia potomstwa? Jesteś moim światem!

Płakałam, tuląc się do niego.

Wiedzieć, że dziecko jest nieosiągalnym marzeniem to jedno. Pogodzić się z tym zupełnie inna sprawa. Próbowałam, ale matka podsycała temat narzekała, że wszystkie koleżanki już zostały babciami, tylko ona nie. Znajome zapraszały na przyjęcia dzieci, kupowałam zabawki Z czasem emocje opadły. Przestałam zaglądać na place zabaw, a z głodu działania otworzyłam własną szkołę baletową.

Muszę coś robić, bo zwariuję!

Mateusz nie do końca rozumiał, czemu to dla mnie tak ważne, ale teściowa szybko mu wyjaśniła:

Mateusz, przecież ona bardzo to przeżywa uwierz mi, kobieta kochająca męża chce mu dać dziecko. Teraz będziesz jej potrzebny bardziej niż kiedykolwiek.

Rozumiem, mamo.

Sam znalazł salę jasną, wysoką, wymarzoną. Przygotowałam sale, zebrałam uczennice, prowadziłam lekcje życie się zmieniło. Objawów wtedy nie zauważyłam, uznałam je za chwilowe osłabienie już wcześniej bywały.

Anetko, zapytam nie musisz odpowiadać. Ty jesteś w ciąży? zapytała pani Wanda przy kolejnej kawie. Nie obraź się, po prostu wydajesz mi się

Zamieniłam się w kamień, patrząc z niechęcią na teściową. Czuła ten ból, wiedziała!

Przepraszam, po prostu mi się wydaje

To się myli! obruszyłam się i ledwo nie upadłam, czując zawrót głowy i mdłości.

Zamówiła wodę i podała mi coś małego.

Po co zgadywać, prawda?

Kelnerki patrzyły zdziwione, jak po chwili tańczymy razem dziwnego, dzikiego kaczucha, śmiejąc się przez łzy. Tyle szczęścia się namalowało na naszych twarzach, że obsługa i goście się uśmiechnęli.

Jaś przyszedł na świat zdrowy, aczkolwiek dał popalić lekarzom.

Tancerka baletowa? zapytał neonatolog.

Tak.

A chłopak świetny wyszedł.

To Cię dziwi?

Trochę. Zazwyczaj są problemy, a tu taki zdrowy bobas. Dobra robota, mamo.

Teraz budziłam się rano z poczuciem pełni szczęścia. Bałam się Czy to możliwe, żeby jednemu człowiekowi tak się powiodło?

Nie jesteś sama, Anetko. Podziel na dwoje, jest nas dwóch Mateusz głaskał maleńką twarzyczkę zanurzoną w koronkach rożka, który na wypis kupiła Maryla.

Wypis ze szpitala zamienił się w koszmar. Mateusz próbował powstrzymać matkę, ale wszystko musiało być jak należy. Fotografowie, tłum rodziny i znajomych przed wejściem, długi stół z jedzeniem.

Ledwo stałam na nogach, marzyłam tylko o prysznicu i świętym spokoju.

Mamo, po co to wszystko?

Jak to?! szczerze się zdziwiła. Trzeba tak! To święto! Choć zostałaś babcią, ale święto! Jestem szczęśliwa!

Wiedziałam, że nie ma sensu dyskutować. Z trudem weszłam po schodach i zdębiałam, widząc ile jeszcze przyszło osób. Na wypis przyjechali tylko ci najważniejsi…

Córcia, to przecież najbliżsi ludzie!

Spotkałam wzrok Wandy w korytarzu zmarszczyła nos. Stać było coraz trudniej, a goście się nie kończyli.

Mogę ukraść wnuczka i jego piękną mamę na chwilę? Wanda zdecydowanie pomogła i poprowadziła mnie na górę, do sypialni.

Połóż się, ja wszystko przygotuję, pójdziesz się wykąpać. Jesteś głodna?

