Długo zastanawiałam się, czy opowiedzieć tę historię, czy nie, ale postanowiłam się nią podzielić. Musimy upublicznić to, co się stało.
A stało się to w któryś czwartek. Wracałam do domu późnym wieczorem (około godziny dziewiątej), przekręciłam kluczyk i weszłam do środka. Już od progu przywitało mnie moje dziecko: „Mamusiu, cześć. Wreszcie jesteś…”. Potem rozległ się głośny trzask. To był przerażający dźwięk, którego nigdy nie zapomnę.
Natychmiast wezwałam karetkę, która przyjechała pół godziny później. Mimo że byłam przerażona i zła, nadal starałam się rozumieć, że jest pandemia i przyjazdy służb ratunkowych są mocno utrudnione. Ale ta podróż nie miała końca.
W końcu przywieziono mnie i mojego syna do szpitala, strach trochę ustąpił, ale nie na długo.
– To Pani dziecko? Uraz głowy? Przykro mi, ale nie możemy go zbadać. Proszę się udać do innego szpitala.
Znowu wyruszyliśmy w drogę, stan dziecka się pogarszał, a ja byłam przerażona do granic możliwości. W kolejnym szpitalu, w którym nas przyjęto, wykonano tomografię komputerową i zdecydowano, że pilnie potrzebny jest neurochirurg. Potem okazało się, że w tej chwili nie ma lekarza. Zostaliśmy skierowani do innego miejsca. Kolejna karetka, błędne koło… Przyjeżdżamy, dajemy skierowanie, a oni mówią:
– Kto Was tutaj przysłał? Nasi lekarze badają wyłącznie dorosłych pacjentów. Nie mamy umowy z Waszym szpitalem, więc musicie wrócić.
Ja, już całkowicie wyczerpana, próbuję wyjaśnić, że pilnie potrzebujemy neurochirurga, ale nikt nie chciał mnie słuchać. Dali mi jasno do zrozumienia, że nie są w stanie mi pomóc. Tymczasem mój syn leżał na łóżku z poważnym urazem. Nie wiedziałam, co robić, bo brakowało mi energii i nerwów. Płakałam i zadawałam sobie pytania. Na czym polega ta sprawiedliwość? Kto jest w lepszej sytuacji dzięki reformom systemu opieki zdrowotnej? Dlaczego lekarze są tak obojętni nawet wobec dzieci?
W tym momencie podeszła do mnie młoda pielęgniarka, która była wzruszona naszą sytuacją. Dziewczyna uspokoiła mnie i powiedziała, że postara się znaleźć neurochirurga dla chłopca. Kilka minut później wróciła z lekarzem, który grzecznie, bez zbędnych pytań wykonał swoją pracę: zbadał, zoperował i nadzorował całe leczenie. Ogromne podziękowania dla życzliwych osób.



