Słuchaj, muszę Ci się wygadać, bo już naprawdę nie wiem, co mam z tym wszystkim zrobić. Od kiedy nasz Paweł się ożenił z Martą, to jakbyśmy go stracili właściwie nie przychodzi do nas w ogóle, jakbyśmy nagle przestali istnieć. Cały czas siedzi u teściowej, u tej pani Danuty. Ona non stop potrzebuje jego pomocy, dosłownie z każdą pierdołą. No powiedz mi, jak ona funkcjonowała, zanim jej córka zaczęła się spotykać z Pawłem?
Paweł już ponad dwa lata po ślubie. Zaraz po tym, jak się pobrali, wynieśli się na swoje do mieszkania, które jeszcze my kupiliśmy, kiedy zaczynał studia we Wrocławiu. Wiadomo, zawsze miał wsparcie w nas, nawet jeszcze zanim się ożenił, sam mieszkał, miejsce tuż obok pracy.
Nie powiem złego słowa, że nie lubię Marty, bo nie o to chodzi ale miałam wrażenie, że ona jest po prostu za młoda do poważnego życia. Tylko dwa lata młodsza, ale zachowywała się jak nastolatka, czasem była obrażalska, czasem zupełnie dziecinna. Paweł taki opiekuńczy, a ja się zastanawiałam, jak on to udźwignie, lata z takim dużym dzieckiem.
Po kilku spotkaniach z Martą i jej mamą dotarło do mnie, skąd się to wzięło. Ta pani Danuta, teściowa Pawła, mimo swojego wieku zachowuje się jak beztroska nastolatka. Znasz takich ludzi? Po pięćdziesiątce, a jakby się zatrzymali na etapie liceum zero odpowiedzialności, zero zaradności. A na dodatek wyobraź sobie ona już szósty rozwód za sobą! Czad…
No ale nie szukała z nami bliższego kontaktu, więc tylko sobie grzecznościowo pogratulowałyśmy tych ślubów naszych dzieci i tyle. Czasem się widziałyśmy na grilla u młodych, ale bez większych zwierzeń i wspólnych tematów.
Sygnały ostrzegawcze były już przed ślubem, bo Marta cały czas ciągnęła Pawła do swojej matki a to kran kapie, a to kontakt do wymiany, a to półka w kuchni spadła Za pierwszym razem przymknęłam oko wiadomo, nie ma tam chłopa, komuś pomóc trzeba. Ale potem ilość awarii w mieszkaniu teściowej rosła w zatrważającym tempie. Paweł coraz rzadziej się u nas pojawiał. Tłumaczył, że znów muszą jechać do pani Danuty, bo coś jej się zepsuło.
Nawet wszystkie święta, imieniny, urodziny zaczęli spędzać tylko u tej teściowej, a u nas tylko ja, tata i moja mama. I pół biedy, że syn nie przychodzi na święta, ale jak już prosiłam o pomoc, to też zawsze miał akurat coś pilniejszego.
Pamiętam, jak kupiliśmy nową lodówkę, poprosiłam Pawła, żeby pomógł nam ją wnieść na czwarte piętro. Najpierw się zgodził, ale potem zadzwonił, że nie da rady, bo musi z Martą do jej matki bo znów pralka cieknie. Mój mąż, Zbyszek, zadzwonił jeszcze raz, Paweł odebrał, a w tle słyszałam Martę: No przecież mogli zamówić firmę od przeprowadzek!. Paweł przyszedł, ale już taki obrażony, ze spuszczoną miną.
– Tato, nie mogliście sobie zamówić jakiejś ekipy? Teraz muszę z tym się szarpać!
Po prostu mnie szlag trafił dlaczego Danuta nie może zadzwonić po fachowca? Czemu przy każdej pierdole muszą być młodzi? Może nie zna numeru do majstra? Paweł twierdzi, że kobiety teraz wszędzie oszukują, byle by tylko pieniądze wyciągnąć, a rzetelnej roboty na próżno szukać, więc trzeba jej pilnować.
I wtedy Zbyszek nie wytrzymał i rzucił do Pawła, że Danuta może i nie ogarnia sprzętów domowych, ale świetną pasterką została, bo jedną owieczkę to prowadzi pierwszorzędnie. Paweł się wściekł, walnął drzwiami i tyle go widzieliśmy. W sumie nie powinnam się wtrącać, ale trochę rozumiem Zbyszka, bo oni naprawdę siedzą Pawłowi na karku bez przerwy. Tam hydraulik, tam elektryk, tam złota rączka. U nas to już nie ma czasu ani ochoty wpaść, a jak przychodzi, to pretensje, że cokolwiek trzeba zrobić.
Po tej akcji już ze dwa tygodnie Paweł się z ojcem nie odzywa. I Zbyszek też mówi, że nie będzie pierwszy łamał się na zgodę. A ja jestem po środku, między młotem a kowadłem! No, uważam, że Zbyszek mógł to powiedzieć delikatniej, ale z drugiej strony nie da się ukryć, że ma rację i Paweł powinien trochę włączyć swoje myślenie. Ale jak go teraz nie przekonać, żeby nie obrażał się o głupoty? Boję się, że przez taką bzdurę przestaniemy mieć z nim kontakt, a chyba nie tego chciałam, nie?
Obaj się uparli: Zbyszek nie dzwoni pierwszy, Paweł mówi, że bez przeprosin nie ma szans na rozmowę. A najlepiej z tego wszystkiego na razie wygląda Danuta cała szczęśliwa, że ma syna pod ręką!
