Daliśmy dzieciom wszystko, czego sami nie mieliśmy i przez własną głupotę straciliśmy obu synów

Daliśmy dzieciom wszystko, czego sami nie mieliśmy i przez własną głupotę straciliśmy obu synów

Wychowałam wspaniałych synów, ale nie dla siebie, tylko dla zupełnie obcych ludzie. Bo jak mam to inaczej nazywać, skoro nie widziałam ich już od roku?

Tak bardzo tęsknię za czasami, kiedy tuliłam ich mocno w ramionach, a oni biegali po domu głośno się śmiejąc. Z mężem chcieliśmy dla nich wszystkiego, co najlepsze i wszystkiego tego, czego sami nigdy nie mieliśmy. Ani ja, ani mąż nie skończyliśmy studiów, dlatego chcieliśmy, aby nasi synowie mieli szansę wykształcić się. My byliśmy prostymi ludźmi ze wsi, ale nie chcieliśmy, aby oni podzielili nasz los.

Zaangażowaliśmy się w ich edukację i ciężko pracowaliśmy, aby załatwić im korepetycje oraz opłacić dodatkowe zajęcia, dzięki którym mogli się rozwijać i w przyszłości zrealizować swoje marzenia. Patrzyliśmy, jak się uczą, pokonują trudności, a potem jak stawiają pierwsze kroki w dorosłym życiu. Później także sami odejmowaliśmy sobie od ust, byleby tylko chłopcy mogli pojechać na wycieczkę albo kupić nowe książki. Pomagaliśmy im jak tylko mogliśmy i zaharowywaliśmy się do upadłego, byleby tylko nie zaznały głodu i nie czuły się gorsze od rówieśników.

Teraz jednak ogarnia mnie smutek, gdy patrzę na puste pokoje oraz na zdjęcia, na których uśmiechają się, ale ich nie ma… Zniknęli wśród tłumu obcych ludzi na emigracji. Zaraz po studiach zarówno jeden syn, jak i drugi, wyjechali do Stanów Zjednoczonych, aby – jak sami powiedzieli – „zaznać lepszego życia”.

Kiedy jeden z moich synów żenił się, nas nie było na ślubie, ponieważ nie mieliśmy pieniędzy na bilety lotnicze, a syn nie zaproponował, że pokryje te koszty. Uznaliśmy, że może ma tyle wydatków związanych ze ślubem i weselem, że go po prostu nie stać… Poza tym według nas to rodzice są od tego, by pomóc dzieciom, a nie odwrót. Ciężko mi jednak z tym, że człowiek całe życie ciężko pracuje, a potem nawet go nie stać na to, by polecieć na ślub własnego dziecka.

A teraz, gdy na świat przyszła wnuczka, to boli jeszcze bardziej. Chcielibyśmy zobaczyć jedyną wnuczkę na żywo, utulić, ale możemy ją widzieć tylko na ekranie telefonu i to też bardzo rzadko, bo oni nigdy nie mają dla nas czasu.

Mam do siebie żal, że takie myśli przychodzą mi do głowy, ale tak wracam do chwil z przeszłości… Może gdybyśmy nie dali synom wykształcenia i takiego wsparcia, to teraz byliby przy nas. A tak oddaliśmy im wszystko – nie tylko materialne rzeczy, bo także nasze serce – a oni spakowali się i pojechali w świat.

 

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa + 4 =

Daliśmy dzieciom wszystko, czego sami nie mieliśmy i przez własną głupotę straciliśmy obu synów