Skinęłam, obserwując jak Mateusz układa Jasia w kołysce. Nagle się zaniepokoiłam.

Muszę zejść na dół

Komu musisz? Wanda zmarszczyła brwi. Dadzą sobie radę bez Ciebie. Te deklaracyjne dziesięć minut już im dałaś.

Z ulgą wydechłam i, nawet nieświadomie, zasnęłam. Obudziłam się nagle, widząc jak po pokoju chodzi Wanda.

Przepraszam, nie chciałam budzić! odebrała Jasia z kołyski i się do mnie uśmiechnęła. Zrobiłam Ci Twój ulubiony rosół. Jeszcze kisiel i świeże drożdżówki. Teraz zaniosę Jasia do Mateusza i przyniosę wszystko. Odpoczywaj! Mogę zamieszkać z Wami kilka tygodni, póki nie dojdziesz do siebie?

Popatrzyłam na teściową i rozpłakałam się.

No co Ty. Spokój. Lekarz powiedział, że potrzebne są pozytywne emocje! To się na tym skupmy, dobrze? Zobacz co Ci pokażemy.

Wanda postawiła Jasia na podłodze i, upewniwszy się, że stoi pewnie, cicho puściła ręce. Łzy wyschły mi natychmiast, obserwując jak mój synek drepcze do mnie. Wyciągnęłam ramiona i przytuliłam go, a teściowa uśmiechnęła się szeroko.

I co? Pozytywne emocje? No to zapraszam na obiad. Musisz szybko nabrać sił, bo jak ten młody nie będzie chodził, a zacznie biegać, przyda Ci się każda energia.

Pierwsze pół roku minęło bardzo szybko. Wanda wpadała parę razy w tygodniu miała wyprać, ugotować i ogarnąć dom, bym mogła cieszyć się każdą chwilą z dzieckiem.

Anetko, to bardzo krótki czas, zniknie nie wiadomo kiedy. Nie trać go na sprzątanie, naciesz się tym, co teraz.

Maryla wpadała rzadziej, ale za każdym razem robiła z wizyty spektakl.

Zobacz jaka spacerówka! Rewelacja!

Ale nasza jest świetna!

Nie ma porównania!

Jeszcze długo nie akceptowała imienia wnuka.

Skądście to wytrzasnęli? Nie można było inaczej? Jaś! Przecież prościej nie ma!

Mamo, to królewskie imię, o co Ci chodzi?

Chłopak z takim imieniem? Wyśmieją go!

To pójdzie do zwykłej szkoły! A imię wybierają rodzice, też nie uważasz?

Też miałam Cię nazywać sama, a zrobiła to babcia.

Dobrze, że swojemu synowi nadałam imię sama.

Maryla fukała, zabierała wnuka na spacer, taka młoda, zadbana babcia. Byłają miło, gdy myślano, że to jej syn. Ale w miasteczku wszyscy szybko się zorientowali. Wtedy wizyty Maryli stały się rzadką kawą i szybkim buziakiem dla dziecka.

Ja będę babcią od święta! kolejna kolorowa zabawka lądowała w pokoju Jasia.

W rodzinie ustalił się względny spokój.

Impreza na pół roku prawie zakończyła się konfliktem.

Uśmiechnęłam się do Jasia i sięgnęłam po pudło od Maryli. Srebrna grzechotka była naprawdę prześliczna.

Jasio, zobacz, jakie to piękne!

Mały obracał zabawkę w rączkach i śmiał się, pokazując pierwsze ząbki.

A co dała Ci babcia Wanda? Otworzyłam torebkę od teściowej. Biały sweterek, własnoręcznie zrobiony przez Wandę, był miękki, cieplutki… Przytuliłam go do policzka.

I skarpetki! Jakie cudne! Babcia prawdziwa mistrzyni, synku.

Maryla, która to zobaczyła, zachwyciła się:

Boże, jakie piękne! Designerska rzecz?

Nie, to własnoręczna robota Wandy.

