– Wiesz kochanie, życie to chwila, mija tak szybko, że trzeba się nim cieszyć – szeptał Janusz do ucha Stanisławie, aż ta rozpromieniona się zarumieniła.
Poznali się w sanatorium i praktycznie od razu ich relacja nabrała zabarwienia romantycznego.
Stasia była szczęśliwa. W jej małym mieście trudno było znaleźć jej faceta, dlatego bardzo cieszyła się, że podczas jednego wyjazdu do sanatorium poznała takiego cudownego mężczyznę. Nauczycielce języka polskiego wydawało się, że odnalazła w końcu swoje szczęście, jakim był Stanisław – emerytowany policjant z nienagannymi manierami. Janusz opowiedział Stanisławie swoją historię.
Mężczyzna opowiedział, że kiedyś zdradziła go jego ukochana żona i to nie z byle kim, a z kolegą Janusza z pracy, który był niżej w hierarchii. Złamała mu tym serce i od tego czasu nie był w stanie uwierzyć żadnej kobiecie, ale w przypadku Stanisławy od razu wyczuł, że ona nie jest taka jak inne, dlatego jej zaufał. Jest wyjątkowa, szczera i miła, czym od razu przywróciła mu wiarę w miłość i nadzieję na to, że jeszcze może być szczęśliwy.
Stasia wsłuchiwała się w jego słowa i czuła się tak wyjątkowa i piękna, że z hojności i miłości zgodziłaby się oddać Januszowi dosłownie wszystko: rękę, serce i klucze do swojego przytulnego mieszkania w centrum małego miasta, a nawet jej ukochany samochód. Ponadto Janusz powiedział, że nie może już bez niej żyć, dlatego jeśli mu pozwoli, to z chęcią natychmiast się do niej wprowadzi. Stasia była niezwykle szczęśliwa, że jakiś mężczyzna chce z nią budować życie.
Sielankę przerwał absurdalny wypadek. Gdy tak zakochani trzymali się za ręce, spacerując po parku, nagle usłyszeli krzyk:
– O, tutaj jesteś, łajdaku!
Janusz jakoś dziwnie się skrzywił, kiedy to usłyszał, a Stasia natychmiast zdezorientowana zatrzymała się i spojrzała w stronę kobiety, która do nich krzyczała.
– Kaśka, zajmij się lepiej swoimi sprawami! – syknął przez zęby Janusz.
– Nie będziesz mnie uciszał, bydlaku! Zostawiłeś moją przyjaciółkę z małym dzieckiem samą i uciekłeś, a żeby tego było mało, to jeszcze okradłeś ją z oszczędności! A Ty na niego uważaj! Podrywa kobiety, i te młode, i te starsze, obiecuje im nie wiadomo co, a potem zostawia gołe i wesołe! – Katarzyna spojrzała na Stanisławę, a potem z nieskrywanym lekceważeniem jeszcze raz popatrzyła na Janusz – Nie wierz mu, że był policjantem. To nierób i kłamca!
Stanisława słysząc to zbladła i nie mogła nawet przez chwilę oddychać, ale potem doszła do siebie i stanowczo odpowiedziała:
– Nie wtrącaj się w moje życie! Chodź skarbie – Stasia wzięła Janusza pod rękę i minęła Katarzynę, która stała i mrugała nerwowo oczami. Janusz był też zdezorientowany takim obrotem sprawy ale udawał, że wszystko jest w porządku.
Janusz wprowadził się do Stanisław. Nie wiem, jak dalej potoczyło się ich życie, ale wszyscy możemy się domyślać…
