Dzisiaj wyszłam na miasto z moją przyjaciółką Julią. Dawno się nie widziałyśmy, mimo że całe dzieciństwo i młodość spędziłyśmy razem. Los sprawił, że znalazłyśmy się po przeciwnych stronach barykady. Nie widziałyśmy, że to się stanie. A kiedy to się stało, nie mogłyśmy nic zmienić. Przez kilka lat nawet ze sobą nie rozmawiałyśmy. Wczoraj jakby ktoś nas popchnął i napisałyśmy do siebie SMS-y prawie w tym samym czasie.
Kiedy byłyśmy dziećmi, wszystko nas łączyło. Dzieliłyśmy się zabawkami, bajkami, książkami. Nasi rodzice byli przyjaciółmi, często spotykaliśmy się wszyscy razem i organizowaliśmy tematyczne wakacje.
Z wiekiem pozostał zwyczaj dzielenia się najdroższymi rzeczami z przyjaciółką. Nie rozumiałyśmy jeszcze, że każda z nas rozpoczyna swoją własną drogę, swoje własne, osobiste życie. Wybierałyśmy chłopaków tak, aby wspólnie nam się podobali. Chodziliśmy na randki jako grupa, a nasi przyjaciele, jak widać, nie byli zadowoleni z tej sytuacji, więc przez długi czas nie utrzymywałyśmy poważnych relacji.
Kiedy Julia powiedziała mi, że poznała młodego człowieka i idzie z nim na randkę, poczułam się urażona. Nie mogłam pogodzić się z faktem, że moja przyjaciółka spotyka się z kimś beze mnie, a ja w ogóle nie byłam świadoma tej sytuacji. Po latach zrozumiałam, że był to rodzaj zazdrości.
Postanowiłam pójść za Julią. Chowając się za drzewem, patrzyłam, jak nowy chłopak delikatnie przytula moją przyjaciółkę. Nie cieszyłam się ze szczęścia mojej przyjaciółki, byłam o nią zazdrosna. Chciałam, żeby ten facet też mnie przytulił, uważałam, że bardziej zasługuję na takie szczęście. Nie myślałem już o tym, co się stanie z moją przyjaciółką.
W mojej głowie rodziły się plany, jeden bardziej podstępny od drugiego. Najpierw musiałam dowiedzieć się, gdzie mieszka i jakie ma zainteresowania. Mogłam to łatwo zrobić, bo to było małe miasto. W przypadku jego zainteresowań było to jeszcze łatwiejsze. Kiedy obserwowałam swoją ofiarę, zauważyłam, że każdego wieczoru wychodził na spacer do parku ze swoim psem. Pies był mały, z wyglądu zwykły kundel, ale widać było, jak bardzo właściciel go kochał.
Ja też miałam psa. Nie lubiłam chodzić z nim na spacery, ale w tym przypadku mogłam to tolerować. Pewnego wieczoru założyłam Dropsowi obrożę i poszliśmy do parku. Spotkanie to było niejako przypadkowe. Rzuciłam kij w kierunku, w którym chłopak spacerował z psem. Najpierw spotkały się przy patyku psy, a potem również my.
Miał na imię Andrzej. Psy wesoło się ganiały. Obserwując ich, żartowaliśmy i śmialiśmy się. Andrzej odprowadził mnie do domu, lecz umówiliśmy się, że powtórzymy nasz spacer następnego dnia.
Minął tydzień. W tym czasie, Julia ani razu nie wspomniała o Andrzeju. Dziwnie reagowała na moje pytania naprowadzające. Odniosłam wrażenie, że zaraz się rozpłacze, ale nie było mi jej żal. W głębi serca nawet się ucieszyłam, pomyślałam, że to ona pierwsza mnie zdradziła.
Andrzej i ja widywaliśmy się teraz co wieczór. Pewnego dnia, Julia nas zobaczyła i podbiegła do nas. Dyskusja była krótka. Nigdy więcej nie rozmawiałyśmy z Julią. Nasza przyjaźń rozpadła się pod naporem dziecięcego egoizmu, którego nie zdążyłyśmy się pozbyć na czas.
Był to początek dorosłości, w którym drogi przyjaciół zwykle się rozchodzą.