Maryla oglądała sweterek.

Nie mogła dać czegoś lepszego? Pierwsza taka rocznica dziecka, a tu własnoręczne wyroby? Szkoda pieniędzy!

Mamo!

No co, czy się mylę?

Nie wiedziałam, gdzie oczy podziać, widząc teściową stojącą w drzwiach i słysząc jej wszystkie słowa. Postawiła tylko kompot na komodzie i wyszła. Kiedy zeszłam na dół Wandy już nie było.

Mateusz! Jak niezręcznie! Jest mi wstyd!

Przecież to nie Ty mówiłaś. Dlaczego się przejmujesz?

Nie zareagowałam od razu! Tak nie można!

Nie martw się mama jest mądra, wszystko dobrze wie.

Chciałam potem odbudować kontakty z Wandą, ale ona szybko temat ucinała.

Anetko, nie warto o tym myśleć, dawno zapomniałam.

Ale czułam, że coś się popsuło i chciałam to naprawić.

Pewnego dnia poczułam się bardzo źle, w domu byłam tylko ja i śpiący na górze Jaś. Zadzwoniłam do Mateusza wyłączony. Ojciec w pracy. Mama zaraz odłożyła, miała drugi telefon. Coraz gorzej się czułam, zadzwoniłam po pogotowie i do teściowej.

Aneta?

Proszę przed oczami wszystko mi się zamazywało, bałam się zemdleć. Jaś

Wanda nigdy tak nie biegła. W kapciach chwyciła torebkę, wybiegła na ulicę.

Chce się pani zabić?! zahamował zdziwiony taksówkarz.

Proszę, córce słabo! Szybko!

Wsiadaj!

Siedziała z duszą na ramieniu, gdy jechali przez miasto.

Spokojnie, jestem kierowcą od trzydziestu lat. Nic się nie stanie! Zdążymy!

Pogotowie zajechało pod dom tuż po nich.

Tutaj, tutaj! Wanda wezwała lekarzy.

Ocknęłam się w karetce.

Zabieramy panią do szpitala.

Po co? Byłam zamroczona bólem.

Anetko, musi tak być. Zajmę się Jasiem, Mateusz już jedzie.

Operacja się udała, ale wróciłam do domu dopiero po dwóch tygodniach. Tata uparł się, żebym została dłużej w szpitalu.

To nie przelewki, córeczko! Jaś potrzebuje zdrowej mamy!

Wróciłam do domu uściskałam synka, potem zadzwoniłam do mamy.

Mamo!

Anetko! Jak się czujesz?

Tak sobie. Potrzebuję pomocy, musisz u nas zamieszkać, nie wolno mi dźwigać, potrzeba pomocy przy Jasiu.

Jasne, jasne! Ale wiesz, mam kupioną wycieczkę, a wylot pojutrze, biletu nie oddam, marzyłam o tym

Zacisnęłam powieki i rozłączyłam się. Czyli zostaję sama. Nakarmiłam syna i padłam na łóżko.

Obudziłam się, słysząc kroki.

Ojej, nie chciałam Cię budzić! Wanda na rękach trzymała Jasia, uśmiechnęła się ciepło. Przygotowałam Twój ulubiony rosół, jest kisiel i drożdżówki. Zostanę u Was choćby kilka tygodni, aż dojdziecie do siebie.

Popatrzyłam na teściową, łzy popłynęły.

Cicho, Anetko! Tylko dobrych emocji Ci trzeba. Zobacz, co Ci pokażemy

Wanda postawiła Jasia na podłodze, puściła go i syn poszedł do mnie! W jednej chwili zapomniałam o zmęczeniu, tylko uśmiechałam się szeroko, przytulając synka i patrząc na Wandę.

No i co? Pozytywne emocje są? No właśnie! zaśmiała się Chodźcie na obiad, bo jak ten młody zacznie biegać, to energii Ci zabraknie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

14 − 8 =

Kolorowe Skarpetki Szczęścia