Pewnego dnia, Sylwia stała przy wejściu do parku. Czekała na swojego chłopaka już prawie godzinę. W tym czasie, zdążyła być świadkiem sceny zazdrości mijającej się pary, wysłuchać do końca swojej playlisty i nauczyć się na pamięć wszystkich haseł reklamowych, które widniały na najbliższych plakatach. Po Igorze nie było jednak śladu. Telefon Sylwii się wyładował, więc nie mogła się z nim skontaktować, a bała się iść, żeby się z nim nie minąć. Było już dość zimno, przeszedł ją dreszcz i zaczęła w miejscu dreptać, gdy podszedł do niej nieznany facet.
– Długo tu stoisz, prawda?
– Tak, prawie godzinę. – Sylwia odpowiedziała, ledwo poruszając ustami.
– Czekasz na kogoś, rozumiem. W taką pogodę, stojąc i marznąc, czekając na kogoś, kto raczej nie przyjdzie, lepiej iść do domu i napić się herbaty. Jest pani sama. – Powiedział facet i wrócił do kawiarni, z której przez ten cały czas ją obserwował.
Miała wrażenie, jakby została oblana wrzątkiem. Stała tak przez kilka minut, nie ruszając się, próbując wymyślić, co zrobić. Delikatnie mówiąc, była oszołomiona słowami nieznajomego. Kiedy Sylwia wróciła do domu, postawiła czajnik i naładowała telefon. Nie było też żadnych nieodebranych połączeń, ani wiadomości od Igora. W drodze po schodach napisała do niego:
-” Gdzie jesteś? Czy coś się stało?”.
Odesłał jej wiadomość:
-„Jestem w pracy, nic się nie stało, wszystko jest w porządku. Dlaczego pytasz?”
Sylwia zadzwoniła do niego:
– Igor, umówiliśmy się na spotkanie dzisiaj koło parku. Czekałam na Ciebie jak głupia od prawie godziny.
– To było dzisiaj? Myślałem, że jutro? Wybacz mi, musiałem się pomylić.
Sylwia nie odpowiedziała. W jej głowie wciąż przewijało się zdanie „Jesteś sama!”. Rzeczywiście, tak pomyślała. Zawsze żyła tylko dla interesów i pragnień Igora. Przygotowywała mu obiady do pracy, prała i prasowała jego ubrania, a Igor mówił, że nikt nie gotuje i nie prasuje koszul lepiej, niż ona. Jednocześnie zawsze mówił nieprzyjemne rzeczy o jej wyglądzie. Jej usta były za wąskie, dobrze byłoby je trochę powiększyć, rzęsy można by zrobić dłuższe, nie podobały mu się jej paznokcie i trzeba było je pomalować i kazał jej chodzić na siłownię. Nie lubiła żadnej z tych rzeczy, ale robiła to dla dobra ich miłości, a przynajmniej tak jej się wydawało.
Sylwia zrobiła sobie aromatyczną cynamonową herbatę, włączyła ulubioną muzykę, której Igor nie pochwalał, usiadła na kanapie, otulona kocem i myślała. Spotykali się od prawie czterech lat, a od trzech lat mieszkali razem. Przez ten czas, Igor dał jej raz kwiaty i nic więcej, żadnych prezentów, żadnych drobnych przyjemności. Nie dawał jej pieniędzy, a ona nie prosiła o nie. Sama kupowała sobie artykuły spożywcze za własne pieniądze. Nagle Sylwii przyszło do głowy, że Igorowi było z nią po prostu wygodnie. Był dobrze karmiony, ubrany i rozpieszczany. I wtedy zaczęły płynąć jej łzy, których nie mogła powstrzymać. Przeżywała wszystkie emocje, które tłumiła przez te wszystkie lata – wszystkie obelgi, niewypowiedziane słowa, milczenie, obietnice. Choć pewnie oszukiwała samą siebie, bo przecież nigdy go nie kochała, to tak naprawdę łączył ich zwyczaj. Kiedy zdała sobie z tego sprawę, zrozumiała, że jeśli go zostawi, nic nie straci. Zdała sobie sprawę z tego, jak naprawdę była nieszczęśliwa w tym związku. Spakowała swoje rzeczy i wyszła, zostawiając na stole kartkę dla Igora na której napisała: „Jestem sama”.



