**Dziennik, 15 maja 2023**
Jak mogłaś, za moimi plecami…
— Cześć, Marianna. Ile to lat się nie widziałyśmy? Piętnaście? A może więcej?
— Pewnie więcej. Ale ty w ogóle się nie zmieniłaś.
— A ty… piękniejesz z roku na rok.
Wiktoria wpatrywała się w twarz dawnej przyjaciółki, niemal nie wierząc, że stanęły naprzeciw siebie po tylu latach. I nie byle gdzie – w szkole tańca, gdzie obie przyprowadziły córki na darmową lekcję próbną.
— Dzięki, Wika — odparła Marianna, wymuszając uśmiech.
Chciała też powiedzieć coś miłego, ale słowa jakoś nie przychodziły. Wszystkie skończyły się tamtego dnia, gdy po raz ostatni ze sobą rozmawiały. Ta rozmowa ciążyła jej przez lata, wspominała ją z drżeniem serca.
— Kogo przyprowadziłaś? — spytała Wiktoria. — Syna czy córkę?
— Córkę, Weronika. Dziesięć lat. A ty?
— Też córkę, Ola, skończyła niedawno dziewięć. Urodziłaś z Markiem? Pobraliście się w końcu?
Marianna osłupiała. Naprawdę Wiktoria wciąż wierzyła, że ukradła jej ukochanego i wyszła za niego? Tyle lat minęło, a Wika, zdawało się, zatrzymała się w czasie.
— Zejdźmy do kawiarni. Możemy usiąść, napić się kawy i pogadać.
Wiktoria zesztywnieła. Widocznie nie była zachwycona perspektywą spędzenia czasu z dawną przyjaciółką, która nagle znów stała się rywalką. Mimo to po chwili skinęła głową. Minęło tyle lat, obie miały swoje życie – po co znów budować mur, który stał między nimi przez pół życia?
— Dobrze.
Schodziły w milczeniu, rzucając sobie ukradkowe spojrzenia. Obie były ciekawe, jak potoczyło się życie tej drugiej, ale żadna nie chciała pierwsza poruszyć tematu z przeszłości.
Gadały o wszystkim i o niczym. Okazało się, że Wiktoria wróciła do rodzinnego miasta dwa lata temu z mężem i córką – zachorowała jej matka, potrzebowała opieki, a Wika przekonała męża do przeprowadzki.
— Nie było łatwo — westchnęła. — Ale Igor jest niesamowity. Cudowny, ciepły, zawsze mnie wspiera. Tak się cieszę, że go poznałam.
Marianna się uśmiechnęła. Więc jednak Wiktoria znalazła szczęście? Miała dobrą rodzinę… Może już nie żywiła do niej urazy? Ale nie – nie minęła minuta, a Wiktoria znów zapytała:
— A ty? Wyszłaś za Marka? Urodziłaś mu córkę? Jesteś z nim szczęśliwa?
Marianna spojrzała na nią jak spłoszona zwierzyna. Dlaczego życie musiało być takie skomplikowane? Były sobie dwie przyjaciółki, ich przyjaźń zaczęła się w piaskownicy, przetrwała przedszkole i szkołę, by w głupi sposób rozpaść się przez jednego chłopaka. Marianna była pewna, że Wiktoria zrozumiała prawdę później, ale teraz widziała – Wika cały czas wierzyła, że jej szczęście zbudowane było na jej łzach.
— Wiku, naprawdę myślisz, że coś było między mną a Markiem? Przecież próbowałam ci wtedy wytłumaczyć! Byłam pewna, że zrozumiałaś, tylko z boku udawałaś, że mi nie wierzysz.
Wiktoria zacisnęła usta. Tę jej dziecięcą minkę Marianna pamiętała aż za dobrze — tak robiła, gdy była obrażona lub nie miała argumentów.
— Nawet o was nie myślałam — odparła Wiktoria ze sztucznym oburzeniem, a Marianna od razu poznała, że kłamie. — Mam swoje życie.
— Wciąż wspominasz Marka, żyłaś w przekonaniu, że wyszłam za niego i byłam z nim szczęśliwa, a teraz próbujesz mi wmówić, że nigdy o nas nie myślałaś?
Wiktoria uśmiechnęła się krzywo, odwracając wzrok. Marianna obserwowała profil dawnej przyjaciółki, zastanawiając się, czy Wika choć trochę wybaczyła jej tę historię, nawet jeśli wciąż wierzyła w zdradę.
— Naprawdę nie myślałam — powtórzyła Wiktoria. — Tamta rozmowa… Wiesz, wykasowałam was oboje z życia. A twoje tłumaczenia uznałam za kłamstwo.
*„Więc nie wybaczyła”* — pomyślała Marianna ze smutkiem. Siegając po telefon, przeszukała galerię i podsunęła go Wiktorii.
— Patrz! To mój mąż, Krzysiek. Ten sam Krysiu Nowak, nad którym się śmiałaś, nazywając go nudziarzem i kujonem.
Wiktoria wpatrywała się w zdjęcia, oczy jej się rozszerzyły, a na ustach pojawił się ledwo dostrzegalny uśmiech. Przesuwała palcem po ekranie, przybliżając każdy szczegół, aż w końcu spojrzała na Mariannę z niedowierzaniem.
— Naprawdę wyszłaś za Nowaka? Myślałam, że żartujesz, mówiąc o nim… Masz z nim dzieci?
Marianna się uśmiechnęła:
— Córkę i syna. Kuba skończy niedługo trzynaście, a Weronika dziesięć. Jestem szczęśliwa u boku męża, tak jak ty, Wika. I nigdy nie było nic między mną a twoim Markiem. On to wszystko wymyślił, żeby nas poróżnić i skończyć z tobą bez zbędnych scen.
Wiktoria znów zacisnęła usta, a Marianna poczuła złość. Ile można grzebać w przeszłości? Jaki to miało sens? Ich przyjaźń trwałaby pewnie do dziś, gdyby nie Marek, który uznał, że może decydować za innych.
Poznały się, gdy miały po pięć lat. Mieszkały w tym samym bloku, tylko w innych klatkach. Najpierw pokłóciły się w piaskownicy o lalkę, nawet chciały się pobić, ale matka Marianny je rozdzieliła, mówiąc, że nie wolno brać cudzych rzeczy. Wiktoria rozpłakała się ze wstydu, a Mariannie zrobiło się jej żal — podała jej swoją Barbię i powiedziała:
— Możesz się pobawić. Ja poczekam.
Wika patrzyła na nią przez łzy, nie wierząc, że ktoś mógł ją tak po prostu wybaczyć. Od tamtej chwili stały się nierozłączne.
Razem szły do przedszkola, potem do tej samej klasy. Odrabiały lekcje, świętowały urodziny, spędzały każdą wolną chwilę. Potem była matura, studia, a na drugim roku poznały Marka. Był nowy, przeniósł się z innego miasta. Wiktoria zakochała się od pierwszego wejrzenia.
— Marianno! Ja tonę! — wyznała tydzień po jego pojawieniu się. — On jest niesamowity!
Marianna cieszyła się dla przyjaciółki. Wika nigdy nie była śmiała w relacjach z chłI tak stały teraz obok siebie, ich córki biegły ku nim z uśmiechami, a choć przeszłość pozostawiła blizny, przyszłość nagle wydała się pełna nowych możliwości.



