Dzień, w którym poszłam się rozwieść ubrana w suknię ślubną Kiedy mąż oznajmił mi, że chce rozwodu,…

Słuchaj, muszę ci opowiedzieć o dniu, kiedy przyszło mi się rozwodzić i poszłam do sądu w sukni ślubnej.

Jak Michał, mój mąż, powiedział, że chce rozwodu, to ja bez wahania otworzyłam szafę, wyciągnęłam moją ślubną suknię i zaczęłam ją otrzepywać z kurzu.

Co ty wyprawiasz? zapytał z przerażeniem w oczach.

Idę tak do sądu oznajmiłam spokojnie, rozprostowując tiul.

Żartujesz?! Przecież nie możesz się tak pokazać na rozwodzie! Zwariowałaś?

Jasne, że mogę. A ty zakładasz garnitur ślubny. Jeśli w nim ślubowałeś miłość do grobowej deski, to i na rozwód w nim pójdziesz. Skoro wtedy przysięgałeś miłość, to teraz w nim przysięgniesz rozstanie.

Widziałam, że brakuje mu argumentów. Po dwudziestu minutach burczał pod nosem, szukając garnituru gdzieś na dnie szafy.

Jak już dotarliśmy do sądu, ochroniarz aż zamarł. Jakaś kobieta pisnęła Gratulacje!, a jej koleżanka kuksnęła ją w bok i rzuciła: Przestań, przecież oni się rozwodzą!

Sędzia prawie spadł ze stołka, gdy nas zobaczył. Ja cała w bieli, z welonem i wszystkimi tymi ozdobami, a Michał w smoking i polerowane buty, jeszcze muszkę założył.

Proszę pani zaczął sędzia, ledwo powstrzymując śmiech mogę spytać, czemu dziś suknia ślubna?

Bo, Wysoki Sądzie wyjaśniłam poważnie ten mężczyzna dokładnie tak ubrany ślubował mi, że zostanie przy mnie do śmierci. Śmierć nas jeszcze nie rozdzieliła, a on jednak chce zrezygnować. Niech więc patrzy na mnie dokładnie tak samo, jak gdy kłamał mi prosto w oczy.

Michał spojrzał na mnie z łzami w oczach.
Ja ci nigdy nie kłamałem. Naprawdę cię kochałem tamtego dnia.

A dziś? zapytałam i poczułam, jak mi się łamie głos.

Sędzia chrząknął.
Wiecie co? Dam wam pół godziny przerwy. Przejdźcie się, pogadajcie. Jak wrócicie w tych strojach i będziecie nadal chcieli się rozwieść, to pogadamy. Ale mam dziwne przeczucie, że dwoje ludzi, którzy przyszli tu tak ubrani, wciąż mają jeszcze sobie wiele do powiedzenia.

Wyszliśmy na korytarz. Michał poprawił mój przekrzywiony welon.

Pięknie wyglądasz powiedział cicho. Tak jak wtedy.

Ty też przyznałam szczerze. Chociaż jesteś głupi.

Staliśmy tak, w strojach z własnego ślubu, pośrodku sądu, nie mając pojęcia, co dalej.

Może zaproponował nieśmiało zamiast się rozwodzić, pójdziemy na kawałek tortu weselnego i po prostu przypomnimy sobie, po co właściwie wzięliśmy ślub?

Nie wiem, czy to jest ta prawdziwa miłość że nawet na rozwód człowiek idzie w sukni ślubnej czy po prostu jesteśmy dwojgiem teatralnych ludzi, którzy nie potrafią robić niczego połowicznie. Ale wiesz co? Te nasze dramaty chyba zawsze będą trochę po polskuUdaliśmy się do pobliskiej kawiarni ja w sukni, on w garniturze, ludzie patrzyli na nas jak na cud świata. Zamówiliśmy kawałek tortu i dwie kawy. Przez chwilę milczeliśmy, a potem zaczęliśmy opowiadać sobie te same historie, co kiedyś, żartując i wspominając, śmiejąc się przez łzy. Może nie odzyskaliśmy wszystkiego, co się rozpadło, ale tego dnia zrozumieliśmy jedno można przestać być mężem i żoną, ale nie zawsze przestaje się być dla siebie kimś ważnym.

Kiedy wróciliśmy do sądu, trzymałam w ręku pudełko z kawałkiem tortu dla sędziego. A Michał, zamiast aktu rozwodu, podał mi dłonią chusteczkę, bo oboje płakaliśmy ze śmiechu, a i trochę ze wzruszenia. Od sądu wyszliśmy nie jako para z rozwodu, tylko jako dwie osoby, które dały sobie zgodę na nowy początek. Może osobno, może razem ale zawsze z odrobiną szaleństwa i z kawałkiem tortu na pocieszenie.

Tak się kończy ta opowieść nie wielkim dramatem, lecz odważną suknią, odświętnym garniturem i uśmiechem, który pokazuje, że nawet finały bywają początkiem czegoś kompletnie niespodziewanego.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

13 + 14 =

Dzień, w którym poszłam się rozwieść ubrana w suknię ślubną Kiedy mąż oznajmił mi, że chce rozwodu,…