Byłem z żoną przez cztery lata, a po tym czasie wniosłem pozew o rozwód. Obiecałem sobie, że już nigdy nie zwiążę się z żadną kobietą, tym bardziej, że to małżeństwo okazało się dla mnie prawdziwym piekłem.
Przed ślubem pracowałem w banku, gdzie pewnego dnia poznałem swoją przyszłą żonę. Bardzo mi się podobała i naprawdę się w niej zakochałem. Szybko zaczęliśmy razem mieszkać, a rok później Lidia zaszła w ciążę, więc postanowiliśmy się już pobrać. Urodził się nam zdrowy synek i niestety, wtedy żona chodziła coraz częśniej zdenerwowana. Chodziła wręcz wściekła bez powodu. Krzyczała, a potem zdarzało się nawet, że mnie szarpała i to tak mocno, że ból czułem jeszcze kilka dni później. Nasz synek był bardzo spokojny i nie sprawiał zupełnie problemu. Zresztą, pracowałem z domu, dzięki czemu to ja w większości opiekowałem się synkiem i nie było tak, że wszystko spoczywało tylko na głowie żony.
Pewnego dnia żona oświadczyła, że chce ze mną poważnie porozmawiać. Tego samego wieczoru oznajmiła mi, że chce, abym to ja w pełni opiekował się dzieckiem i wykonywał obowiązki domowe, więc po prostu powinienem rzucić pracę, a wtedy ona będzie mogła wrócić do swojej. Powiedziała, że taki stan rzeczy powinien trwać aż do czasu, kiedy dziecko nie pójdzie do szkoły. Zagroziła, że jeśli się na to wszystko nie zgodzę, to rozwiedzie się ze mną, a dziecko zabierze ze sobą i wyprowadzi się gdzieś tak, że nawet ich nie znajdę i nigdy więcej nie zobaczę już syna. Nie miałem więc innego wyjścia i postanowiłem przystać na jej warunki, mając nadzieję, że trochę się teraz uspokoi. Niestety, to nic nie dało i żona wciąż była tak samo agresywna, a w dodatku czepiała się wszystkiego.
Potem nie kończyło się już niestety na krzykach i szarpaniu, tylko zaczęła po prostu mnie bić. Żona zabrała mi telefon, odłączyła dostęp do Internetu i w ogóle odcięła mnie od świata zewnętrznego. Zamykała mnie także z synem w domu, kiedy wychodziła do pracy, abym czasem nigdzie nie mógł wyjść.
Niespodziewanie pomogli mi teściowie. Pewnego dnia po prostu odwiedzili nas bez zapowiedzi. Przez drzwi im powiedziałem, że nie mogę otworzyć im drzwi, bo żona nie zostawiła mu klucza. Na szczęście teściowie mieli klucze do naszego mieszkania – kiedyś żona im go dała, gdy gdzieś wyjechaliśmy, to było jeszcze przed ślubem. Kiedy weszli do środka, wszystko im opowiedziałem i poprosiłem o pomoc. Teściowie pomogła mi spakować rzeczy, a potem odwieźli mnie z synem na pociąg, którym pojechałem do moich rodziców.
Teściowie też obiecali, że zajmą się swoją córką, bo nie tak ją wychowywali. Teraz żona odpowie za swoje czyny. Byłem bardzo wdzięczny teściom, że nie opuścili mnie w trudnej chwili i nie próbowali jakoś usprawiedliwiać postepowania swojej córki.

