Sylwia poznała Igora w trudnym okresie swojego życia. Dziewczyna właśnie wyrwała się spod opresyjnego wpływu rodziców i bardzo chciała być kochana. Ojciec nie dawał jej miłości i czułości, których potrzebowała jako dziecko, by wyrosnąć na pewną siebie kobietę.
Igor nie był idealnym kandydatem dla Sylwii, wręcz przeciwnie. Facet okresowo znikał i mógł nie pisać nawet przez cztery dni. Kiedy się poznali, kobieta była na trzecim roku studiów, a Igor dorabiał dorywczo, żeby jakoś przetrwać. Obiecali sobie wiele rzeczy, których Sylwia dotrzymała, a Igor o nich zapomniał.
Dziewczyna skończyła studia, podjęła pracę i z entuzjazmem powiedziała swojemu kochankowi:
– Wreszcie możemy być razem! Wynajmijmy mieszkanie, żebyśmy nigdy, przenigdy nie byli osobno!
– Za jakie pieniądze? – Igor rzucił mi obojętne spojrzenie.
– W jaki sposób? Nadszedł czas, Igorze, aby zdecydować się na pracę. Ja już mam dochody, za mieszkanie zapłacimy z mojej pensji, a będziemy żyć z Twojej. – Zaplanowała.
– Nie wiem, mieszkania są dziś drogie… – Zaprzeczył.
Sylwia nie zauważyła, że tylko ona tego wszystkiego potrzebuje. Dziewczyna była tak uzależniona, że nawet nie zauważyła obojętności mężczyzny.
Udało jej się jeszcze przekonać ukochanego, by zamieszkali razem, ale musiała dźwigać na swoich barkach absolutnie wszystko. Igor beztrosko przeskakiwał z jednej pracy do drugiej, a dziewczyna starała się pracować na cały etat, żeby opłacić wszystkie rachunki.
Często nosił wymięte ubrania i nie dbał o włosy. Nie miał ochoty na wymianę garderoby, nie chciał próbować nowych potraw, był jak stary człowiek uwięziony w młodym ciele.
Sylwia myślała, że matka Igora pomoże jej to zrozumieć, ale ona tylko się na nią rzuciła:
– To wszystko Twoja wina! Zmuszasz mojego syna do pracy, Ty kobieto tyranko! On Cię nie kocha! Miłość inspiruje do heroicznych czynów, a Ty tylko go nagabujesz!
Sylwia gorzko zapłakała, nie spodziewała się takich słów.
– Czy zmuszam go do bycia ze mną? Czy praca i zapewnienie nam przynajmniej wyżywienia, to tak wiele? – Zastanawiała się.
Dziewczyna wracała do domu po pracy, a Igor przychodził zwykle dwie godziny wcześniej. Oczywiście nic nie kupił, a lodówka była pusta.
– Dziś jest piętnasty, czyli dzień wypłaty. Czy coś Ci dali? -Zapytała Sylwia.
– Odszedłem z pracy, a oni odmówili mi zapłaty za dziesięć dni roboczych. To jest sektor prywatny, robią, co chcą. – Skarżył się chłopak.
– Stało się to już tendencją. Jeśli Cię nie zwolnią, to Cię oszukają, a Ty jesteś jedynym pracownikiem w białym kitlu! – krzyknęła dziewczynka.
Próbując się uspokoić, Sylwia grzebała w kuchni w poszukiwaniu jedzenia. Ostatnio zaczęła objadać się stresem i przytyła trzy kilogramy.
– Nie mamy nic do jedzenia. – Powiedziała.
– Nie wiem, jadłem u mamy. – Odparł sucho Igor.
To była ostatnia kropla, na której skończyła się anielska cierpliwość Sylwii. Głoduje, ale kto by się tym przejmował? Jada u matki i nie dba o nią.
Kiedy kobieta wyrzuciła Igora z wynajmowanego mieszkania, myślała, że będzie cierpieć. Ku jej zaskoczeniu, było to o wiele łatwiejsze, jakby zrzuciła kamień, który ciągnął ją w dół. Teraz niech mama niańczy swojego leniwego syna, a ja zajmę się swoim życiem – pomyślała i wreszcie zaczęła żyć dla siebie.



