Jaki prezent przygotował dla mnie los na Sylwestra?

Był późny zimowy wieczór, kiedy razem z siostrą wracałyśmy z firmowej imprezy sylwestrowej. Nasza zwykła droga z pracy do domu prowadziła przez mały placyk. Nowy Rok był dopiero za kilka dni, choć ja i moi koledzy powitaliśmy go już dzisiaj.

Zgodnie ze zwyczajem, pod choinkę wkłada się prezenty, więc zaczęłam sobie wyobrażać, jaki prezent chciałabym pod nią znaleźć. Nic takiego nie przyszło mi do głowy, ale myśl o prezencie nagle przybrała kształt szczeniaka o grubych łapach i miłych, błagalnych oczach.

Byłam mężatką, planowaliśmy z mężem mieć dzieci, ale mój mąż tragicznie zmarł. Mam dobrą pracę, duże mieszkanie, wielu przyjaciół i bliskich ludzi, ale mimo to czuję się bardzo samotna.
Nagle moja siostra pociągnęła mnie za ramię, przywracając mnie do rzeczywistości.

W alejce przed nami siedział duży pies, z wyglądu bezpański. Moja siostra roześmiała się i powiedziała: „Spójrz, Renatko, oto noworoczny prezent dla Ciebie. Weźmiemy go?”.

Nie odpowiedziałam na jej żart, ale i tak poszłyśmy do psa. Nagle pies skręcił ostro w boczną uliczkę i zniknął w ciemnościach, a my automatycznie ruszyłyśmy za nim. Oczywiście nikogo nie zobaczyłyśmy i ruszyłyśmy w dalszą drogę do wyjścia z placu. Niespodziewany dźwięk sprawił, że zatrzymałyśmy się i nasłuchiwałyśmy, brzmiało to jak skomlenie uciekającego psa, więc postanowiłyśmy go poszukać. Zobaczyłyśmy źródło dźwięku, ale nie był to pies. W alejce stała dziewczyna z wózkiem, w którym płakało dziecko. Siostra i ja spojrzałyśmy na siebie, jakbyśmy się pytały, co dalej. Obraz wydawał się dziwny: zima, mróz, noc i samotna dziewczyna z dzieckiem, coś było nie tak…

– Młoda damo, czy potrzebujesz pomocy? – Najpierw zapytałam nieznajomej.

– Może Pani pomóc, jeśli weźmie to ode mnie.

Byłyśmy przerażone tonem, w jakim to zostało powiedziane, a także sednem tej wypowiedzi. Przed nami stała młoda dziewczyna, zbyt lekko ubrana jak na tę porę roku. Moja siostra znów mnie pociągnęła, ale teraz zaproponowała, żebym przyjęła tą dziwną dziewczynę.
Na to pytanie przewróciłam oczami, ale siostra uspokajająco powiedziała, że to tylko na chwilę, żeby dziewczynce było ciepło, żeby nakarmić dziecko i może w jakiś sposób jej pomóc.

Dziewczyna nazywała się Sylwia, a córeczka Lenka, miała tylko 3 miesiące i nie chciała powiedzieć, kto jest ojcem.
Zapytałam, co zamierza zrobić, bo nie miała żadnych krewnych. Jak się okazało, chciała wyjechać za granicę do ciotki, ale nie mogła tam pojechać z dzieckiem, nie zrozumieliby jej. Ponieważ wszyscy byli zmęczeni, postanowiłyśmy jechać do domu.

W nocy nie mogłam spać, bo po wysłuchaniu tej historii, w mojej głowie zaczęło kłębić się wiele myśli, było mi szkoda tej dziewczyny, było mi szkoda dziecka, które nie było potrzebne matce. Przyszła mi nawet do głowy przerażająca myśl, że może młoda matka chciała zostawić wózek z córką w tym parku i nie było gwarancji, że tego nie zrobi. Co należy zrobić?

Rano ogłosiłem swoją decyzję. Ponieważ Sylwia zamierzała odejść sama, przyszły los jej córki jest jasny – dom dziecka. Jednak mimo, że do rodzin niepełnych, dzieci oddaje się niechętnie, to jednak moje wyniki i sytuacja finansowa będą czynnikiem decydującym o pozytywnym rozstrzygnięciu sprawy. To znaczy, że zostanę mamą dla Lenki. Widziałam, jak twarz zrozpaczonej matki rozjaśnia się, ramiona prostują, a ona sama nagle rzuciła się do ubierania. Ulżyło jej, ucieszyła się, że sprawa została rozwiązana w ten sposób i była gotowa do działania. Moja siostra była oszołomiona, ale też rozumiała i gorąco mnie wspierała.

To prezent, jaki los dał mi na Nowy Rok.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

osiem + siedemnaście =

Jaki prezent przygotował dla mnie los na Sylwestra?