Przyjaźniłem się z Tomkiem od dzieciństwa. Nie pamiętam nawet dokładnie momentu, w którym się poznaliśmy, ale traktowałem go praktycznie od razu jak brata, tak bardzo był mi bliski. Przez całe życie pomagaliśmy sobie nawzajem i przychodziliśmy sobie na ratunek, naprawdę zawsze mogliśmy na siebie liczyć. Razem chodziliśmy na wagary, szkolne dyskoteki, razem jeździliśmy w góry i wspólnie przeżywaliśmy wszystkie najbardziej szalone przygody… Kto by pomyślał, że całą przyjaźń z dnia na dzień przekreśli zwykły kredyt na mieszkanie.
Jeszcze dwa lata temu wszystko między nami było w porządku. Wtedy Tomasz ożenił się, pracował i naprawdę na nic nie narzekał. Miał normalną pracę z dobrą płacą, dzięki czemu mógł pokryć swoje wszystkie zobowiązania finansowe. Przez pewien czas Tomek i jego żona mieszkali na wynajmie, a potem zdecydowali się na kredyt hipoteczny.
Wszystko byłoby w porządku, ale w ich przypadku bank powiedział, że potrzebny będzie żyranta, poniewać pracowali „na czarno”. Dlatego wtedy mój były już przyjaciel zwrócił się do mnie z prośbą o bycie poręczycielem. Znaliśmy się tyle lat, że nie mogłem mu odmówić i wierzyłem, że skoro zawsze był wobec mnie uczciwy, to i tym razem tak bedzie.
To był wielki błąd, bo przez przez ostatnie pół roku spłacałem kredyt hipoteczny za Tomka. Na początku dzwonił do mnie i zapewniał, że wszystko się ułoży i że za kilka miesięcy oddadzą mi to, co włożyłem w ich kredyt. Potem jednak całkowicie zwolniono go z pracy, więc szanse na to były coraz mniejsze. Na koniec przestał w ogóle odbierać ode mnie połączenia, zablokował mnie też w sieci społecznościowej. Całkowicie odciął się ode mnie.
Teraz wydaję na jego kredyt prawie całą pensję, aby Tomek i jego żona mogli spokojnie żyć w nowym mieszkaniu. Nawet nie wiem, co teraz zrobić, bo jeśli przestanę płacić, stracę też swoje mieszkanie.
Kto by pomyślał, że można zamienić przyjaźń na pieniądze…
