Chcę opowiedzieć trochę o strasznej sytuacji, która wydarzyła się w Gdańsku. Pięcioletnia dziewczynka, została wypuszczona przez matkę na kilka minut na dwór, gdy ta była zajęta pracą. Dziewczynka poszła na pobliski plac zabaw, a kilka minut później, została porwana. Zdarzenie zarejestrowały kamery wideo. Miejsce było zatłoczone, a dziewczyna krzyczała i błagała o pomoc. Dlaczego nikt nie zareagował?
Myślę, że nikt nie zareagował na krzyki dziewczynki, ponieważ ludzie myśleli, że zabierali ją jej rodzice. Tak, są rodzice, którzy wychowują swoje dziecko takimi metodami. Obecnie istnieje popularny schemat dylematów. Ludzie przypuszczają, że dziecko udaje, że się zgubiło, płacze i prosi o pomoc. Gdy tylko pojawi się jakiś życzliwy przechodzień, który weźmie dziecko za rękę i pomoże odnaleźć rodziców lub zaprowadzi na policję, rodzice wybiegają z domu i oskarżają go o porwanie. Dlaczego więc dziwimy się, że ludzie przechodzą obok i nawet nie reagują na tak straszne rzeczy? Ludzie boją się pomagać innym. Wolą się nie wrącać, aby o nic ich nie oskarażać.
Dlatego sytuacja ta, nie jest zaskakująca. To bardzo smutne, że życie tak wygląda i ludzie nie chca pomagać innym, ale takie są realia współczesnego świata. Oczywiście matka dziewczynki, też jest dobrą osobą. Teraz chyba nie może sobie wybaczyć swoich zaniedbań. Co można doradzić w takiej sytuacji? Chyba tylko to, by mieć oko na własne dzieci.
Jeśli ktoś obcy zapyta kogoś, dlaczego jego dziecko wpada w złość, otrzyma niegrzeczną odpowiedź w stylu „jak będziesz miał własne dzieci, to zobaczysz co to znaczy wychowanie”. Wiele dzieci krzyczy i złości się na ulicy, podczas gdy ich matki, ojcowie i babcie, stoją w pobliżu. Skąd możemy wiedzieć, że to członek rodziny, a nie obca osoba? Niejednokrotnie spotkałam się z sytuacją, w której matka dzwoni do dziecka, a ono nie chce przyjść. Potem mówi: „No dobrze, więc zostajesz tutaj, a ja wychodzę z domu”. Dziecko stoi i wypłakuje oczy. Jak postępować w takich przypadkach? Czy powinnam zawiadomić policję o znęcaniu się nad dzieckiem? Zazwyczaj nikt nie interweniuje w takich sytuacjach.
Dawno temu, świętowaliśmy z przyjacielem urodziny i piliśmy wino. Skończył się alkohol, więc poszedł do sklepu. W drodze na przystanek autobusowy, kolega zobaczył płaczącego chłopca. Podszedł do niego, aby dowiedzieć się, co jest powodem jego płaczu. Okazało się, że chłopiec poszedł na spacer z dziadkiem i zgubił się. Z grubsza przypomniał sobie, gdzie mieszka i wskazał kierunek mojemu przyjacielowi. Po podwórku biegała już matka, która w panice szukała swojego syna. A co by się stało z dzieckiem, gdyby mój przyjaciel mu nie pomógł? W tamtych czasach nie było takich delematów, a ludzie nie bali się sobie pomagać. W dzisiejszych czasach, nikt nie chce być tym, który jest „przyparty do muru”, więc nie angażuje się w takie sytuacje.



